MODA, STYL ŻYCIA

Gosia Baczyńska jesień-zima 2015

20.08.2015 Redakcja Fashion Magazine

Termin był nietypowy, bo środek lata zazwyczaj jest synonimem sezonu ogórkowego, który dotyczy też, a nawet przede wszystkim, mody. Jednak dla Gosi Baczyńskiej to żadna przeszkoda. Świadomość, że jej pokazy są jednymi z najbardziej oczekiwanych, a co za tym idzie, również jedynymi z najbardziej ekskluzywnych w Polsce sprawia, że o frekwencję nie musi się martwić. Wręcz przeciwnie, to raczej kwestia odmawiania prośbom o zaproszenie. I tak było również tym razem. Kompleks kamienic nadszarpniętych zębem czasu, umiejscowionych w centrum Warszawy przy ulicy Hożej, zmienił się w prawdziwe laboratorium mody. Na obszernym podwórzu czekała kryta scena, w rozmaitych pokojach ciągnęły się tajemnicze sale operacyjne, wyjęte wprost z medycznego horroru i stworzone przed scenografów z Kat&Zu, a obsługa wydarzenia witała gości ubrana w stroje pielęgniarek i sanitariuszy. To się nazywa prawdziwe zaangażowanie. A do tego, co jest niczym plaster na skołatane nerwy większości krytyków mody, stwierdzono absolutny brak logotypów i narzucających się sponsorów, oczywiście poza barami, ale na to jakoś zawsze łatwiej przymknąć oko.

Żadnych samochodów, mało zgrabnie wkomponowanych w entourage pokazu czy kompromitujących paczek wypełnionych próbkami kosmetyków, toną katalogów i magazynów, które są tak prestiżowe, że aż niestety się nie sprzedały, dlatego drugie przeterminowane życie gwarantuje im „rozdawka”. Zamiast podobnych wątpliwych atrakcji był tort, bo okazja sprzyjała celebracji aż dwóch jubileuszy. Otóż musicie wiedzieć, że marka Gosia Baczyńska skończyła właśnie 18-lat, wchodząc tym sposobem w wiek frywolnie pełnoletni, a projektantka… Świętowała swoje 50 urodziny! Co również możemy uznać za frywolne, szczególnie w czasach, w których każdy ukrywa swój wiek z większą pieczołowitością, niż pin do karty płatniczej.

76_GosiaBaczynska_130815_web_fotFilipOkopny

Na scenie grał absolutnie energetyczny zespół Łąki Łan, który na pokazowym afterpaty dosłownie porwał publiczność do obłędnego tańca. Jednak w trakcie samej prezentacji kolekcji oprawą muzyczną zajął się duet utalentowanych mężczyzn – Andrzeja Smolika i Kuby Staruszkiewicza. Stwierdzenie, że muzyka była idealna, nie odda w pełni doskonałej symbiozy, jaką stworzyły tajemnicze dźwięki przywodzące na myśl zamierzchłe filmy grozy z nową kolekcją Baczyńskiej. Cała przestrzeń studni kamienicy wypełniona była tajemniczym światłem, a ściany budynków co jakiś czas rozświetlały błyskawice wyświetlane z rzutników. W przypadku polskich pokazów rzadko można operować hasłem „perfekcja”, jednak tym razem pasuje jak ulał.

A jak komuś było jeszcze zbyt mało atrakcji, to przy pomocy obsługi pokazu mógł się wytatuować w podobizny Gosi Baczyńskiej i wzory szwów po ranach, jak również obejrzeć dwa filmy – ekranizację historii Doktora Frankensteina: „Frankenstein” z roku 1911 w reżyserii Jamesa Whale’a i „Sufferosa” napisany, wyreżyserowany i zaprojektowany przez Dawida Marcinkowskiego, w którym w rolę Dolores, przywódczynię Miranda Kommando wcieliła się sama Gosia Baczyńska! Tak jak wspominałem, prawdziwe zaangażowanie.

Jednak clou tego wydarzenia pozostawała kolekcja. Jak się okazało niepełna, bo część sylwetek nie dotarła z Londynu na czas. Ale ten wyrywek, który dane nam było zobaczyć, w zupełności nasycił wszelkie potrzeby pozytywnych wrażeń estetycznych. Nowy sezon Baczyńskiej, zatytułowany wdzięcznie „Frankenstein’s Dream”, którego prapremiera miała miejsce 5 marca w Paryżu, znalazł swoją inspirację w „snach Frankensteina” i pewnym tajemniczym zdjęciu z 1909 roku, autoportrecie, o którym możemy przeczytać w informacji prasowej: „…będącego wczesnym przykładem utopijnego myślenia, że nowe technologie będą w stanie ziścić ludzkie marzenie o nieśmiertelności”.

Motywem przewodnim nowej kolekcji jest płynne połączenie matu i błysku. Sylwetki są seksowne i drapieżne i niezwykle wyraziste, ale dalekie od kliszy czy wulgarności. Kolekcja jest pełna wciągających sprzeczności – na pierwszym planie walczą oryginalne tkaniny i ich niebanalne połączenia, niektóre niemal na granicy kiczu (na przykład srebrny suto zdobiony żakard) i prostota zawarta w klasycznych damskich garniturach, albo w świetnej obszernej sukience z puchatej dzianiny ze srebrną nitką. Ciekawie prezentowały się również wszelkie modułowe kreacje, pozszywane całe szczęście z większym kunsztem niż dzieło samego Frankensteina, ozdobione ogromną ilością detali. Mogą to być zarówno masywne sukienki z wywiniętych paneli opalizującej tkaniny, jak i delikatne suknie, niczym utkane z pajęczyny i drogocennych metali. Kontrą dla tej przepastnej czerni i dekadenckiego błysku stały się propozycje utrzymane w delikatnych beżach i kremach, między innymi piękna, luźna w fasonie suknia ozdobiona czarnym kołnierzem i nadrukowanymi portretami.

Nie sposób również nie zauważyć doskonałej proporcji zawartej w tym sezonie, czyli stosunku ubrań o efekcie „wow”, idealnych dla gwiazd i do sesji zdjęciowych, do tych, które mogą zagościć w szafach nieco bardziej zwyczajnych śmiertelniczek. Może to być na przykład luźny sweter z ażurową górą (jeden z faworytów tej kolekcji), jak i strukturalne spódnice o bogatych fakturach (które aż się proszą o nieco uspokojoną „górę”), czy „zwykła” czarna tunika z delikatnym graficznym wzorem (znów portrety).

80_GosiaBaczynska_130815_web_fotFilipOkopny

Nad całością wydarzenia czuwała oczywiście Gosia Baczyńska, która, i nie są to przelewki, stanęła na wysokości zadania. Witała gości, a w tym przypadku raczej pensjonariuszy, pozowała z nimi do zdjęć, oprowadzała ich po obiekcie niczym najlepsza gospodyni. A w trakcie samego pokazu wcieliła się też w dyrygentkę, która stojąc pośród widzów, wywoływała modelki energicznymi ruchami dłoni. Widok bezcenny! Same modelki niestety zbyt mocno wpisały się w temat imprezy, prezentując grację chodzenia po wybiegu rodem z filmów o zombie. Srebrna bryła zbudowana na kształt schodów, w połączeniu z wysokim obcasem przerosła ich możliwości. Jednak w morzu tych wszystkich plusów i komplementów, ten fakt nie jest dyskredytujący, dodał pokazowi odrobiny komizmu, chociaż same modelki mogą mieć jednak inną opinię na ten temat. O ich fryzury zadbała ekipa La Biosthetique z Kacprem Raczkowskim na czele – niedbale zaczesane grzywki, kontrolowany nieład. Za makijaże była odpowiedzialna, jak zawsze zresztą, Marianna Yurkiewicz – całkowite skupienie na oku, ciężka czarna powieka, a manicure stworzyła marka Alessandro International.

O krojeniu samego tortu nie wspominam, bo to wręcz oczywiste, ale musicie wiedzieć, że pośród talentów Gosi Baczyńskiej czai się również animacja imprezy i konferansjerka. Tak jak wspominałem, tego wieczora gospodyni była jedna, totalna i jak widać, absolutnie spełniona. Za każdym razem, kiedy piszę o Gosi Baczyńskiej, trudno jest mi kryć entuzjazm. Takiej projektantki potrzebuje w tym momencie polska moda. Światowej, świadomej, doświadczonej i niezwykle utalentowanej, która potrafi godnie promować polskie wzornictwo na zagranicznych wybiegach. Baczyńska nie korzysta z wyświechtanych inspiracji, nie odtwarza trendów, nie powiela banału. A jej lista gości obfituje zawsze w ciekawe nazwiska, przykładem niech będzie Monika Brodka, która rzadko odwiedza polskie pokazy, chociaż sama jest uznawana za wyznaczniczkę trendów. Pojawiło się również kilka egzotycznych postaci – na przykład Ina Delcourt – dyrektorka prasowa i PR domu mody Hermes, czy Liza Foreman – redaktor mody International Herald Tribune i Times.

Czego można życzyć Gosi Baczyńskiej przy takiej szczególnej okazji, która aż się prosi o multum ckliwych deklaracji? Tak naprawdę jednego – utrzymania tej niezwykłej formy i energii, którą dały jej Paryskie pokazy. Pośród sprytnych polskich projektantów podczepiających się pod światowe wydarzenia należy ciągle pamiętać o jednym – tylko Gosia Baczyńska jest w oficjalnym programie jednego z czterech najważniejszych tygodni mody na świecie. Miejmy nadzieję, że jej konsekwencja, artyzm i upór ściągną większe zainteresowanie zagranicznej prasy i przyczynią się do własnej (w końcu!) zakładki na portalu style.com. I tego właśnie życzy Gosi Baczyńskiej redakcja fashionpost.pl