Klient nie lubi czekać

Moda to sprawianie sobie przyjemności – mówi Rafał Kieli. O kosztach tworzenia sklepu internetowego, zyskach z jego prowadzenia i o tym, kto naprawdę sprzedaje w Polsce ubrania z właścicielem Mostrami.pl rozmawia Michał Zaczyński

-Mostrami.pl obchodzi w kwietniu trzecie urodziny. Jaki bilans?
-Idzie dobrze, choć było trudniej niż myśleliśmy. Dużo się nauczyliśmy, odkrywając problemy, na które nie byliśmy przygotowani. Albo te, na które byliśmy przygotowani aż za bardzo. Stresowała nas, na przykład, kwestia zwrotów. Mnóstwo wysiłku włożyliśmy w zabezpieczenia przeciw potencjalnym oszustwom. Zamówiliśmy nawet specjalne żyłki za granicą, na wypadek, gdyby ktoś chciał pochodzić sobie w naszych ubraniach przez kilka dni, by potem przypiąć żyłką metkę i nam je odesłać. Ale okazało się, że na kilkadziesiąt tysięcy wysłanych paczek, na palcach jednej ręki można by policzyć nieuczciwe zachowania naszych klientów.

-A na co nie byliście przygotowani?
-Skoncentrowaliśmy się na budowaniu marki, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, że równie ważna jest praca nad, wydawałoby się, drobiazgami. W sklepach internetowych zakupy wyglądają inaczej niż w butiku projektanta, gdzie sukienkę można obejrzeć, dotknąć, przymierzyć i nierzadko pogadać z projektantem, który zachęci do zakupu. Naszą jedyną „bronią” jest sam produkt, dlatego tak istotne jest pokazanie go na zdjęciu dokładnie takim, jakim jest w rzeczywistości, dołączenie bardzo dokładnego opisu, wymiarów i sugestii stylizacyjnych. Ważne jest też piękne opakowanie, czas i forma przesyłki oraz kontakt; w tym nawet to, jak szybko odpowiemy na maila i czy obierzemy telefon po pierwszym, czy po drugim sygnale. Problemy mieliśmy też wtedy, kiedy postanowiliśmy się rozwijać.

-Techniczne?
-Jak najbardziej. Kiedy zakładaliśmy Mostrami, nie mieliśmy środków na stworzenie własnego sklepu internetowego, więc kupiliśmy gotowy szablon, który  ubraliśmy w naszą szatę graficzną. Działał świetnie do momentu, gdy zechcieliśmy zrobić dla klientów coś więcej: dodać nietypowe zakładki, czy choćby program lojalnościowy. To okazało się  niemożliwe. Dostawca szablonu, który ma kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy innych klientów, nie może dokonywać zmian na indywidualne zamówienie. Dlatego wszystko, co zrobiliśmy, musieliśmy w zasadzie skasować i od nowa stworzyć własny sklep. Kosztowało nas to rok pracy.

-A problemy z projektantami?
-Zdarzały się. Większość z tych, którym się nie udało i nie współpracują już z nami, nie potknęła się jednak na kreacji, ale na wykonaniu, utrzymaniu asortymentu i dotrzymaniu terminów dostawy. Projektowali piękne ubrania, które jednak często nie trzymały rozmiarów lub też szyli po prostu w pojedynczym egzemplarzu, w jednym rozmiarze. Nie mówię już o tak prozaicznych potknięciach jak brak metek, czy krzywo wszyty suwak. Tego klienci nie chcą akceptować i bez względu na atrakcyjność nazwiska projektanta szybko takie produkty zwracają.

-Z czasem jednak, nadal promując się jako jedyny e-sklep z luksusową polską modą, drastycznie rozszerzyliście ofertę. Dlaczego?
-Dla klienta. Widzimy, że klienci szukają szerszego wyboru i chcą móc łączyć różne produkty od różnych projektantów. Część naszych klientek dokładnie wie czego chce, bo widziała kolekcję na pokazie, bo sukienka, czy sweter zachwycił ją w gazecie, albo bo przeczytała na pańskim blogu pochlebną recenzję i przychodzi po konkretną rzecz. Ale wielu klientów lubi zaglądać, aby zobaczyć jakie są nowości i jakie inspiracje. I my im dajemy taką możliwość. Ale nie wprowadzamy wszystkich projektantów, jak leci. Pozostajemy selektywni.

-A jednak macie u siebie marki – nawet dla ludzi z branży –  anonimowe.
-Co nie znaczy, że te marki są złe. Nasz proces selekcji jest bardzo rygorystyczny. Spotykamy się z projektantami, oglądamy ich kolekcje, wymagamy dobrego wykonania i jakości, dochowania terminów. Oraz, co bardzo ważne, przewidywalności. Aby kolor, rozmiary i skład materiału zawsze był taki sam. Klienci nie lubią niespodzianek. To jak z gwiazdkami Michelina przyznawanymi restauracjom, gdzie powtarzalność jest istotnym kryterium. Danie musi tak samo smakować w różnych odstępach czasu, a nie tylko wtedy, kiedy kucharz ma dobry dzień. Istotny jest też nasz kontakt z projektantem. I fakt, że jest przygotowany na szycie kolekcji, a nie tylko unikatowych egzemplarzy. Musi reagować bardzo szybko, gdy jego produkty wyprzedadzą się z naszego magazynu.

-Ale przecież tylko drobny procent towaru trzymacie w waszym magazynie.
-Mniej niż połowę.

-Dlaczego?
-Jest to uzależnione od projektanta, czy producenta. Moda to sprawianie sobie przyjemności i klient nie lubi czekać. Ten sam produkt z czasem dostawy w 24 godziny sprzeda się kilkanaście razy lepiej niż z czasem dostawy do 14 dni. Czyli wygrywają ci producenci, którzy mają lepiej przygotowane kolekcje. Z drugiej jednak strony, utrzymywanie wysokich stocków zamraża środki…

-Ale chyba nie wam? Projektanci woleliby, tak jak jest to w dużych sklepach internetowych na świecie, kontraktacje. Gdy mają z góry zapłacone, wiedzą na czym stoją. A wy przecież nie kontraktujecie?
-Kontraktowanie wiąże się z innym modelem biznesowym. W przypadku kontraktacji projektanci mają bowiem niższą marżę własną. Jednak jeśli bierzemy towar w tak zwany komis, to nigdy go nie blokujemy. Projektant, w każdej chwili może go sprzedać gdzie indziej. Wtedy znika z naszej strony. Poza tym, ubrań od projektantów nie przechowujemy długo. Są u nas tylko kilka tygodni. Potem odsyłamy, bo nie chcemy trzymać stocków przez cały sezon.

-Jaką macie sprzedaż?
-Powiedzmy, że rocznie to około 10 milionów złotych. W 2015 powinno być sporo powyżej.

-To obroty, czy zyski?
-Obroty. Jak widać, to nie jest jeszcze wielki biznes.

-Ale są projektanci, którzy tylko ze sprzedaży u was zarabiają kwoty rzędu 16 tysięcy złotych miesięcznie.
-Zgadza się.

-I nie są to oczywiste nazwiska.
-No nie.

-W ankiecie dla Fashion Biznes, które poprosiło was o wytypowanie po pięciu projektantów z różnych dziedzin, których warto kupować w 2015 roku wymieniliście m.in. Anię Kuczyńską, MMC, Natashę Pavluchenko, Papillon. To oni najlepiej się sprzedają?
-Nie tylko. Oni dobrze odzwierciedlają naszą ofertę. I warto ich kupować. Poza tym to znane nazwiska.

-Papillon znane?
-Papillon jest jedną z najpopularniejszych marek wśród naszych klientek. Dla nas to dobry wyznacznik tego, czy jest znana czy nie. Ich produkty są wysokiej jakości. Nie chcemy jednak nikogo faworyzować. Wiele zresztą, w tym także wyniki sprzedaży, zależą od samego projektanta. On decyduje o tym, w jaki sposób chce być pokazany, czy jego marka bierze udział w przecenach, promocjach…

-Ale w modzie męskiej nie znaleźliście nawet pięciu godnych polecenia projektantów. Z czego to wynika? Z tego, co wszyscy myślą?
-A co myślą?

-Że faceci nie kupują mody.
-To prawda. Jeszcze nie kupują. Co najmniej połowy wszystkich zakupów mody męskiej w naszym sklepie dokonują kobiety. A i tak jest tego jeszcze relatywnie niewiele. Może wynika to z faktu, że mężczyźni są bardziej konserwatywni i nie lubią kupować w sieci? Jestem jednak pewien, że ten rynek urośnie; sam jestem facetem i chciałbym kupować przez internet polską modę.

-To polska koszula? (Rafał Kieli rozmawia ze mną w eleganckiej, białej koszuli)
-Tak.

-Od młodego projektanta?
-Nie. Spodnie i marynarka też nie są od młodego polskiego projektanta.

-Dlatego, że polscy twórcy mody męskiej projektują dla hipsterów i nastolatków, a nie dla mężczyzn?
-Albo szyją garnitury na miarę. Nie ma wielu rzeczy pomiędzy.

-Mężczyzna musi mieć odwagę, by nosić polską modę?
-Nie wiem, czy odwagę, ale rzeczywiście, projektanci narzucają określony styl. Trzeba jeszcze poczekać, aż polska moda dla mężczyzn się rozwinie. Mamy w zasadzie tylko kilka poważnych marek, które szyją dobre rzeczy, ale to wielkie koncerny, takie jak Vistula. Jeśli chce się z nimi konkurować, to trzeba mieć moc produkcyjną, sieć dystrybucji i tak dalej, tymczasem większość młodych marek zaczyna od skali mikro. Jak na razie zatem to moda damska jest biznesem.

-Mówi pan o Vistuli, jako o marce z zupełnie innej półki, ale przecież zaczęliście sprzedawać ubrania kilku cenionych, ale popularnych polskich marek: Wólczanki, Solara, Arytonu.
-Dlatego ona wcale nie jest z innej półki. Przez dwa lata przekonywaliśmy do siebie uznane marki, które mają własne sklepy online i rozwiniętą sieć sprzedaży w centrach handlowych. Uważaliśmy, że pasują do Mostrami i nie jesteśmy konkurencją ich e-sklepów, lecz dopełnieniem. I odwrotnie. Te dwie grupy potrafią się świetnie uzupełniać.

-Kto jest waszym najlepszym klientem?
-Każdy. Wszyscy obsługiwani są w ten sam sposób. Mamy, na przykład, wśród naszych klientek studentki,  które wymarzyły sobie T-shirt za 300 złotych. Kupują go i otrzymują ten sam serwis, to samo opakowanie i te same prawa, co klientki, które na pokaz któregoś z naszych projektantów przylatują własnym samolotem.

-Beata Kozidrak?
-(Śmiech) Nie. Ale gdy przyjrzeć się historii ich zakupów, to okazuje się, że zaczynały dokładnie jak studentka: od T- shirtu. Potem, w ciągu kilku miesięcy, z jednorazowych zakupów na kilkaset złotych, robią takie na 30 tysięcy. Gdy klient się do nas przekona, bariery znikają.

-Te związane z zasobnością portfela również? W Mostrami.pl można znaleźć sukienki po kilkanaście tysięcy złotych. Są na nie klienci?
-Są. Choć sposób sprzedaży bywa tu inny. Klientki czasem proszą, by umówić je z projektantem. Argumentują, że gdy w grę wchodzi taka kwota, chcą poznać autora kreacji, mieć możliwość poprawek, indywidualnego dopasowania…

-W przypadku sukni za 12 tysięcy nadal macie 50% marży, a projektant jeszcze płaci od tego podatek?
-Marże są różne i jest to tajemnica handlowa.

-A jak jest ze zwrotami? Kiedy rozmawiałem z wami dwa lata temu, mówiliście, że zachęcacie klientów, by kupili – na przykład – kilka płaszczy, obejrzeli je w domu, spokojnie zastanowili się i jeden zostawili, odsyłając pozostałe. Czy to oczekiwanie spełniło się?
-Tak. Zwłaszcza w przypadku tych, którzy kupują u nas najwięcej. Ich zwroty także są największe. Średnia naszych zwrotów to 20%, jednak w przypadku najwięcej kupujących klientów sięga nawet 50%. I tak miało być. Klient musi mieć komfort zakupów. Pomagają temu coraz mniejsze koszty wysyłki i coraz prostsze zasady zwrotów, ale też fakt, że w przeciwieństwie do tradycyjnego butiku, klient nie musi szukać miejsca do parkowania, brodzić w deszczu, by dotrzeć do sklepu i wybierać jedynie z tego, co aktualnie wisi na wieszakach. My mamy kilkanaście tysięcy ubrań i dodatków, więc można powiedzieć, że w kategorii polskiej mody jesteśmy bezkonkurencyjni.

-Celebryci sprzedają modę?
-Bardzo.

-Modę czy projektanta? Kiedy gwiazda pokaże się, dajmy na to, w amarantowej sukience od obecnego u was projektanta, to co u was wtedy się sprzedaje: projektant, czy amarantowe sukienki?
-Zdecydowanie ta konkretna sukienka. Klientki chcą mieć dokładnie tę sukienkę, co gwiazda. Jeśli jej u nas nie znajdą – choćby dlatego, że zostanie na pniu wykupiona, bo są w Polsce takie gwiazdy, które potrafią nam błyskawicznie wyprzedać cały model – to w drugiej kolejności oglądają inne sukienki tego projektanta. Dopiero na końcu szukają amarantowych sukienek u jego konkurentów.

-A jakie to gwiazdy?
-Nie chciałbym podawać nazwisk. Powiem tylko, że mody w naszym sklepie nie sprzedają celebrytki, które zagrały w reklamie, czy zasłynęły z jakiegoś skandalu…

-Czyli Grycanki sprzedaży wam nie nakręcają?
-Z gwiazdą klientka musi się identyfikować lub mieć do niej szacunek. Trzeba jednak pamiętać o profilu naszych klientek. Są trochę starsze niż średnia wieku Polek, kupujących przez internet. To nie 20-,  a raczej 30- letnia, zamożniejsza kobieta.  Jest świadoma, kim jest i jaki ma styl. Dla niej idolem nie jest celebrytka znana tylko z Pudelka, ale gwiazda, która ma na swoim koncie prawdziwe sukcesy, albo uważana jest za ikonę stylu.

-Małgorzata Socha?
-Na przykład. Nawet bardzo!

-Maja Ostaszewska?
-Też.

-Małgorzata Kożuchowska?
-Małgorzata Kożuchowska sprzedażowo jest klasą samą dla siebie.

-Czyli wystarczyłoby zrobić dział Mostrami by Kożuchowska i…
-… sam by się kręcił. Oddziaływanie gwiazd jest ogromne.

-Pracował Pan w Dolinie Krzemowej, w Google’u i firmach konsultingowych. Wcześniej odbył Pan staż w Banku Światowym. Jak te doświadczenia przełożyły się na pracę nad stworzeniem Mostrami?
-Pomijając, że Google jest niesamowite, jeśli chodzi o zdobycie wiedzy o technologiach, to jest coś w tych firmach, co sprawia, że ma się poczucie, iż wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Przecież Google’a założyło dwóch chłopaków, którzy mieli przeświadczenie, że może im się udać! W Polsce jest z tym różnie, choć mam wrażenie, że młode pokolenie, pozbawione kompleksów, zaczyna myśleć w podobny sposób. Ta atmosfera z pewnością miała wpływ na moje działania. I myślę, że poniekąd także i niej mogę zawdzięczać sukces Mostrami. Bo my naprawdę zmieniliśmy sposób sprzedawania mody w Polsce.

-Do uruchomienia takiego sklepu potrzebne są jednak fundusze. Gdybym chciał pójść w pańskie ślady i założyć e-sklep z modą, to – poza wiarą i pewnością siebie – ile potrzebowałbym na rozruch?
-Zależy od wielkości sklepu.

-Załóżmy, ze chciałbym być dla was konkurencją.
-To wtedy ładnych parę milionów. Na początek wystarczy. Potem, jeśli myśli się o rozwoju, już nie. Dlatego szukamy inwestorów. Doszliśmy do momentu, w którym wiemy, że to co robimy, robimy dobrze, a teraz zależy nam na większej skali. Zaczynaliśmy od  jednego, trzydziestometrowego pokoju i trzech pracowników. Do większego przenieśliśmy się, kiedy nie było już miejsca na składowania paczek dla kuriera. Dziś zatrudniamy około 30 osób.

-Najpierw powinienem mieć sklep czy towar?
-W pierwszej kolejności idzie się do projektantów. Trzeba ich przekonać.

-Ilu?
-To nie jest aż tak istotne. Ważne, by mieć pomysł, co chce się sprzedawać. Jaka to moda: niszowa, sportowa?… Najtrudniejsze jest jednak dotarcie do klientów. I nie chodzi tylko o pieniądze na marketing. Trzeba ich do siebie przyzwyczaić, zyskać zaufanie. Że dostaną rzecz, którą zamówili, że będzie ładnie opakowana. Zanim weszliśmy na rynek, zrobiliśmy research.  W każdym z internetowych sklepów kupiliśmy po jednym produkcie. To było załamujące doświadczenie.

-Bluzka w torebce z Lidla?
-Dokładnie! Była też droga suknia, piękna i wytworna, ale przysłana w małym pudełku, więc cała pognieciona. Nasza pracownica na jej widok po prostu się rozpłakała. Trzeba bezwzględnie wywiązywać się z obietnic. Lepiej mniej obiecać, a więcej dostarczyć niż odwrotnie. No i warto mieć dobrych pracowników. A tych, którzy znają ten biznes, jest mało. Trzeba też mieć budżet na zdjęcia, o ile nie chce się bazować na tych przesyłanych przez projektantów. A ci często ich nie mają lub mają nie najlepszej jakości.

-Po jakim czasie zacznę zarabiać? Net-a-Porter wyszedł na zero po czterech latach.
-Mniej więcej. My, jak sądzę, zaczniemy zarabiać w tym roku. W niektórych miesiącach jeszcze jesteśmy pod kreską. Wiele zależy też od inwestycji.

-Na przykład w wersję na urządzenia mobilne? To prawda, że Polacy coraz częściej kupują przez telefon?
-Prawda. To wymusiło na nas zmiany: całą stronę internetową „przepisaliśmy” pod tym kątem. Gdy zaczynaliśmy, transakcje ze smartfonów nie przekraczały procenta. Dziś sięgają kilkunastu. Co ciekawe, największy ruch jest po godzinie 23. Wówczas niemal wszystkie zakupy dokonywane są z telefonu albo tabletu. Wynikałoby z tego, że klienci przeglądają naszą ofertę w łóżku. Ktoś leży obok męża i grzebie w telefonie, zamiast czytać książkę…

-Albo zamiast zająć się mężem…
-Albo.

 

  • Konkretna rozmowa na bardzo aktualny temat! Az pokusimy sie powiedziec, ze chcielibysmy zobaczyc ja na lamach anszego serwisu FashionBiznes;) Pozdrawiamy Fashion Post i Michala oczywiscie

  • Bardzo ciekawa rozmowa :)

ZobaczSchowaj komentarze

VASINA MAĆKOWIAK: „Uczę się cały czas, przy każdym projekcie” [WYWIAD]

Bezkompromisowa, prawdziwa, z niesamowitym poczuciem humoru. Te cechy swojej osobowości Vasina Maćkowiak – stylistka i kostiumografka, przelewa na oryginalne projekty. Lubi iść pod prąd. Dlatego zamiast podążać ślepo za trendami, wykreowała swój własny, niepowtarzalny styl oparty na geometrycznych kształtach, pięknych printach i wyjątkowych kolorach. Vasina łączy to, co pozornie do siebie nie pasuje i wychodzi jej to doskonale. Od 15 lat stylizuje Monikę Brodkę i inne polskie gwiazdy, ale teraz jej uwaga skupia się głównie na własnej markce Vasina Studio. Nam zdradza jak radzi sobie z Instagramem, czego nauczyła ją babcia i dlaczego nie może zacząć dnia bez jogi. Odpowiedzi są, podobnie jak ich autorka, zupełnie niespodziewane.

Od czego zaczynasz swój dzień?

Od Jogi. Uspokaja mnie, pozwala mi się wyciszyć. Po ćwiczeniach biorę głęboki oddech i staram się podchodzić do wszystkiego ze spokojem, co nie jest dla mnie łatwe, bo z natury jestem cholerykiem.

Ćwiczysz sama w domu?

Nie, chodzę na zajęcia. Inaczej nie umiałabym się zmobilizować. Zrobiłabym to raz i na tym, by się skończyło.

O której zaczynasz zajęcia?    

6:30!

Jesteś moją bohaterką!

Nietypowa z ciebie projektantka, nie powielasz tego co już jest na rynku, nie podążasz za trendami, tworzysz zupełnie nową jakość. Co cię inspiruje?

Ja chyba nie szukam inspiracji. Niektóre rzeczy po prostu chodzą mi po głowie, pojawiają się nagle i nie opuszczają moich myśli. Nawet, jeśli w danej chwili nie mam na nie wystarczającej ilości czasu, to zapamiętuję je i później rozwijam. Teraz marzy mi się pokaz. Pomysł, jak ma wyglądać mam już w głowie od dawna. Dojrzewa i czeka na swój moment. Nie mam jeszcze gotowych rozwiązań na każdą z sylwetek, ale samą inspirację już tak. Chodzą mi po głowie wrażenia, figury (bardzo często geometryczne) i na ich bazie buduję konkretne ubrania. Jak wygląda proces tworzenia?

Muszę znaleźć kolorystykę. Do tego potrzebuję ciszy, spokoju, bo rozwiązań szukam w mojej głowie. Próbuję wyobrazić sobie kobiety w moich ubraniach. Rozwiązania i pomysły na ich konstrukcję rodzą się podczas szycia. Nie rozrysowuje dokładnie każdej sylwetki, tworzę jedynie plan, a później to już praca z tkaniną, krawcową, z konstruktorem. Trzeba mądrze zbudować kolekcję. Cierpię na nadmiar pomysłów, a przy pokazie trzeba dokonać wyboru i zbudować z tego sensowną historię bazującą na jednej, dwóch maksymalnie trzech sylwetkach. Nie może być ich za dużo. Najlepiej zapamiętywane są te pokazy, które bazują na jednym, głównym motywie.

Tak wygląda praca przy pokazowych kolekcjach. A jak przekłada się to na ubrania, które twoje klientki będą nosić na codzień?

Tak buduję kolekcję, żeby każda kobieta, która przychodzi do mnie, miała możliwość wybrania i poskładania tych wybranych ubrań, w jedną spójną całość. Nie może być tak, że każda rzecz z osobna jest piękna, ale nijak się ma do pozostałej części kolekcji. Bardzo często moje klientki chcą mieć od razu ,,z głowy” całą sylwetkę np. podoba im się marynarka i pierwsze pytanie jakie się pojawia to ,,Ale co co ja do niej założę? Jakie spodnie? Jaką spódnicę?”. Prawdopodobnie jest to związane z brakiem czasu. Kobieta chce mieć gotowe rozwiązanie, żeby konkretny ,,ciuch” mógł od razu wyjść na ulicę.

Który etap lubisz najbardziej? Wymyślanie, projektowanie, pracę z materiałem?  

Każdy z tych etapów ma swoje plusy i minusy. Ale zdecydowanie bardziej wolę etap twórczy. Gorzej ze stroną czysto techniczną, jeżdżeniem po hurtowaniach, szukaniem właściwego materiału, czekaniem kiedy przyjdzie i czy w ogóle. Sam proces twórczy, czyli praca z materiałem, jak już go mam, jest bardzo przyjemny.

Jak długo powstaje jedna sylwetka?  

To zależy. Czasami, kiedy projektuję i szyję, wszystko pięknie się układa, a czasami jeden projekt zmieniam trzy razy, bo okazuje się, że coś co wymyśliłam nie jest w ogóle funkcjonalne. A szczególnie zależy mi, by moje rzeczy były funkcjonalne, wygodne, żeby były komfortowe w noszeniu i ogólnym użytkowaniu.

Które materiały i kroje należą do twoich ulubionych?  

Geometryczne. Nie przepadam za zwiewnościami, może dlatego, że po prostu gorzej sobie z nimi radzę. Czasami podejmuję trudne dla mnie wyzwania np. sukienka dla Moniki Brodki z koronki. Nie dlatego, żebym była niezadowolona z efektu, ale dlatego, że to zupełnie nie mój materiał. Chciałam się z nim zmierzyć, może jeszcze kiedyś wrócę do koronki. Nie pracowałam nigdy z szyfonem czy z tiulami, zwiewnościami i romantycznymi materiałami, chociaż nie wykluczam, że kiedy będę miała na nie pomysł to na pewno ich użyję. Co nosisz najczęściej? Czego masz najwięcej w szafie?

W szafie mam śmietnik (śmiech). Może dlatego, że nie umiem nic wyrzucać. Jestem typem zbieracza, trzymam wszystko, niczego nie wyrzucam, chyba że coś przez przypadek przypalę albo kot zadrapie. Rzecz musi być już naprawdę bardzo zniszczona, żebym potrafiła się z nią pożegnać. Porządki robię innym, np. moim klientkom. Wyżywam się wtedy i sprawia mi to ogromną przyjemność.

To ile lat ma najstarsza rzecz w twojej szafie?

Mam jeszcze kilka rzeczy z podstawówki, w które się o dziwo mieszczę! Ale są też takie, w które się nie mieszczę, ale i tak nadal je trzymam. Zawsze wmawiam sobie, że te rzeczy przerobię, albo będzie dla dziecka… Oczywiście tak się nie dzieje, bo prucie, przycinanie to syzyfowa praca. Ale chodzi mi po głowie zrobienie kolekcji wyłącznie z rzeczy z recyclingu. Jaki jest Twój stosunek do Social Mediów, popularnego Instagrama? Teraz kiedy masz sklep internetowy widzisz zależność? Jak sprawa się ma z Twoim Instagramem?

Uczę się go, bo próbuję nie zostać w tyle. Nie mam 20 lat, gdybym tyle miała to ogarnęłabym Social Media w 100%. Staram się nie walczyć z nowymi technologiami, staram się raczej je oswoić, zaprzyjaźnić z nimi. Idzie mi to może wolniej niż innym, bo nie jestem mocna w nowinkach technologicznych, ale rozumiem, że świat idzie do przodu. Można próbować to oceniać, ale to strata czasu. Na razie swoje konto prowadzę sama. Pewnie są tego plusy i minusy. Korzyści są takie, że przywiązuję dużą wagę do estetyki, uwielbiam wybierać zdjęcia, dopasowywać itp. Z drugiej strony przypuszczam, że gdyby zajmował się tym ktoś inny, bardziej profesjonalny, to robiłby to lepiej i skuteczniej niż ja. Mam też świadomość, że sklep internetowy trzeba zareklamować. Jeśli nie masz inwestora lub nie masz odłożonych sporych oszczędności na reklamę, to trzeba to robić za pomocą innych narzędzi. Jednymi z nich są właśnie Instagram czy Facebook.

Takie portfolio projektanta…

Tak, ale ktoś musi jeszcze go znaleźć! (śmiech)

Dlatego tu dzisiaj siedzimy i rozmawiamy (śmiech). Jaka jest twoja estetyka, jakbyś ją opisała? 

Nie jestem dobra w teorii. Najbliższe są mi kolory i konstrukcje. Kocham prace z nimi. Sama bardzo słabo szyję, nie mam do tego cierpliwości, ale widzę przestrzennie i kiedy projektuję, jestem w stanie zobaczyć ciuch dosłownie od środka. Spędziłam pół życia w zakładzie krawieckim, bo moja babcia szyła gorsety przed wojną, w trakcie i tuż po niej. Miała swój własny zakład i atelier na rynku w Krakowie. Tam wśród maszyn do szycia spędziłam całe dzieciństwo, ale babcia nie miała cierpliwości, żeby dawać mi  jakieś skrawki materiału i uczyć mnie szyć. Wielka szkoda… Myślę, że babcia byłaby dumna, że zajęłam się projektowaniem. Nie dożyła niestety czasów, kiedy zaczęłam się tym zajmować… Choć sama, jak wspomniałam, nie najlepiej szyję to uwielbiam odgłos maszyny. Bardzo dobrze się czuję w szwalni, uwielbiam przesiadywać u mojej krawcowej. Bo w tym całym anturażu, wśród ścinków mogę poczuć się znów jak w dzieciństwie.

Jakie cechy w takim razie powinien mieć Twoim zdaniem, projektant?

Są tacy, którzy kończą super szkoły i tacy, którzy są samoukami. Ciężko powiedzieć.

A Ty do której grupy należysz?

Ja skończyłam szkołę. Przez cztery lata studiowała projektowanie. Uczęszczałam do studium technik teatralnych, gdzie m.in. miałam zajęcia z charakteryzacji, perukarstwo i wszystkie około modowe historie. Ja chyba jestem takim pół samoukiem, pół profesjonalistą. Robię to z wielkiej pasji, cały czas się uczę i pewnie do końca życia będę, może dlatego, że nie mam bardzo solidnych podstaw.

To piękne co mówisz. Rzadko projektant ma odwagę powiedzieć, że się uczy przez całe życie…

Uczę się cały czas, przy każdym projekcie. Jeszcze wrócę do estetyki, bo bardzo mnie zainteresowała poruszona przez Ciebie kwestia koloru. Sama zazwyczaj jesteś ubrana w ciemne barwy?  

Tylko zimą, bo poruszam się na rowerze. Kolor czarny jest po prostu bezpieczny podczas polskiej zimy, jesieni i wczesnej wiosny. Natomiast latem jestem „kolorowa”. Bardzo podobają mi się osoby ubrane całe na czarno. Jest to niezmiennie dla mnie fascynujące, ale brakuje mi bardzo koloru na polskich ulicach.

Masz swoje ulubione kolory?

Nie, nie mam. Jak widać są i czarne zestawy w mojej kolekcji, około czarne, ale i też bardzo mocne, wyszukane zestawienia kolorystyczne. Jestem w tym dobra. Potrafię z pamięci odtworzyć idealnie kolor.

Co kolor daje ubraniom?          

Sam kolor nic. Trzeba dobrać go do osoby. Odcień, który mamy blisko twarzy, tak samo jak podkład, powinien idealnie pasować. Osobiście wolę zimne kolory (może dlatego, że źle wyglądam w ciepłych), ale jako projektantka nie mam ulubionego. Zdarza mi się powiedzieć, że nie lubię jakiegoś koloru, a 5 minut później widzę go gdzieś zestawiony z inną barwą i myślę ,,Boże, jakie to jest piękne!”. Poza tym kolory, których generalnie nie lubię, okazują się być świetnym tłem do nadruków. Granat np. ze wszystkim dobrze wygląda, ale są kolory, które ja nazywam ciężkimi – piękne z założenia, ale później się okazuje, że do niczego nie pasują.

Jakie masz plany na rozwój marki? Jak widzisz ją za 5 lat?

To bardzo trudne pytanie. Nie mam jeszcze marketingowego podejścia do projektowania i myślę, że 5 lat to dla mnie teraz zbyt odległa przyszłość. Na pewno chciałabym rozwinąć sklep internetowy, mieć stałą sprzedaż, regularnie sezonowo robić kolekcje i wprowadzać nowe produkty. Chciałabym sprzedawać również za granicą. Miałam już zamówienie zza granicy i  dążę do tego, żeby za pół roku strona działała też dla klientów z Europy, a może i poza nią. Jeśli chodzi o linię limitowaną (Vasina Studio) to oczywiście będę pracować z moimi obecnymi klientkami. Marzy mi się pokaz po wakacjach. Nie wiem czy się uda, ale jestem dobrej myśli – jak zawsze.

Odkąd masz sklep, dzielisz projekty na te sceniczne, „galowe”, które zakładają gwiazdy i takie na codzień? Czy mają wspólny mianownik?

Oczywiście, ale rzeczywiście mam linię podzieloną na Vasina i Vasina Studio. Vasina Studio to droższa linia szyta na zamówienie, a Vasina – tańsza. Tu znajdują się te casualowe ubrania i te głównie sprzedaję przez sklep on-line. Ma pełną rozmiarówkę, którą oczywiście można też kupić w moim showroomie (ul. Nowogrodzka 18/10a w Warszawie, na spotkanie najlepiej umówić się wcześniej mailowo shop@vasinastudio.com). Mam też kolekcję limitowaną, którą odszywam na zamówienie i konkretny wymiar, bo nie wszystkie rzeczy da się sprzedać przez internet. Dla mnie marynarki czy garnitury nie są rzeczami do kupowania przez Internet. Trzeba je zmierzyć i dopasować do sylwetki.

ZobaczSchowaj komentarze

Najmodniejszy owoc sezonu? Wiśnia! Upewnij się, że nie zabraknie jej w Twojej szafie

Anya Hindmarch

Breloczek
ok. 600 zł

Aquazzura

Sandałki
ok. 800 zł

Essentiel Antwerp

Bluzka
567 zł

Essentiel Antwerp

Spodnie
724 zł

Furla

Torebka
1442 zł

Gucci

Buty
3800 zł
Dzielimy się osobistymi przemyśleniami na temat mody, drobnych potknięć i wielkich gaf, małych sukcesów i spektakularnych zwycięstw osobistości tworzących świat wybiegów. Przedstawiamy własne opinie. Dajemy komentarz do aktualnych sytuacji. Poszukujemy ciekawych tematów, śledząc z uwagą bieżące wydarzenia i mając w pamięci historie ze świata mody. Nie pozostajemy obojętni wobec zmian. Bogaci w doświadczenie branżowe, tworzymy treści jakościowe z interesujących wątków. Prezentujemy nasz punkt widzenia, ale też skłaniamy do refleksji. Nigdy nie zamykamy tematu w sposób oczywisty. Zabiegamy o zachowanie marginesu wolności w treściach, gdyż cenimy różnorodność opinii i świadome, indywidualne postrzeganie mody.
Drogi użytkowniku/użytkowniczko!
Dziękujemy za zaufanie i zainteresowanie serwisem fashionpost.pl :)

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji o ochronie danych osobowych (RODO) prosimy o akceptację subskrypcji.

Po naszej stronie leży ciągłe dbanie o Twoje zadowolenie z użytkowania serwisu. Jeżeli otrzymujesz od nas informację, to oznacza, że nadal nie będziemy wysyłać SPAMu ani udostępniać Twoich danych innym podmiotom (poza tymi, z których usług korzystamy do realizacji procesu wysyłki naszego Newslettera).
Możesz w dowolnym momencie zrezygnować z naszego Newslettera, usunąć konto i zablokować wiadomości od nas. Mamy jednak nadzieję że chcesz zostać z nami!

O zmianach związanych z RODO – kto, co i dlaczego?

Potwierdzając swój adres e-mail za pomocą poniższego przycisku (linku) wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez administratora serwisu fashionpost.pl w celach: marketingu bezpośredniego dotyczącego własnych produktów i usług. Osoba, której dane dotyczą, ma prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody przed jej cofnięciem. Dane w tym celu przetwarzane będą na podstawie art. 6 ust. 1 lit. a) Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO). Dane będą przechowywane do momentu wycofania zgodny na ich przetwarzanie.

W celu realizacji uprawnień, prosimy wysłać wiadomośc e-mail pod adres kontakt@fashionpost.pl

Twoje dane (imię/pseudonim i adres e-mail) mogą być przekazywane do podmiotów zewnętrznych, również mających siedzibę poza terytorium Unii Europejskiej w celu realizacji usług (np. wysyłka Newslettera).
W każdej chwili możesz wypisać się z listy klikając w link rezygnacji.

EU General Data Protection Regulation
25 maja 2018 wchodzi w życie RODO, czyli General Data Protection Regulation (GDPR).
Szczegółowe informacje na ten temat znajdziesz tutaj

Potrzebujemy Twojej zgody, jeśli chcesz korzystać z naszego serwisu również po 25 maja 2018 roku.
Wyraź zgodę, klikając przycisk poniżej

Instalowanie plików cookies na Twoich urządzeniach i dostęp do tych plików

Serwis fashionpost.pl wykorzystuje technologie plików cookies, które służą do zbierania i przetwarzania danych osobowych oraz danych eksploatacyjnych. Dzięki temu jesteśmy w stanie personalizować udostępniane treści i reklamy oraz analizować ruch na naszym serwisie.
Dzięki plikom cookie stale poprawiamy jakość naszych treści. Zapewniamy Ci także lepszą obsługę, ponieważ widzisz tylko to, co leży w kręgu Twoich zainteresowań.
Nam natomiast pliki cookies umożliwiają złożone badania i analizę zainteresowania publikowanymi przez nas materiałami, przez co jesteśmy w stanie stale zapewniać wszystkim użytkownikom najwyższą jakość.

Zobacz naszą politykę prywatności