MAGAZYN

"Człowiek musi mieć treść. Musi coś przeżyć" - wywiad z Nergalem

16.04.2020Agnieszka Niedek

Fot. Mikołaj Dyszka / Fashion Magazine, wiosna 2019

Czy liderowi zespołu deathmetalowego wypada iść do kosmetyczki? Wielu fanów Behemoth uważa, że nie, ale NERGAL nie przejmuje się tym. Właśnie otworzył klinikę medycyny estetycznej i zachęca mężczyzn, by szli w jego ślady, poddając się zabiegom. Co jeszcze robi, by zbijać z pantałyku?

Barber shop otworzyłeś, bo uznałeś, że to dobry pomysł na biznes, a do tego spójny z twoim wizerunkiem. Czy klinika medycyny estetycznej też jest z nim spójna?

Jak najbardziej. Sam od lat korzystam z usług kosmetologów i masażystów – jest to dla mnie program codziennej higieny. Nawet teraz jestem świeżo po masażu. 

Co wyróżnia Barberian Esthetic? To klinika szczególnie przyjazna mężczyznom. Chciałem stworzyć miejsce, w którym mogliby się poczuć komfortowo.

Nam, facetom, często odmawia się prawa do dbania o siebie, a ja o nie walczę. Otwarcie mówię, że mam potrzebę, by zamknąć się na dwie godziny u kosmetyczki po powrocie z trasy, gdy moja skóra jest zmęczona, bo przez wiele tygodni była traktowana make-upem i byle jaką wodą. Farby artystyczne, których używamy, wchodzą głęboko w skórę, wchodzą też pod paznokcie. Wczoraj wyglądałem jak górnik, ale w Barberianie zrobiłem sobie zabieg na twarz oraz manikiur i już jest lepiej. Nie widzę w tym nic złego. Traktuję dobrze swój umysł – szukam mądrych książek, wartościowych filmów i muzyki. Dlaczego ciało miałbym traktować inaczej? Chcę, by było w jak najlepszej kondycji. Mam jeszcze jeden argument dla abnegatów podważających męskość dbania o urodę: mężczyźni wymagają od kobiet, że będą atrakcyjne i zadbane, więc od siebie też powinni. 

Jakim zabiegom medycyny estetycznej się poddajesz?

Mezoterapia, kwasy, planuję też terapię osoczem bogatopłytkowym – to wydaje mi się naturalne. Wierzę zresztą, że korzystając z nowoczesnych technologii, możemy wspierać swój organizm organicznie, bez chemii. 

Czy jest zabieg, któremu byś się nie poddał?

Każdy ma swoje potrzeby. Staram się nie sprowadzać ludzi do wspólnego mianownika. Ja, na przykład, depiluję sobie pachy, ale są faceci, którzy tego nie robią i to jest w porządku. Dziwne wydaje mi się, gdy mężczyźni modelują sobie usta – jednak to tylko moja opinia. Niektórzy korzystają z botoksu i ja tego nie potępiam, choć sam bym się nie poddał takiemu zabiegowi. Myślę, że facet może być pomarszczony. Może nie powiem, że nie mogę się tego doczekać, ale spokojnie patrzę, jak się zmieniam i jestem ciekawy, co będzie za 10–20 lat. Raczej nie będę wtedy panikował i próbował się naciągać. U Olgi Tokarczuk przeczytałem taki piękny tekst, że czcimy rozkwitanie, uznając to, co młode i świeże za piękne, a przekwitanie, które jest normalną częścią cyklu życia, negujemy. A w nim przecież też powinniśmy dostrzegać piękno. Mam 41 lat, liczę, że za 30 będę nadal dziarski, nadal sprawny. Nie trzeba robić w tym celu nie wiadomo czego, wystarczy się racjonalnie prowadzić.

Jak ty się prowadzisz? Jak dbasz o siebie na co dzień?

Podstawa to osiem godzin snu. Dużo się ruszam – robię różnorodne treningi – siłowe, core’owe, crossfitowe, boks, jogę. Stosuję kremy na twarz, odkąd skończyłem 30 lat. Chodzę do lekarza, robię sobie morfologię. To takie dbanie o siebie u podstaw.

Bardzo przejmujesz się dietą?

Nienawidzę słowa „dieta”, bo kojarzy się z reżimem, a ja jestem antyreżimowy pod każdym względem: politycznym, duchowym i żywieniowym też. Trzeba po prostu słuchać swojego ciała. Dla przykładu odstawiłem mięso, bo nie miałem go od tygodni w ustach i nie czułem potrzeby, żeby je jeść. To się sprawdza – czuję się świetnie. Kiedyś piłem więcej, dziś tylko od czasu do czasu popijam białe wino i prosecco. Gdy się do tego przyznaję, słyszę, że to niemęskie. Wiadomo, męskie to jest grzanie gorzały.

Alkohol nie jest twoją słabością, za to na Instagramie przyznałłeś, że jesteś uzależniony od serka waniliowego.

O, tak. To jest moje uzależnienie. Serek homoniegazowany waniliowy – tak go nazywam.

Któryś z fanów napisał, że taki serek jest dla dzieci, nie dla mężczyzn. To akurat był żart, ale pewnie jako lider Behemoth częściej niż inni mężczyźni słyszysz, że czegoś nie wypada ci robić.

Jako lider zespołu deathmetalowego powinienem śmierdzieć siarką i spirytusem, być permanentnie pod wpływem substancji odurzających, karany i niebezpieczny dla otoczenia, a jeśli już coś jeść, to surowe mięso. I oczywiście absolutnie nie powinienem o siebie dbać. A jak jest? Dokładnie odwrotnie. Trudno, podobam się sobie taki, jaki jestem. Nikomu nie robię tym krzywdy. Poza tym lubię zbijać z pantałyku, lubię dezorientować. Dlatego wrzuciłem na Instagram zdjęcie swojego ostatniego zabiegu – żeby przełamywać tabu. Część komentarzy jest racjonalnych, część osób uważa, że tu jest zgrzyt.

A jaki model dbania o siebie wyniosłeś z domu?

Mój ojciec raczej nie poddałby się zabiegom medycyny estetycznej. Kiedyś mu sprezentowałem vouchery na usługi w Barberianie i one cały czas leżą u niego w domu. Tata mówi, że sam może się ogolić. Jednak u niego to wynika z faktu, że zawsze był bardzo zaradnym człowiekiem. Jako 13-latek spakował plecak, wyjechał z domu rodzinnego na wsi i pojechał do miasta. Zamieszkał w internacie, a naukę łączył z pracą. Sam do wszystkiego doszedł i chyba nie ma rzeczy, której nie umiałby zrobić. Matka nie podchodziła do piekarnika, bo on sam piekł wszystkie ciasta. Robił pranie, naprawiał samochód, naprawiał mój rower, był też dla rodziny szewcem. Za dnia pracował w stoczni, ale wieczorami dorabiał, robiąc biżuterię. Stąd wynika też jego podejście do dbania o siebie – on wszystko robi sam. Ostatnio staram się jednak wpłynąć na niego i na mamę. Powiedziałem im: „Ile wam tego życia zostało? Spędźcie je przyjemnie”. Kupuję
ments. Nie przepadam za ubraniami tej marki, ale zrobili najpiękniejsze męskie buty, jakie można sobie wyobrazić. Ta bluza to Rick Owens, jeden z moich ulubionych designerów. Kolejny, jest Boris Bidjan Saberi. Jestem fanem dark fashion, której szukam w butikach za granicą, np. w Darklands w Berlinie. Często zakochuję się w ubraniu– urzeka mnie faktura czy krój i wiem, że muszę to kupić. Mam też słabość do butów i okularów. Ostatnio znalazłem takie, na któ- rych można usiąść i się nie odkształcają. Są zrobione z jednego materiału – niesamowita technologia.

Czym jeszcze się rozpieszczasz?

Jeżdżę do sklepu Orimono w Berlinie po świece zapachowe. Uwielbiam niszowe perfumy. Ostatnio używam Nasomatto Black Afgano, które powstały na bazie haszyszu. Kupiłem też perfumy inspirowane zapachem szat papieskich. To są genialne rzeczy – w nich jest waim vouchery na masaże – to akurat polubili. Ale powiedzmy sobie szczerze, negatywne podejście do dbania o siebie nie dotyczy tylko mężczyzn w wieku mojego ojca. Nawet moi koledzy z zespołu są inni niż ja.

Skąd zatem u ciebie taka postawa?

Chyba musiałem się sam wychować. Pracowałem też z coachem, który poustawiał mi różne rzeczy w głowie. Dziś wiem, na przykład, że jest wielu ludzi, którzy chcą zbawiać świat, choć ich własne życie płonie. Ktoś jest otyły, ledwo chodzi, ale chce pomagać wszystkim dokoła. To jest bez sensu – ten człowiek musi najpierw zatroszczyć się o swoje zdrowie, bo w tym stanie nikomu nie pomoże. Jednak u nas wciąż pokutuje przekonanie, że dbanie o siebie o siebie to egoizm. I oczywiście coś, co nie przystoi mężczyznom. Bo co mogą robić dla siebie faceci? Chodzić do burdelu, na siłownię i pić w sports barach. Nikomu oczywiście niczego nie bronię, ale dla mnie nie ma nic nudniejszego niż przesiadywanie z facetami nad piwem. Oglądanie sportu? Ja go wolę uprawiać. Chciałbym, żeby stało się oczywiste, że faceci mogą mieć inne potrzeby, np. uwielbiać taniec.

A interesować się modą?

Oczywiście, że tak. Ja śledzę trendy. Spójrz na moje buty – to wartość dodana. Dzięki takim gadżetom życie może być jeszcze bardziej unikatowe.

Ewidentnie lubisz wydawać pieniądze.

Tak i wolę wydać więcej na coś, co będzie ze mną dłużej. Kupuję skórzane kurtki, które kosztują 4–5 tys euro. Dużo? Tak, ale wiem, że taka skóra będzie ze mną żyła, będę ją nosił równie dobrze za 10 lat. Dziś, w czasach sieciówek, wszystko ma być tanie i kiepskie jakościowo. Buty kosztują 200 zł i po dwóch latach do niczego się nie nadają. Powinny kosztować 2–3 tys. zł i służyć 10–20 lat. Kiedy robimy koszulki Behemotha, też wolę, żeby były nieco droższe, ale lepszej jakości i przyjemniejsze w dotyku, bo nie cierpię tych dzisiejszych T-shirtów, które nosi się jakby były z tektury. Tę filozofię stosuję wszędzie – chcę dać najlepsze koncerty, zaoferować najlepsze usługi w Barberianie. Wszystko pod czym się podpisuję musi być najlepszej jakości.

Rozumiem, że to samo dotyczy prowokacji, z których jesteś znany. Teraz znów będziesz musiał stawić się przed sądem w związku z ubiegłorocznym performance'em na Dzień Kobiet. Wstawiłeś wtedy na Instagram wideo, na którym trzymasz w ręku plastikowego penisa, do którego przyklejony jest ukrzyżowany Jezus. Skąd w tobie potrzeba takich działań?

Zaczęło się od kwestionowania pewnych konwenansów. Dziś wcielam się na koncertach w określoną postać, a one rządzą się swoimi prawami. Tam egzaltacja aktorska jest naszym chlebem powszednim. Czasem przenoszę ją poza scenę. Nie chcę obrażać ludzi – to tylko łamanie tabu w przerysowanej, bardzo plastycznej formie. Za chwilę znowu będę bronił w sądzie prawa do takich działań.

„Nergal bez umorzenia! A mógł po ludzku przeprosić za Jezusa na penisie” – napisał na Twitterze Dominik Tarczyński z PIS, który złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przez ciebie przestępstwa. Może trzeba było przeprosić?

Ale ja to zrobiłem. Napisałem, że przepraszam wszystkie kobiety, się obrażeni? Wchodzą na moją stronę, więc czego mogą się spodziewać? Przecież to tak, jakby nagle się zdziwili, że zebra ma paski i postanowili iść z tym do sądu. To świadczy o wątłym kręgosłupie moralnym i śliskiej naturze. Dziś wycelować w Nergala i za chwilę być na wszystkich mało poważnych portalach to żadna sztuka. Kiedyś zadałem pytanie: „Przeszkadza wam jakiś koleś z gitarką? Jak to świadczy o waszej powadze i sile politycznej?”. Czy wygram teraz proces, czy nie, to jest sytuacja typu win-win. Jeśli nie wygram, cały cywilizowany demokratyczny świat będzie po mojej stronie.

Mówisz, że ideologia, która stoi za katolicyzmem, zniewala. W jaki konkretnie sposób?

Chociażby z powodu średniowiecznego zapisu o bluźnierstwie, który, co ciekawe, katolicka Irlandia wykreśliła bo to był przecież performance na Dzień Kobiet. Nie twierdzę, że był w dobrym guście – mnie też zdarzają się żarty średnich lotów. Ale Tarczyński zażądał, żebym przeprosił osobiście jego i kościół katolicki, co było totalną agitacją i próbą kapitalizacji całego case’u. Nie mogę traktować tego poważnie. Tarczyński nie zachowuje się jak polityk z klasą i jego kariera będzie trwała tyle, ile kariera partii, do której należy, czyli krótko. I tutaj muszę podkreślić jeszcze jedno – zawsze byłem oskarżany przez takich właśnie ludzi jak on. Nie przez polityków z pierwszych stron gazet, nie przez wybitne osobowości ze świata kultury i, co najważniejsze, nie przez duchownych.

O czym to świadczy?

O silnej wierze tych ludzi, którzy mnie nie atakują. A ci, którzy czują
ze swojej konstytucji pod koniec ubiegłego roku. To właśnie przez ten zapis ciągle mam problemy. Bluźnierstwo to obraza uczuć religijnych i tu pojawiają się pytania: jaka jest definicja uczuć religijnych, czy jest może jakiś termometr mierzący temperaturę tych uczuć? Gwarantuję, że jeśli kiedyś go dostanę, wsadzę sobie w dupę. Będę wtedy wiedział, kiedy dobijam do czerwonej poprzeczki i może uda mi się nikogo nie obrazić. Ale skoro już mamy te uczucia religijne, bądźmy konsekwentni. Bo ja np. mam uczucia estetyczne i Dominik Tarczyński z jego ziemniaczaną urodą je obraża.

Ale on nie ma wpływu na swoją urodę.

Do pewnego stopnia ma. Jednak nie o to chodzi. Przede wszystkim, jeżeli nie podoba mi się coś, co widzę, lepiej będzie jeśli przepracuję to wewnętrznie i obędzie się bez awantury, prawda? Jeśli jedziemy pociągiem i współpasażer brzydko pachnie, warto się przesiąść albo wytrzymać do końca podróży, zamiast wdawać się w dyskusję. Dlatego apeluję, by wszyscy, którzy wytaczają mi procesy, zrobili to samo ze swoimi uczuciami religijnymi, co ja robię ze swoimi uczuciami estetycznymi. Ale skoro ich religia powoduje, że się tak łatwo obrażają, może trzeba ją zmienić? Często moi adwersarze mówią, że nie odważyłbym się krytykować założeń islamu. Proponuję zatem przejść na islam – będziecie mnie wtedy ganiać z maczetami lub wysadzać w powietrze. Może tego tak naprawdę pragniecie?

Mówisz, że to, co w procesach sądowych irytuje cię najbardziej, to strata czasu. Jest taki cenny, bo jako osoba, która pokonała śmiertelną chorobę, lepiej rozumiesz jego znaczenie? I czy dziś, po wielu latach boisz się nawrotu raka?

Nie mam strachu przed śmiercią. Moja muzyka jest oswajaniem cieni. Robię to więc na co dzień. Dzięki chorobie wiem, że warto żyć świadomie i pożytecznie. Mam nadzieję, że mimo tego, co się o mnie pisze, mimo wszystkich spraw sądowych, można powiedzieć, że re- alizuję te założenia. Że zostawię po sobie dużo dobrego.

Nie chciałbyś, żeby zostały po tobie dzieci?

Oczywiście, bardzo lubię przebywać z dziećmi i chciałbym mieć rodzinę. Ale nic na siłę. Przecież nie wybiegnę teraz za tą kobietą, która przeszła przed chwilą i nie odbędę z nią stosunku, by za 9 miesięcy pojawiło się dziecko. Fajnie, by takie rzeczy wydarzały się naturalnie i nie pod presją towarzyszącą świadomości, że czas mija. Mówiliśmy wcześniej, że żyjemy w czasach krótkotrwałych produktów. Związki też są krótkotrwałe. Przed chwilą rozmawiałem z koleżanką o znajomych, którzy się rozwodzą. Stwierdziliśmy, że 15 lat małżeństwa to i tak dużo. Doszliśmy też do wniosku, że dzisiaj właściwie nikogo już nie szokuje rozwód, bo to powszechne zjawisko. Przyzwyczailiśmy się, że wszystko, włącznie z partnerem, można wymienić. Uniezależniliśmy się od siebie. To oczywiście ma mnóstwo zalet – dzisiaj kobieta może wyrzucić męża pijaka z domu, bo poradzi sobie bez jego pieniędzy, a kiedyś nie było to takie oczywiste. Ale może teraz przesadzamy w drugą stronę? Nadużywamy wolności? Moi rodzice są ze sobą od lat. Ciekawe, czy gdyby stworzyli związek w dzisiejszych czasach, też byłby tak trwały?

Jak wyglądał ten związek, gdy byłeś dzieckiem? Bo to przecież zawsze jakiś punkt odniesienia.

Na pewno nie byliśmy rodziną patriarchalną. Rodzice mieli podział obowiązków. Tak jak mówiłem wcześniej, tata nie miał problemu, by ugotować czy uprać.

Dlaczego mówiłeś do matki po imieniu?

Nie wiem, tak wyszło. Mówiłem też „matka”, ale o to się obrażała. Pewnie kojarzyło jej się to ze starszą osobą. Choć dziś nie obraża się, gdy mówię „babciu”, bo zresztą jest babcią – mój brat ma dzieci. Matka jest bardzo energiczna i wygląda młodziej niż wskazywałby jej wiek. Kupiłem jej ostatnio kurs angielskiego. Powiedziała, że podoba jej się lektorka, bo jest młoda. Lubi przychodzić na moje koncerty i zawsze powtarza: „Twoi znajomi są tacy życzliwi, nie to co te stare próchna”. Używa Facebooka, jest królową gifów. Poza tym to osoba bardzo wrażliwa, bardzo przejmująca się wszystkim, opiekuńcza i pracowita.

Taka powinna być też twoja partnerka? Masz sprecyzowane oczekiwania?

Niby nie mam, niby jestem otwarty, ale to chyba tylko deklaracja, bo tak naprawdę wiele rzeczy mnie irytuje, np. brak samodzielności. Fajnie byłoby żyć w relacji z kobietą, o której wiedziałbym, że jeśli mnie, odpukać, zabraknie, ona sobie poradzi. Że nawet jeśli będą dzieci, też da sobie radę sama, że nie jest jak huba, która musi się przyczepić do kogoś, by przeżyć. Niezależność jest sexy. Mam też takie oczekiwanie: kiedy idę na randkę, nie dam kobiecie zapłacić, ale lubię, gdy pyta, czy ma się dołożyć do rachunku.

Dlaczego?

Bo nie chcę królewny, która myśli, że wszystko jej się należy. A zauważyłem, że im atrakcyjniejsza kobieta, tym bardziej roszczeniowa. Jestem dżentelmenem, jednak szukam partnerki. Niech ma swoje pieniądze, swoje hobby, swoje towarzystwo. Niech mi się postawi, ma swoje zdanie. Byłem w relacji, w której kobieta nic nie robiła zawodowo. Ciągle miała tylko plany. Kiedy zacząłem z nią o tym rozmawiać, oznajmiła, że jestem skąpy. Nie trafiła – tego akurat nie można mi zarzucić, mam raczej odwrotny problem. Wiem, że wielu facetów rozczula bezradność i lubią, gdy kobiety są zdane na nich. Dla mnie to nie jest pociągające. Chciałbym też, żeby moja partnerka mogła mi opowiedzieć o tym, co zrobiła w ciągu dnia, o książkach, które przeczytała, ludziach, z którymi się spotkała. Człowiek musi mieć treść, a żeby ją mieć, musi coś przeżyć.

Jesteś teraz w związku?

Nie. Wytworzyłem sobie rodzaj zbroi, bo przerobiłem dużo dziwnych przypadków. Jedna z moich partnerek, na przykład, była mitomanką. Wymyślała historie – mówiła, że choruje na nowotwór i chwaliła się nieruchomościami, których nie miała. Po takich doświadczeniach trudno mi się otworzyć i zaufać. Może powinienem to przepracować na terapii? Nie chcę jednak, żeby ktoś pomyślał, że się żalę. Jestem zadowolony z życia. Dziś jest naprawdę OK.

Wywiad ukazał się w wiosennym wydaniu Fashion Magazine w 2019 roku. Wydanie w wersji mobilnej za 4,99 zł możecie zakupić tutaj >>

Czytaj dalej
Polecamy