MODA, STYL ŻYCIA

„Słucham starszych ludzi” – wywiad z Wiktorem Krajewskim

12.01.2021 Maja Handke

„Słucham starszych ludzi” – wywiad z Wiktorem Krajewskim

Pięć książek na koncie, i to sprzedanych w niezłych nakładach. Najnowsza – „Chciałbym cię nigdy nie poznać” – zbiera doskonałe recenzje. Jak to się stało, że dziennikarz piszący na co dzień o celebrytach, agent telewizyjnej gwiazdy sięga po historie ze starszymi paniami w roli głównej? Z Wiktorem Krajewskim rozmawiamy o pomysłach na książki, ich niezwykłych bohaterach i pozorach.

Rozmawiała: Maja Handke

Rozbawiłeś mnie, opowiadając mi kiedyś, co cię zmotywowało do pisania. Dlatego muszę o to oficjalnie zapytać…

Mnóstwo ludzi uważało, że jestem głupi. Postanowiłem więc im pokazać, że jednak nie, i obiecałem sobie, że przed trzydziestką opublikowano książkę. Udało się. Książka „Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego” sprzedała się w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy.

Jak zrodził się pomysł na nią?

Zaczęło się od mojej babci, która jest jedną z bohaterek książki. Chciałem uczcić jej wojenne wspomnienia. Początkowo obawiałem się, że trudno mi będzie znaleźć kolejne panie, że będą odmawiać. Stało się inaczej. Okazało się, że te starsze, wspaniałe kobiety chcą podzielić się swoimi opowieściami ze mną i z Marią Fredro-Boniecką, współautorką książki. Na niektóre łączniczki trafiłem przypadkowo. Na przykład na panią Krystynę Królikiewicz-Harasimowicz, która była bohaterką reportażu na zupełnie inny temat. Udało mi się nawiązać z nią kontakt za pośrednictwem jej syna – Cezarego Harasimowicza.

Jak wyglądały te rozmowy? U tych starszych, nobliwych pań zjawiał się przecież dwudziestolatek w dżinsach… Jesteś pewnie młodszy od wielu z ich wnuków?

Bardzo to przeżywałem. To było już po śmierci mojej babci, a przez to stawało się dla mnie jeszcze bardziej osobiste. Żałowałem, że nie mogę jej już o nic zapytać.

Dlaczego?

Miałem wrażenie, że to wszystko za szybko się dzieje. Czułem, że ta praca nie powinna przebiegać w taki sposób.

Co sprawiło, że wróciłeś?

Odezwało się do mnie wydawnictwo Prószyński i S-ka. Zaczęliśmy rozmawiać. Na spotkanie poszedłem z niechęcią, ale narodził się pomysł na nową książkę. No i przyjąłem dużą zaliczkę (śmiech). To mnie zmobilizowało, tym bardziej że te pieniądze pozwoliły mi na zrealizowanie pewnego mojego marzenia. Zabrałem się więc do pracy nad tym trudnym tematem.

Jaka książka narodziła się w ten sposób?

„Wiem, jak wygląda piekło” – moja rozmowa z Aliną Dąbrowską, która przeszła przez pięć obozów koncentracyjnych i przeżyła dwa marsze śmierci. Jej dramatyczna historia zaczęła się od aresztowania za kolportaż prasy podziemnej. Miała wtedy dwadzieścia lat.

Jak do niej dotarłeś?

Zobaczyłem wywiad z nią na YouTube i uderzył mnie jej sposób opowiadania. Trudno było do niej dotrzeć, ale po kilku próbach się udało. Pani Alina zaskoczyła mnie swoim podejściem, bo o wielu wspomnieniach potrafiła opowiadać z humorem. Jej nie- zwykłość polegała na tym, że nawet w mroku strasznych czasów wojny znajdowała jakieś jasne punkty – to był jej sposób na wewnętrzną ucieczkę z otaczającego ją koszmaru. Ta książka pokazuje jej niezwykły charakter i optymizm. Można się od niej wiele nauczyć.

Rozmowę z bohaterką twojej czwartej książki zamieściliśmy w jednym z poprzednich numerów „Fashion Magazine”.

„Taniec na gruzach” to rozmowa z Niną Novak o niezwykłej hi- storii jej życia – polskiej primabaleriny, która podbiła Amerykę. W czasie II wojny światowej pani Nina trafiła do obozu, z którego ocaliła ją kobieta świadoma jej niezwykłego talentu. Nie udało się niestety pomóc bliskim artystki. Prawie stuletnia dziś tancerka nadal kilka godzin dziennie poświęca na ćwiczenia i ciągle uczy tańca w swojej szkole w Wenezueli. Postać Niny Novak została w Polsce zapomniana, a dzięki mojej książce dowiedziało się o niej wielu ludzi – tych zainteresowanych tańcem klasycznym, ale nie tylko.

A jak ty wpadłeś na pomysł, by o niej napisać?

Zobaczyłem przypadkiem jej zdjęcie w jakimś artykule o tańcu. Wyglądała jak aktorka Złotej Ery Hollywood. Udało mi się dotrzeć do jej rodziny w Polsce, a oni przekazali jej mój pomysł. Bohaterka przyleciała specjalnie do Polski i spędziłem z nią praktycznie całe lato. Miała 96 lat i byłem w pełni świadomy, że to ostatni moment, by usłyszeć z jej ust tę historię. I przekazać ją dalej.

Pełną wersję wywiadu przeczytacie w zimowym wydaniu Fashion Magazine >>