MAGAZYN

#JestemPolką - polskie modelki o niepolskich korzeniach we wspólnej sesji

04.06.2020Fashion Post

#JestemPolką - polskie modelki o niepolskich korzeniach we wspólnej sesji
Fot. Aldona Karczmarczyk / Van Dorsen Artists

Nasz wiosenny numer z 2019 roku poświęciliśmy tolerancji i walce z rasizmem, dlatego na okładkę zaprosiliśmy modelki, które, choć pochodzą z różnych miejsc świata, mogą się dumnie nazywać Polkami. W ich żyłach płynie inna krew, i mają inny kolor skóry, ale wartości pozostają takie same - rozwój, kariera, miłość, rodzina, no i miłość do Polski. Większa lub mniejsza, ale jednak. Pod hashtagiem #JestemPolką zapraszaliśmy polskie dziewczyny pochodzące z różnych stron świata, by dzieliły się swoimi historiami. Patrząc na to, co dzieje się w tym momencie w Stanach Zjednoczonych, akcja wydaje się bardziej wciąż aktualna.

Materiał pochodzi z Fashion Magazine Wiosna 2019 


Nasze bohaterki to młode, piękne kobiety, które dowodzą, że hashtagiem #JestemPolką możemy oznaczać się nawet wtedy, gdy płynie w nas inna krew, mamy inny kolor skóry, a nasza rodzina pochodzi z drugiego końca świata. Dla każdej z nich Polska oznacza coś innego – rozwój, karierę, miłość, rodzinę. I taka ojczyzna nam się bardzo podoba!

Rozmawiał Bartek Zwierz

 Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists
Fot. Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists

Osi Ugonoh

Dziś swój kolor skóry traktuje jak atut, dzięki któremu dostaje jeszcze więcej zleceń w Polsce, ale nie zawsze tak było. Siły i odwagi dodała jej nigeryjsko-polska rodzina

Bartek Zwierz: Jak wspominasz dzieciństwo w Polsce?

Osi Ugonoh: Różnie. Mam wspaniałych rodziców, którzy uprzedzali mnie, że ludzie mogą różnie reago- wać na mój kolor skóry. Nigdy nie mieliśmy ograniczeń, zahamowań, limitów. Robiliśmy to, co chcieliśmy. Mam fantastyczne rodzeństwo, z którym mogłam porozmawiać na każdy temat. Ale w przedszkolu bolało, gdy koleżanka spytała, czy mój kolor skóry jest wynikiem brudu. Albo gdy we wczesnej podstawówce pani kazała mi recytować wierszyk „Murzynek Bambo”. Łzy leciały mi po policzkach, nie powie- działam ani słowa.

Straszne!

W domu staraliśmy się obracać to w żart. Stworzyliśmy ranking wyzwisk. Pamiętam, że nic nie przebiło wtedy „asfaltu” – tak nazwali kiedyś mojego brata Izu, który jest trochę ciemniejszy od nas. Ależ się z tego śmialiśmy... Mnie wyzywali jakoś tak banalnie – małpa, Murzynka... Słabe, mało kreatywne.

Bałaś się wychodzić z domu?

Na własnym podwórku i w szkole czułam się bezpiecznie, ale w miejscach, gdzie mnie nie znano, bywało groźnie. Zdarzały się wyzwiska, zaczepki. Może właśnie dlatego nie lubiłam wypadów w inne rejony miasta, gdzie łatwiej było spotkać chuliganów. Oni nigdy nie odpuszczali, zawsze musieli dogryźć.

W wieku 11 lat wyjechałaś do siostry mamy do Irlandii, poczułaś się bezpieczniej?

Tak, wołałam tam często: „Mamuś, patrz ile tu czarnych!”. Ale najbardziej podobała mi się w Irlandii ta wyśmiewana u nas poprawność polityczna. Ludziom tam po prostu nie wypada powiedzieć czegoś przykrego innej osobie. Wyjazd do Irlandii bardzo mi pomógł, poszerzył horyzonty, wpłynął na mentalność. W efekcie nie jest ona ani polska, ani irlandzka, ani nigeryjska. Może dlatego łatwiej mi się integrować z innymi.

To tam zaczęłaś swoją przygodę z modą. Naomi Campbell, jedna z najsłynniejszych czarnoskórych modelek, twierdzi, że ta branża wciąż bywa rasistowska. Zgadzasz się z jej opinią? 

Wciąż niewiele jest czarnoskórych dziewczyn na wybiegach i w sesjach. Czasem wydaje mi się, że projektanci zatrudniają je tylko po to, żeby nikt nie zarzucił im dyskryminacji. Pamiętam, jak zrobiło mi się przykro, gdy na początku mojej pracy niemiecka agencja nie chciała mnie zatrudnić, bo „nie będą promować czarnej dziewczyny”. W mentalności wielu projektantów pokutuje przekonanie, że rzeczy lepiej sprzedadzą się na białych modelkach.

Polska branża mody też dyskryminuje?

Nie mogę tak powiedzieć. Wydaje mi się nawet, że mój kolor skóry jest w Polsce atutem, dzięki któremu mam więcej zleceń. W ciągu ostatnich lat Polska bardzo się zmieniła. Na każdym kroku spotkać można ludzi, którzy nie urodzili się w naszym kraju, zjeść coś pysznego w orientalnej knajpce. Kiedyś, gdy widziałam grupę nastolatków, bałam się koło nich przechodzić, zastanawiałam się, jak tym razem mnie wyzwą. Teraz też się stresuję: „Kurczę, pewnie zaraz znów ktoś mnie poprosi o zdjęcie” (śmiech).

Czujesz się Polką?

Jak najbardziej. Nie słychać tego? (śmiech). 

Co chciałabyś przekazać o tolerancji naszym rodakom?

Żeby nie używali słowa „Murzyn”, bo boli i jest okrutne.

 Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists
Fot. Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists

Daniela

Filipińską urodę zawdzięcza mamie. Uważa, że Polska w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat bardzo się zmieniła i że jest to właśnie zasługa obcokrajowców

Bartek Zwierz: Często odwiedzasz rodzinę mamy na Filipinach?

Daniela: Byłam tam tylko raz w życiu. Miałam osiem miesięcy, więc nic nie pamiętam. Z rodziną utrzymuję kontakt jedynie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Ale wszystko przede mną, na pewno nadrobię zaległości. 

Czyli Polska jest na razie twoim jedynym domem?

Zgadza się, choć nie zawsze dane mi było czuć się tu jak w domu. Pamiętam, że dzieci w pierwszej klasie wyzywały mnie ze względu na moje imię i kolor skóry. A nauczyciele bezpardonowo wypytywali, jakim cudem znalazłam się w Polsce.

Przykre...

Chyba jeszcze bardziej niż docinki rówieśników. Takie wścibstwo, szczególnie dorosłych w stosunku do dziecka, bywa naprawdę okrutne. Tak jakby mój kolor skóry sprawiał, że można mnie wskazywać palcem, pytać o wszystko i traktować jak przedmiot.

Wciąż masz takie doświadczenia?

Na szczęście coraz mniej. Polska w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat bardzo się zmieniła. Duża w tym zasługa obcokrajowców, któ- rzy przyjeżdżają do Polski i próbują tu żyć. Ale wciąż zdarza się, że ktoś w impertynencki sposób zastanawia się, co ja tutaj robię.

Twoi rodzice poznali się, gdy pracowali na statku wycieczkowym. Ojciec Polak, mama Filipinka. Trudno było jej zdecydować się na przeprowadzkę do Gdańska?

Jestem z mojej mamy bardzo dumna. Na początku było ciężko, ale nie użalała się nad sobą. Była bardzo silna, nauczyła się szybko języka i odnalazła w naszym kraju.

Kiedy skończysz szkołę, chcesz zostać w Polsce?

Chcę podróżować, zobaczyć, jak wygląda świat. Nie zrozum mnie źle, Polska to naprawdę fajny kraj, który dla ludzi o innym kolorze skóry staje się coraz bardziej przyjazny, ale to wypytywanie, skąd jestem, bywa zwyczajnie niegrzeczne.

Rozumiem, że apelujesz do rodaków o powściągliwość?

Można tak powiedzieć. Chyba pora zaakceptować, że każdy z nas może mieć inną historię.

 Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists
Fot. Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists

Antonia

Płynie w niej krew polska i niemiecka. Marzy, by zostać reżyserką i rozwijać karierę w Polsce, bo jak mówi: „Jeśli ja nie będę tworzyć takiej Polski, w jakiej chciałabym żyć, to kto?”

Bartek Zwierz: Jesteś w połowie Niemką, w połowie Polką. Która połowa jest Ci bliższa? 

Antonia: Ta polska. Wydaje mi się, że takie pomieszanie kultur i doświadczeń nie jest balastem, może jedynie wzbogacać. 

No dobrze to zapytam inaczej. Po której stronie Odry wyobrażasz sobie swoją przyszłość? 

W Polsce. Nie mam co do tego wątpliwości. Może to zabrzmi patetycznie, ale chcę być cześcią rozwoju tego kraju, bo czuję się Polką. Jeśli ja nie będę tworzyć takiej Polski, w jakiej chciałabym żyć, to kto? 

Czy jest coś, co chciałabyś przenieść z Niemiec do Polski?

Dbałość o tradycje i brak kompleksów. Ludzie w Niemczech są o wiele bardziej pewni siebie, widać to na każdym kroku. Gdy komuś coś nie podoba, po prostu to mówi, nie chowa urazy. Bardzo podoba mi się też to, że Niemcy mimo swojej trudnej historii potrafią dbać o przeszłość, pielęgnować tradycje przodków. Niemal w każdym miasteczku co roku mieszkańcy obchodzą święta ludowe, przebierają się w stroje z epoki, wspominają dawne czasy, przepisy i zwyczaje. U nas ludowość kojarzy się wciąż z czymś wiejskim i obciachowym, a szkoda, bo to jest naprawdę piękne i inspirujące

 

Niemcy mogą nauczyć się czegoś od nas?

Oczywiście! Niemcy – wbrew temu, co się mówi w Polsce – podziwiają nasz kraj, bardzo doceniają transformację ustrojową i sukces gospodarczy. Myślę, że przydałoby się im trochę polskiej spontaniczności i beztroski. W Niemczech bardzo ważna jest kariera i wyniki w pracy. Wszystko musi być na piątkę. W Polsce ludzie wciąż pamiętają, że ważne jest też samo życie.

Stosunki między naszymi krajami bywają napięte. Zdarzało ci się oberwać na lekcji historii za to, że twoja mama jest Niemką?

Czasami miałam do czynienia z żartami, ale raczej przyjaznymi. Nie spotkałam się nigdy z nienawiścią do mnie z racji tego, że moja rodzina pochodzi z Niemiec. Wbrew temu, co się mówi, ludzie w Polsce są tolerancyjni. Nie mam co do tego wątpliwości.

Chcesz wykorzystać znajomość niemieckiego w przyszłości?

Planuję wyjazd do Berlina na studia reżyserskie. W Niemczech mam dużą rodzinę, mieszka tam moja mama. Zobaczymy... Powinnam więc się tam odnaleźć, ale na pewno wrócę do Polski.

Akcja twojego pierwszego filmu będzie rozgrywać się w Polsce czy Niemczech?

W Polsce, mówiłam już, że mam tu własną misję (śmiech).

 Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists
Fot. Aldona Kaczmarczyk / Van Dorsen Artists

Masha

Pół-Polka, pół-Rosjanka urodzona w Kaliningradzie. Polskę pokochała
za serdeczność i gościnność. Przyjechała tu na studia.

Kiedy pierwszy raz przyjechałaś do Polski? 

Urodziłam się i mieszkałam w Kaliningradzie, często więc z rodzicami jeździliśmy na zakupy do Trójmiasta. Gdy byłam dzieckiem, Polska robiła na mnie kolosalne wrażenie. Ludzie wydawali mi się sympatyczniejsi i bardziej otwarci niż w Rosji, a w sklepach wybór słodyczy przyprawiał o zawrót głowy. Teraz nie ma już takiej różnicy między Polską i obwodem Kaliningradzkim, ale jeszcze kilka lat temu wizyta tutaj wydawała się wycieczką do innego, lepszego świata.

To wtedy podjęłaś decyzję o studiowaniu w Łodzi?

Nie, chciałam studiować na Akademii Wychowania Fizycznego, a uczelnie w Moskwie i Petersburgu były zbyt daleko od domu. Łódź była stosunkowo blisko Kaliningradu, a złożenie papierów i rozpoczęcie studiów w miarę proste. I tak znalazłam się w Łodzi.

Jakie były twoje pierwsze wrażenia?

Niesamowite było dla mnie to, że ludzie w Łodzi się nie spieszą, nie gonią za karierą i pieniędzmi, mają na wszystko czas. Gdy ktoś potrącił mnie w sklepie, uśmiechał się i przepraszał. W porówna- niu z Kaliningradem różnica w sposobie życia była ogromna.

Czyli Polska przywitała cię z otwartymi ramionami?

Niestety nie. Pamiętam, jak na pierwszych eg- zaminach nauczyciele dokuczali mi z powodu słabej, ich zdaniem, znajomości polskiego. Było w tym dużo złej woli, jakby władzom uczelni nie podobało się, ze studiują u nich Rosjanie.

W Rosji mówi się, że Polacy nie lubią Rosjan. Rozumiem, że ten stereotyp okazał się prawdziwy? 

Nie do końca. W Polsce poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, odkryła mnie też agencja modelek, stwarzając wiele nowych możliwości. Dokuczanie, że jestem Rosjanką i nie znam polskiego, skończyło się, gdy po roku mówiłam już płynnie.

Czyli zostajesz tutaj na stałe?

Nie mam takich planów, chciałabym w przyszłym roku wziąć urlop dziekański i wyjechać za granicę, spróbować sił w stolicach mody.

Tej decyzji nie zmieniłaby nawet miłość do Polaka?

(śmiech) Nie mogłabym się zakochać się w Polaku. Gdy widzę moje polskie koleżanki, które za swoich partnerów robią niemal wszystko – od pomysłu na wakacje po kupienie biletów na samolot – trochę mnie to denerwuje. Lubię, gdy mężczyzna przejmuje inicjatywę, a w Polsce rządzą kobiety.

To chyba dobrze?

Niekoniecznie, w pewnych kwestiach jestem tradycjonalistką.

Fotograf: Aldona Karczmarczyk/Van Dorsen Artists
Stylizacja: Ilona Glapa
Modelki: Antonia/As Management, Daniela/Avant Models, Masha/Mango Models, Osi Ugonoh/Chili Models, Paulina Pitsikali/New Age Models
Makijaż: Agata Kalbarczyk
Współpraca: Ada Iwanicka/NARS Cosmetics
Fryzury: Adam Szaro
Manikiur: Basia Majewska/ Studio Piękna przy ul. E. Plater 8 w Warszawie Scenografia: Piotr Stachurski
Asystenci fotografa: Zbigniew Szych, Paula Chamernik/Studio Las
Asystentka stylistki: Małgorzata Ejmocka
Asystentka produkcji: Zofia Pacholczyk
Produkcja: Jagoda Komenda
Makijaż wykonano kosmetykami NARS Cosmetics

Czytaj dalej
Polecamy