MODA

W humorze jest moc – wywiad o feminizmie, inspiracjach i cenzurze z Martą Frej

21.12.2020 Maja Handke

W humorze jest moc – wywiad o feminizmie, inspiracjach i cenzurze z Martą Frej

Jej charakterystyczne prace towarzyszą nam od lat. Sarkastycznie przewrotne, mądre i przede wszystkim pełne humoru, który często pomaga łatwiej znieść mocną treść. Z Martą Frej rozmawiamy o feminizmie, inspiracjach i cenzurze.

Zaczęło się od zrobionego na tablecie mema z panem Darcym, bohaterem „Dumy i uprzedzenia”, który mówił: „Kocham kobiety zadbane intelektualnie”. Potem Marta Frej tworzyła kolejne memy, wrzucała je do internetu, sama zaskoczona wielkim zainteresowaniem i odzewem, który wywołują. Dziś malarka po łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, aktywistka społeczna i animatorka kulturalna ma niekwestionowany status feministycznej humorystki, a jej rysunki rozpoznają setki tysięcy fanów. Mówi o sprawach najważniejszych, uświadamia, czym jest feminizm, i demaskuje problemy społeczne, a jej ilustracje zdobią książki i regularnie pojawiają się w prasie.

Rozmawiała: Maja Handke

Humor był i jest narzędziem w walce ideologicznej. Naziści wykorzystywali rysunki satyryczne w „Der Stürmer”, Francuzi od 50 lat przeglądają „Charlie Hebdo”. Kiedy ty zorientowałaś się, że twoje prace są nośnikiem idei?

Bardzo szybko. Zaczęłam rysować dla siebie, przez przypadek, a ludzie błyskawicznie zaczęli udostępniać moje rysunki. I wysyłać mi prośby o interwencje.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez marta frej (@martafrej)

Serio, jakiego typu?

Od początku dostawałam wiadomości od kobiet w różnych, często trudnych sytuacjach życiowych. Również wiadomości ze screenami seksistowskich komentarzy i linkami do mizoginistycznych artykułów.

Stały się twoimi inspiracjami?

Często tak – kiedy czułam, że muszę zareagować. Miałam poczucie, że warto coś narysować, a jednocześnie otrzymywałam potwierdzenie, że inne kobiety też to przeżywają. I że to moje rysowanie coś daje.

Sama też się z tym spotykasz na co dzień?

Oczywiście. Żyjemy w głęboko patriarchalnej kulturze. Wystarczy poczytać setki komentarzy pod moimi rysunkami, żeby się przekonać, że nie da się uniknąć razów z tego tytułu. I to bez względu na płeć, bo patriarchat dojeżdża również facetów, choć ci zdecydowanie rzadziej mają tego świadomość, a jeszcze rzadziej są gotowi się do tego przyznać, bo przecież „chłopaki nie płaczą”.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez marta frej (@martafrej)

Większość znanych mi kobiet, które teraz określają się jako feministki, przeszła przez etap: jestem feministką, ale… Ty też tak miałaś?

Wiele Polek wciąż mówi raczej: nie jestem feministką, ale… Ja sama bardzo długo się nad tym nie zastanawiałam. Feminizm nie był dla mnie tematem. Otaczałam się mężczyznami i to z nimi się przyjaźniłam, pracowałam też wśród mężczyzn. Nie miałam refleksji na temat feminizmu. Zaczęły się dopiero, kiedy poczułam, że nie mam wyboru, że otoczenie oczekuje ode mnie, żebym wpisała się w pewien schemat, rolę, na którą nie mam ochoty. Patriarchat walnął mnie nagle z plaskacza i zaśmiał mi się szyderczo w twarz. Zaczęłam robić memy o tym, co mnie wkurzało i bolało, z czystej bezsilności. Dopiero później, dzięki feedbackowi, który nadszedł w odpowiedzi na moje prace, pojęłam, że to, co robię, jest feministyczne. Sięgnęłam po książki, dowiedziałam się więcej. Moja praca nie była świadomie feministyczna. Była feministyczna z trzewi.

Cały wywiad przeczytasz w zimowym wydaniu Fashion Magazine >>