STYL ŻYCIA

Feminizm w modzie, czyli rebelia nosi się dobrze

08.01.2021 Kamila Banak

Feminizm w modzie, czyli rebelia nosi się dobrze
Fot. Chanel wiosna-lato 2015

Tekst: Kamila Banak

Feminizm nosi się dobrze. Samo słowo na przestrzeni kilku ostatnich lat zostało odczarowane, a sam ruch od lat 70. nie był tak powszechny oraz… modny. Kilka lat temu Maria Grazia Chiuri wylansowała w kolekcji dla Diora t-shirt z napisem “We Should All Be Feminists” i od tego czasu moda nie tylko wysoka, ale również i ta sieciówka, oferuje nam co sezon nowe propozycje części garderoby, które – zanim jeszcze zdążymy wypowiedzieć słowo – informują z dumą otoczenie, że tak, owszem, jesteśmy feministami oraz feministkami. I jesteśmy z tego, cholernie, dumni.

Ale czy przemysł modowy, który często jest wykalkulowanym biznesem, krytykowanym za swoje nierealistyczne ideały ciała i słabą reprezentację różnorodności, naprawdę da się pogodzić z feminizmem? Tak, moda jest wysublimowaną formą konsumpcjonizmu, jest to jednak też celebracja ciała, fantazji, pożądania i unikalności, która na przestrzeni wieków wiele razy oddała kobietom ich sprawczość.

Dior wiosna-lato 2017

„Moda zaciera granice między tym co męskie a kobiece”

Moda i feminizm to dwa pojęcia, które łączy stereotypizacja wynikająca z niezrozumienia podstawowych ich założeń i chociaż ogólna świadomość na ten temat rośnie, nie znaczy, że na tym polu nie ma nic do zrobienia. Moda, mimo tego, że często lekceważona, spychana na peryferie wartościowych zainteresowań, może być naprawdę potężnym narzędziem w walce z systemem patriarchalnym, gdyż symbolizuje – a przynajmniej w założeniu powinna – wszystko to, czym patriarchat gardzi i czego istnienie tak zaciekle neguje. Są to między innymi różnorodność, oryginalność, nieszablonowość i gotowość do tupnięcia nogą i wyrażenia głośnego, wyraźnego sprzeciwu i to niekoniecznie w cenzuralnych, miłych słowach. Moda często zaciera granice między tym, co jest uznawane za typowo męskie a typowo kobiece, czasem nawet w ogóle nie definiuje tego i wystrzega się od dzielenia ze względu na płeć. To co nosimy, może stanowić bardzo jasne stanowisko, informować świat o naszej tożsamości, jest to też element kreacji i wynik tego, jak sami siebie chcielibyśmy postrzegać – sprawia to, że stajemy się silniejsi, ale tylko wtedy, kiedy to kwestia wyłącznie naszego gustu, pewności siebie oraz postrzegania świata. Takie poczucie często wypracowuje się jednak latami – aby jednak ten proces w ogóle się rozpoczął, musi mieć miejsce i czas, aby zaistnieć. A feminizm chce mu to zapewnić.

Chanel wiosna-lato 2015

„Cóż, jeśli próbujesz się wyślizgnąć bez budzenia śpiącego mężczyzny, zamki błyskawiczne są koszmarem”.

Warto zauważyć, że feminizm często posługuje się modą jako przestrzenią dla debaty społecznej, jednak nie jest to wcale zjawisko nowe. Moda działa nieco jak lustro, gdyż odzwierciedla kroki i nastroje społeczne kobiet, ale może być też polem bitwy. Niezależnie od tego, czy chodzi o sposób noszenia włosów, czy też o obalenie tradycyjnych norm dotyczących płci, moda odegrała ogromną rolę walce o równe prawa. Już w latach 20. XX flapperki, do których należała chociażby Zelda Fitzgerald, sprzeciwiały się kanonowi kobiecości, ostentacyjnie ścinając włosy, zakładając krótsze spódnice oraz spodnie, grając tym samym na nosie swoim w większości zgnile pruderyjnym środowiskom.

Wcześniej były to sufrażystki, które za kolory swoich ubrań przyjęły fioletowy, który miał symbolizować lojalność i godność, biały jako czystość i zielony, który oznaczał nadzieję. Jedną z najbardziej znanych sukienek związanych bezpośrednio z przewrotem i rewolucją seksualną jest zaprojektowana przed Diane Von Furstenberg w 1974 roku tak zwana wrap dress, która kojarzona głównie jest dzięki zdaniu, które wypowiedziała na jej temat projektantka „Cóż, jeśli próbujesz się wyślizgnąć bez budzenia śpiącego mężczyzny, zamki błyskawiczne są koszmarem”.

A współcześnie? Dobrym przykładem jest chociażby pamiętny pokaz Chanel z 2014 na którym wybieg został zamieniony na ulicę po której przechadzały się modelki takie jak Kendall Jenner, Georgia May Jagger, Edie Campbell, Joan Smalls czy Gisele Bündchen skandując feministyczne hasła i trzymając transparenty na których mogliśmy przeczytać „History is Her Story,” „Feminism Not Masochism,” „We Can Match the Machos” and „Ladies First”. Jeden z plakatów na wybiegu został namalowany w celu wsparcia kampanii He For She, prowadzonej przez Emmę Watson na rzecz zrozumienia i wspierania zasad równości płci.

Instagram.com/natalieportman. Natalie Portman podczas gali rozdania Oscarów 2020 w sukni projektu Marii Grazi Chiuri w pelerynie z haftami z imionami i nazwiskami twórczyń kina

„Będziemy używać mody jako komunikatu i narzędzia w walce o prawa kobiet, gdyż toczy się ona nieprzerwanie na różnych polach”

Na zeszłorocznych Oscarach z kolei Natalie Portman zaprezentowała się w sukni Dior zaprojektowaną przez Marię Grazia Chiuri i w pasującej pelerynie, która była hołdem dla twórczyń kina. Nazwiska kobiet stojących za niektórymi z najlepszych filmów 2020 roku zostały wyszyte na klapie płaszcza Portman. Jedną z rzeczy, którą w 2020 roku zarzucono Akademii, był właśnie brak nominowanych kobiet w kategoriach reżyserskich, a strój aktorki o tym przypominał. Na całym świecie – również w Polsce – kobiety, aby podkreślić świadomość opresji w której żyją, często na protesty ubierają się w wykreowane przez książkę oraz serial “Opowieść Podręcznej” charakterystyczne czerwone stroje z czepkiem – to jasna wiadomość, ale i zapowiedź buntu.

Moda wciąż się uczy – ma wiele do zrobienia na polu ciałopozytywności i akceptacji, musi stać się bardziej inkluzywna, jednak zmiana zaczyna być coraz bardziej widoczna. A nasze modowe postanowienie na 2021 brzmi – będziemy używać mody jako komunikatu i narzędzia w walce o prawa kobiet, gdyż toczy się ona nieprzerwanie na różnych polach.