Prosta droga do piekła – wywiad z Maciejem Zieniem

„Moje archiwum zostało wyrzucone na śmietnik, metki spalone, maszyny sprzedane, a materiały, które zbierałem przez lata wyprzedane za grosze” – mówi Maciej Zień. Projektant w rozmowie z Michałem Zaczyńskim po raz pierwszy opowiada o kulisach wojny z inwestorem.

Zarząd spółki Zień oskarża Macieja Zienia o włamanie i malwersacje, Maciej Zień zarzuca spółce kłamstwo. W tle policja, publiczne awantury, zamykanie sklepów, wyjazd do Brazylii. O co w tym chodzi?
Po prostu: okazałem się zbyt łatwowierny. Poznałem przyszłego wspólnika i mu zaufałem. Uwierzyłem, że jako właściciel dużego przedsiębiorstwa może być wiarygodnym inwestorem, który jest w stanie poprowadzić moją firmę w dobrym kierunku. Niestety, wkrótce zaczął mnie wykańczać psychicznie. No i wysiadłem. Baterie mi się rozładowały. Już nie byłem w stanie robić nic twórczego.

Ale to chyba nie stało się to z dnia na dzień?
Stopniowo. Długo wierzyłem, że się nie dam, że dam radę. Że najważniejsze, by wspólnik dobrze zarządzał. A on tymczasem chciał pobrylować w świetle jupiterów.

Zawieszasz działalność czy firma będzie dalej funkcjonować?
Nie wiem, bo zostałem zwolniony ze stanowiska projektanta.

A podpisałeś dokument, że przestajesz być właścicielem firmy i mieć prawo do jej nazwy? Wielu projektantów na Zachodzie jeszcze w latach 90. tak zrobiło, zachowując tylko posadę dyrektora artystycznego. Z której ich po jakimś czasie zwolniono. To ten przypadek?
Możliwe. Tylko mam to szczęście, że ktoś może używać mojego nazwiska, ale imienia już nie. Ja jestem Maciejem Zieniem, a nie Zieniem. Mogę też projektować za granicą, jeśli prawo polskie nie pozwoli mi projektować tutaj.

A jest taka groźba?
Nie wiem, na razie jestem na etapie konsultacji z prawnikami, czytania i sprawdzania dokumentów. Zrozum: zaufałem obcej osobie, która przejęła prowadzenie moich finansów. Wydawało mi się, że gdy ktoś prowadzi mój biznes, to ja nie jestem już za niego odpowiedzialny, tylko mogę zająć się projektowaniem. A to gówno prawda. Nie znam dobrze prawa i teraz ponoszę tego konsekwencje.

Kiedy poznałeś tego inwestora?
Prywatnie – półtora roku temu.

Według danych z KRS-u zawodowo związaliście się dopiero we wrześniu ubiegłego roku, kiedy został wspólnikiem.
Tak jest.

Wcześniej te udziały należały do W Investments…
O nich nie będę rozmawiać.

Co ci obiecywał nowy wspólnik?
Złote góry. Żebym się nie martwił finansami, bo to „od teraz już nie mój problem”, tylko tworzeniem kolekcji. Gdy słyszysz coś takiego jako projektant, to myślisz, że jesteś w niebie. A okazało się, że to prosta droga do piekła.

Ale początkowo przynajmniej wszystko szło dobrze? Otwieraliście razem sklepy…
Nie, salon w Galerii Mokotów był właśnie otwierany, ten przy Mokotowskiej także istniał. Przyszedł na gotowe.

Niczego nie zrobiliście razem?
Owszem, pracowaliśmy nad ekspansją linii Zień’a’Porter. Było nią spore zainteresowanie, ale w zasadzie na krótko przed podpisaniem ważnych kontraktów zostałem wyrzucony z własnej firmy, więc niczego nie mogłem sfinalizować, choć w końcowym etapie wpakowałem w firmę mnóstwo własnych oszczędności. Mieliśmy też razem wskrzesić Zień Home. Ale poddałem się, kiedy wspólnik podsunął mi umowę, wg której miałbym jedynie 10% udziałów. Choć dotychczas miałem 60%. Nie podpisałem. Bo jeśli mam mieć takiego biznes partnera i zastanawiać się, czy na następnym spotkaniu rady nadzorczej mnie nie ochrzani, albo mi wykręci jakiś numer, to dziękuję bardzo. To nie dla mnie.

W oświadczeniu napisałeś, że ci nie płacono.
Zgadza się, nie miałem wypłacanych pieniędzy. W różnych okresach. Nie oddano mi też pieniędzy, które zainwestowałem w wyjazd do Los Angeles albo w wyjazd mój i Anety Kręglickiej do Paryża. Nagle zorientowałem się, że to ja zacząłem inwestować w firmę, choć to przecież mój wspólnik do tego się zobowiązał. Niestety, długo nie zaglądałem w stan konta…

I co teraz?
Próbowałem się dostać do biura po dokumenty, które przecież powinny być w siedzibie firmy. Ale ich w niej nie było.

Napisali, że przyszedłeś po pieniądze i sukienki.
Poszedłem po swoje prywatne rzeczy, na przykład aparaty fotograficzne. Niestety, zostałem zamknięty we własnym sklepie, wezwano policję…

Czyli masz zakaz wstępu do własnej firmy. Próbowałeś wejść tam znowu?
Nie. Bo jak to sobie wyobrażasz? Iść i błagać, by wpuszczono mnie do własnego sklepu? Jeśli masz choć trochę honoru, to będziesz siedział w domu, ryczał, pił wino, ale tego nie zrobisz. To kwestia godności. Zwłaszcza, że wspólnik robi wszystko, by mi zaszkodzić.

Ale tym samym szkodzi i sobie. Żadna ze stron nie czerpie korzyści z tej awantury.
I oto mu chodzi. W myśl hasła „ja stracę, ale ty też stracisz”. Taka mentalność.

A co z twoimi rzeczami?
Moje archiwum zostało wyrzucone na śmietnik, metki spalone, maszyny sprzedane, materiały, które zbierałem przez lata wyprzedane za grosze…

Wiesz komu?
Nie.

Może mógłbyś je odzyskać?
Teraz nie mam na to siły. Zresztą najbardziej zależy mi na rysunkach, które rysowałem od dzieciństwa. Niestety, do rzeczy prywatnych też nie mam dostępu. Moja mama także ich nie dostała. Gdy przyszła do butiku odebrać moje rzeczy, dano jej dwa kartony jakiś śmieci, starych długopisów. Popłakała się. Nawet nie pozwolili jej wejść do środka. – Tylko tyle po moim synu zostawiliście? – spytała, a oni uśmiechnęli się i zamknęli drzwi.

Nie miałeś tam zaprzyjaźnionych ludzi?
Jak się okazuje, nie.

Mówiono, że od dawna planowałeś wyjazd z Polski.
Nieprawda.

Że przygotowywałeś się…
Jak do każdego wyjazdu na wakacje.

Ale też z takim planem, by rzucić firmę.
Absolutnie nie.

Jednak trudno byłoby jej funkcjonować, gdybyś na stałe mieszkał w Brazylii.
Nieprawda. Moja praca to projektowanie, które i tak robię komputerowo, a cała firma jest skomputeryzowana. Mogła więc świetnie prosperować. Zresztą wcześniej wszystko dobrze funkcjonowało.

Tyle, że budowanie sieci dystrybucji jest drogie. Salon przy Mokotowskiej miał ponad 500 metrów, sklep w Galerii Mokotów, jednej z najdroższych w Polsce, to też przecież majątek. Same te dwa sklepy to minimum sto tysięcy złotych czynszu miesięcznie. Byłeś w stanie sprzedać tyle ubrań, by na nie zarobić?
To, czy coś jest drogie, zależy o perspektyw i możliwości. Moim zdaniem mogłem świetnie utrzymać własną firmę. Ale zaczęło się sypać. Przeinwestowanie w niektóre produkty i niektóre linie, zmuszanie mnie do podjęcia dziwnych ruchów i narastająca, coraz koszmarniejsza atmosfera w firmie, w której ludzie przestali chcieć pracować.

Przeinwestowanie? Co masz na myśli?
Złe gospodarowanie – moim zdaniem – spółką. Mój wspólnik zmienił załogę, zwolnił moich ludzi, w tym mojego księgowego, robił non stop audyty po kilkanaście tysięcy, tłumacząc, że to bardzo potrzebne…

Co będziesz teraz robił?
Malował, robił zdjęcia… Życie nie kończy się na pięciu sklepach. Musze odpocząć. Poznałem miłość swojego życia. I to w kraju, który jest na tyle tolerancyjny, że uznaje naszą relację za legalną, dzięki czemu jestem w związku małżeńskim, o czym nigdy nawet nie marzyłem. Nie jestem więc osobą nieszczęśliwą. Tylko projekt „moda” będę musiał sam, gdzieś kiedyś – nie wiem jeszcze kiedy – zacząć na nowo. Ale najpierw wszystko musi się uspokoić, a prawnicy – dojść do porozumienia, bym uzyskał to, co mi się należy.

  • 4weloveit

    To przykre, jak media wpłynęły na reputację tak szanowanego i wielkiego projektanta jakim jest Maciej Zień. I to, jak wspólnicy go potraktowali. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i za jakiś czas znów zobaczymy piękne kreacje tego projektanta na pokazach!

  • wkradł się chochlik – nie ‚jakiś śmieci’ tylko jakiCHś :)
    Ciekawe, jak się sprawa dalej potoczy. Każdy kij ma dwa końce, ale w tej sytuacji jestem zdecydowanie bardziej skłonna uwierzyć panu Zieniowi. Pomijając sporną kwestię estetyki jego projektów, mam nadzieję, że cały ten ambaras zakończy się pomyślnie.

  • Pingback: co polecam, czyli w sieci #3()

ZobaczSchowaj komentarze

Mój zawód jest moją pasją, tym żyję, to lubię – Nuria Bordas Prószyńska o pracy projektanta w marce Reserved [WYWIAD]

Zawód projektanta mody, patrząc z perspektywy historycznej, jest dość młody i liczy sobie niecałe 200 lat. Od samego początku swojego istnienia rozpala wyobraźnię i ciekawość ludzi. Te fascynujące postaci kreują styl tysięcy ludzi, są piewcami piękna i elegancji, artystami traktującymi ciało jako platformę do pokazywania sztuki. Znani, podziwiani, rozchwytywani. To jedna strona medalu tej ścieżki zawodowej. Z drugiej strony ich anonimowa praca, pozbawiona jest światła reflektorów dla wielkich globalnych marek. Niezliczona liczba projektantów ukryta jest za popularnymi logotypami, ubierając na co dzień tysiące „zwykłych” ludzi.

Jak wygląda ich praca? Jakie wyzwania jej towarzyszą? Czy da się ją pogodzić z twórczą samorealizacją? Jakich kompromisów wymaga? Z tymi pytaniami poszedłem na spotkanie z Nurią Bordas Prószyńską, która jest projektantką mody, odpowiedzialną za nową kolekcję Re.Design. Nowej kolekcji marki Reserved, skierowanej do wielbicieli wyrazistszego i nowoczesnego wzornictwa, inspirowanego modą uliczną.

Nuria

Tobiasz Kujawa: Porozmawiajmy najpierw o twojej ścieżce zawodowej. Ile lat pracujesz w branży? Nuria Bordas Prószyńska: Projektowaniem mody zajmuję się już od 8 lat.

T: Jaki kierunek kończyłaś?
N: Kończyłam kierunek Tkanin i Ubioru na Akademii  Sztuk Pięknych w Łodzi. Doceniam naukę w Polsce, miałam styczność także z brytyjskim systemem edukacyjnym, który również polecam.

T: Masz porównanie, czy zauważyłaś wobec tego jakieś różnice między studiowaniem mody w Polsce i Anglii?
N: Zdecydowanie, w Wielkiej Brytanii uczą projektantów tego, jak faktycznie będą później pracowali, pragmatycznego podejścia, czyli podchodzi prowadzący i mówi: słuchaj, twoja praca będzie wyglądać tak – masz konkretny deadline, tyle i tyle projektów do zrealizowania, musisz przygotować na ten termin koncepcję kolekcji. W Polsce na uczelni, podczas przygotowania prac było zdecydowanie więcej swobody.

T: Czyli więcej tworzenia mniej sprzedawania?
N: Tak, miałam wrażenie, że w Polsce kładzie się duży nacisk na swobodę tworzenia. Bez sztywnych kryteriów, podejście bardziej twórcze.

T: Czyli jedna szkoła to za mało?
N: Dokładnie, dla mnie to był bardzo praktyczny miks.

T: Porozmawiajmy o pracy, które do tej pory wyzwania zawodowe były dla ciebie najciekawsze?
N: Najciekawsza dla mnie była praca w hiszpańskiej marce Uterqüe, gdzie byłam odpowiedzialna za znaczną część kolekcji. Także bardzo się zrealizowałam w pozycji senior designera w brytyjskiej marce All Saints.

T: To duże i bardzo rozpoznawalne marki. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że prestiżowe. Dlaczego więc zdecydowałaś się na powrót do Polski i pracę dla Reserved?
N: Współtworzenie zupełnie nowej linii Re.Design dla Reserved jest unikatowym doświadczeniem. Wiedziałam, że będzie to kolekcja umieszczona w sieciowej kategorii premium, tak jak w innych markach, które mają linię „studio”.

T: Czyli chodziło o wyzwanie.
N: Tak wyzwanie, wyzwanie totalne, bo zaangażowanie się w taki projekt jest naprawdę niespotykaną możliwością.

T: Budowanie czegoś od podstaw?
N: Dokładnie tak mi to przedstawił dyrektor kreatywny, kiedy zaproponował mi żebym dołączyła do tego przedsięwzięcia – Sho Kondo. Poznałeś go?

T: Poznałem go w Trójmieście, niezwykle ciekawy człowiek, świetne portfolio.
N: Jako senior designer jestem odpowiedzialna za kolekcję Re.Design. Sho wspiera nas w procesie tworzenia kolekcji. Re.Design to projekt, który powstał z jego inicjatywy.

T: Pracujecie z dużym wyprzedzeniem, podejrzewam, że kolejna odsłona Re.Design nabrała już kształtów?
N: Tak, już działamy. Zamierzeniem Re.Design jest skupienie się na polskiej i wschodnioeuropejskiej tożsamości estetycznej. To jest tematyka, która nas najbardziej inspiruje. W sezonie jesienno-zimowym był to komunizm, PRL, styl vintage skontrastowany ze sportem i glamem lat 80. W przyszłej kolekcji postawiliśmy na inny okres historii – inspirujemy się modernizmem, architekturą, polską szkołą plakatu. Czerpiemy z nurtu awangardy polskiej. To wiosna, a na lato będziemy inspirować się polskim folklorem i rękodziełem, rzemieślnictwem – polską techniką. Zwłaszcza w tej materii poszukujemy inspiracji. Nawiązaliśmy także współpracę z artystami, którzy robią nam druki, grafiki – są to artyści i polscy i zagraniczni.

T: Zaciekawił mnie folklor. Nasze stroje regionalne są często piękne i bardzo oryginalne.
N: I niezwykle zróżnicowane.

T: Tak, ale to co mnie zawsze zastanawia, to fakt, że projektanci w Polsce kompletnie nie potrafią korzystać z tego dobrodziejstwa, folklor tłumaczony na nowoczesny język wzornictwa zawsze wychodzi bardzo naiwnie. Kojarzy się koniec końców z filcową torebką, wycinanką i kogutkiem.
N: ‘A la Cepelia.

T:  Tak, dokładnie. Jak zamierzacie uniknąć tego efektu?
N: Inspirujemy się głównie technikami i rzemiosłem, ale bez taniej dosłowności. Szukamy poszczególnych detali, które można wykorzystać w nowoczesnym wzornictwie. Odchodzimy od kostiumowości. To spore wyzwanie. Myślę, że nawet sięgnęliśmy głębiej i nie tylko inspirujemy się ludowością występującą w strojach, ale też i w architekturze, codziennym życiu, otoczeniu.

T: Wasza sytuacja jako projektantów linii Re.Design zdaje się być dość szczególna w kontekście całej marki, bo ta linia ma specjalną misję, oprócz komercyjnej – również wizerunkową – zmodernizowanie estetyki Reserved i przyciągnięcie zagranicznych klientów, bardziej świadomych i otwartych na wyrazisty produkt.
N: Zgadza się. Re.Design zostało stworzone dla naszego zagranicznego klienta przy okazji wejścia marki Reserved na rynek brytyjski. Zachowujemy ogromną autonomię. Nie zależy nam, żeby nasza oferta pokrywała się z tym, co oferuje konkurencja, ponieważ mamy świadomość, że estetyka wschodniej Europy jest dla zachodniego klienta czymś nowym, świeżym, czymś co może go zainteresować. Jest w tym gigantyczny potencjał.

T: Zazwyczaj kiedy myślimy o modzie z innych krajów, jesteśmy w stanie stworzyć jakieś kody estetyczne: myślimy Skandynawia – mamy w głowie minimalizm, myślimy styl śródziemnomorski – widzimy kolory, Francja – widzimy piękne paryżanki, skromne, ale z klasą, w Anglii mamy awangardę i klasyczne krawiectwo. Każde z tych miejsc zbudowało swój kod estetyczny. Czy wy szukacie tego potencjału u nas?
N: My go już mamy. Jak się spojrzy z dystansu na naszą część Europy, to staje się jasne, że mamy swój styl i estetykę. Jest też inna niż, na przykład, rosyjska.

T: Wyzwanie polega na tym, żeby nie być chwilową ciekawostką.
N: Stać się rozpoznawalnym.

T: A jak wygląda twój standardowy dzień? Przychodzisz do biura, odbębniasz 8 godzin, a później odcinasz się od tego, czy może ta praca jest bardziej angażująca?
N: Myślę, że projektowaniem się żyje. Nawet jeśli wychodzisz z pracy, to nadal w niej jesteś.

T: Ciężko jest odciąć się od pracy, bo wychodzisz na ulicę i patrzysz na ludzi i już mechanizm działa. Co noszą, czemu noszą?
N: Tak, kiedy idziesz na imprezę, ktoś ma świetną kurtkę i uruchamia ci się myślenie – może zrobię zdjęcie, bo przyda mi się do projektowanej kolekcji. Inspiracje dopadają mnie dosłownie wszędzie, tutaj nie daje się powiedzieć „stop”.

Mój zawód jest moją pasją, po prostu tym żyję, to lubię.

T: Tak, naprawdę w kreatywnych zawodach nigdy się nie wychodzi z pracy. Bo nie da się wyłączyć myślenia, albo jest to bardzo trudne.
N: Myślę, że świadomie się wyłącza, ale są nagłe zdarzenia, które stanowią katalizator na zasadzie – na przykład idziesz na wystawę, widzisz jakieś zdjęcie i mówisz – wow, ależ to jest ciekawa kolorystyka i od razu zaczynasz to przekładać na język mody. Na wyjazdach jest to samo. Inspiracja przychodząca z zewnątrz jest bardzo ważna, bo jednak zamykać się tylko w biurze i patrzeć na wybiegi to zdecydowanie za mało.

T: Czy rozważasz, że być może będziesz projektować pod własnym nazwiskiem?
N: Jak najbardziej rozważam tą możliwość. Cieszę się, że tylu polskich projektantów funkcjonuje na rynku, że mają sukcesy również poza Polską i myślę, że jest coraz mniej miejsc w Europie, gdzie nadal są takie możliwości.

T: Znasz takie osoby, którym się udaje połączyć pracę dla dużych marek i na własne nazwisko?
N: Tak, znam, u nas w biurze są dziewczyny, które tworzą też autorskie kolekcje.

T: Co jeszcze cenisz w tej pracy?
Najbardziej cenię ludzi, z którymi pracuję, bo myślę, że po prostu świetnie się rozumiemy. Od dyrektora artystycznego po zespół, z którym tworzymy projekty. Po latach pracy zagranicą na nowo mogę odkrywać i docenić polską estetykę. Zaskakuje mnie sposób postrzegania mody przez Polaków, zarówno klientów, jak i innych projektantów.

T: Mnie zawsze w takich przypadkach intryguje skala. Zazwyczaj, kiedy rozmawiam z projektantami i się ich pytam co im sprawia największą radość, odpowiedź jest jedna – kiedy widzą na ulicach ludzi noszących ich ubrania. Myślę, że projektując dla tak dużej marki ta możliwość obserwowania ludzi w waszych rzeczach jest dużo bardziej prawdopodobna niż w przypadku niszowych projektantów.
N: To jest duża radość i często zdarza się w bardzo niespotykanych miejscach. Myślę wtedy – gdzie ona to kupiła, skąd on to ma?
T: A wy? Nosicie swoje projekty?
N: Tak, jak najbardziej. Nosimy Re.Design i już nie mogę się doczekać wprowadzenia na rynek kolejnych produktów!

—–

Patronami medialnymi publikacji są szkoły ViaModa i SAPU

Partnerem publikacji jest firma LPP.

ZobaczSchowaj komentarze

Najmodniejszy owoc sezonu? Wiśnia! Upewnij się, że nie zabraknie jej w Twojej szafie

Anya Hindmarch

Breloczek
ok. 600 zł

Aquazzura

Sandałki
ok. 800 zł

Essentiel Antwerp

Bluzka
567 zł

Essentiel Antwerp

Spodnie
724 zł

Furla

Torebka
1442 zł

Gucci

Buty
3800 zł
Dzielimy się osobistymi przemyśleniami na temat mody, drobnych potknięć i wielkich gaf, małych sukcesów i spektakularnych zwycięstw osobistości tworzących świat wybiegów. Przedstawiamy własne opinie. Dajemy komentarz do aktualnych sytuacji. Poszukujemy ciekawych tematów, śledząc z uwagą bieżące wydarzenia i mając w pamięci historie ze świata mody. Nie pozostajemy obojętni wobec zmian. Bogaci w doświadczenie branżowe, tworzymy treści jakościowe z interesujących wątków. Prezentujemy nasz punkt widzenia, ale też skłaniamy do refleksji. Nigdy nie zamykamy tematu w sposób oczywisty. Zabiegamy o zachowanie marginesu wolności w treściach, gdyż cenimy różnorodność opinii i świadome, indywidualne postrzeganie mody.
Drogi użytkowniku/użytkowniczko!
Dziękujemy za zaufanie i zainteresowanie serwisem fashionpost.pl :)

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji o ochronie danych osobowych (RODO) prosimy o akceptację subskrypcji.

Po naszej stronie leży ciągłe dbanie o Twoje zadowolenie z użytkowania serwisu. Jeżeli otrzymujesz od nas informację, to oznacza, że nadal nie będziemy wysyłać SPAMu ani udostępniać Twoich danych innym podmiotom (poza tymi, z których usług korzystamy do realizacji procesu wysyłki naszego Newslettera).
Możesz w dowolnym momencie zrezygnować z naszego Newslettera, usunąć konto i zablokować wiadomości od nas. Mamy jednak nadzieję że chcesz zostać z nami!

O zmianach związanych z RODO – kto, co i dlaczego?

Potwierdzając swój adres e-mail za pomocą poniższego przycisku (linku) wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez administratora serwisu fashionpost.pl w celach: marketingu bezpośredniego dotyczącego własnych produktów i usług. Osoba, której dane dotyczą, ma prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody przed jej cofnięciem. Dane w tym celu przetwarzane będą na podstawie art. 6 ust. 1 lit. a) Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO). Dane będą przechowywane do momentu wycofania zgodny na ich przetwarzanie.

W celu realizacji uprawnień, prosimy wysłać wiadomośc e-mail pod adres kontakt@fashionpost.pl

Twoje dane (imię/pseudonim i adres e-mail) mogą być przekazywane do podmiotów zewnętrznych, również mających siedzibę poza terytorium Unii Europejskiej w celu realizacji usług (np. wysyłka Newslettera).
W każdej chwili możesz wypisać się z listy klikając w link rezygnacji.

EU General Data Protection Regulation
25 maja 2018 wchodzi w życie RODO, czyli General Data Protection Regulation (GDPR).
Szczegółowe informacje na ten temat znajdziesz tutaj

Potrzebujemy Twojej zgody, jeśli chcesz korzystać z naszego serwisu również po 25 maja 2018 roku.
Wyraź zgodę, klikając przycisk poniżej

Instalowanie plików cookies na Twoich urządzeniach i dostęp do tych plików

Serwis fashionpost.pl wykorzystuje technologie plików cookies, które służą do zbierania i przetwarzania danych osobowych oraz danych eksploatacyjnych. Dzięki temu jesteśmy w stanie personalizować udostępniane treści i reklamy oraz analizować ruch na naszym serwisie.
Dzięki plikom cookie stale poprawiamy jakość naszych treści. Zapewniamy Ci także lepszą obsługę, ponieważ widzisz tylko to, co leży w kręgu Twoich zainteresowań.
Nam natomiast pliki cookies umożliwiają złożone badania i analizę zainteresowania publikowanymi przez nas materiałami, przez co jesteśmy w stanie stale zapewniać wszystkim użytkownikom najwyższą jakość.

Zobacz naszą politykę prywatności