STYL ŻYCIA

ONS czyli seks na raz

13.08.2020 Maja Handke

ONS czyli seks na raz

Z premedytacją lub bez lądujemy z kimś ledwo poznanym w łóżku (lub gdzie indziej). Czym są dla nas jednorazowe kontakty seksualne – one night stand? Czy warto się w nie angażować? Co nam mogą dać, a co zabrać? Rozmawiamy ze specjalistami i relacjonujemy historie z życia.

Pamiętacie fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta z „Harry’ego Pottera”? Każda była inna, a jaka, dowiadywałeś się dopiero po włożeniu jej do ust. Toffi, cytryna, ciasto borówkowe i kandyzowane fiołki, ale można było trafić na fasolki szpinakowe, kiełkowe, grzybowe, no i – niestety – również te o smaku mydła i wymiocin. Z seksem na jeden raz jest trochę tak jak z tymi fasolkami. Bywają wspaniałe na różne sposoby – na słodko i na ostro, bywają całkiem bez polotu – jak fasolka o smaku pieczeni wołowej, no i te najgorsze – wspomniane wyżej mydło i wymiociny. No i bywa też tak, że całkiem niezły ONS odbija ci się złym smakiem dopiero po fakcie, ale o tym później.

Kulturalne oswajanie

Kiedy wrzucisz w wyszukiwarkę Spotify hasło „one night stand”,
pojawia się mnóstwo utworów. Piękny tekst wyśpiewany charakterystycznym głosem Janis Joplin. Zwraca się do swojego (jednorazowego) kochanka: „Nie jesteś niczym więcej niż facetem na jedną noc, jutro wyruszę w swoją stronę”. Jakież to emancypacyjne i bezproblemowe… Temat ONS upodobali sobie szczególnie raperzy, ale całkiem przyjemny utwór znajdziemy też w repertuarze Motörhead. Coś o facecie, który w podróży korzysta z nadarzających się okazji… Jednorazowy seks inspiruje nie tylko muzyków, ale kulturę masową w ogóle. Kultowych „Niewinnych czarodziejów” Andrzeja Wajdy z 1960 roku odsądzono od czci i wiary za pokazanie pary, która beztrosko spędza ze sobą noc bez zobowiązań, a wszystko jeszcze odbywa się przy dźwiękach bezecnego jazzu. Socjalistyczni stróże moralności nie zdołali obrzydzić filmu, widzowie zakochali się w parze, w którą wcielili się Tadeusz Łomnicki i Krystyna Stypułkowska. Słynnym międzynarodowym filmowym ONS – całkiem romantycznym zresztą – jest noc, którą spędzają ze sobą bohaterowie filmu „Przed wschodem słońca”. Amerykanin Jesse, czyli Ethan Hawke, i Francuzka Celine – w tej roli Julie Delpy – spotykają się przypadkiem w czasie podróży. Po wspólnej nocy para postanawia nie wymieniać się kontaktami, ale za to spotkać się w wyznaczonym miejscu za pół roku. Do spotkania nie dochodzi, ale o tym dowiadujemy się dopiero z sequela zrealizowanego dziewięć lat później…

Nowa rzeczywistość

Kiedyś jednorazowy czy też przygodny seks – bo tak ONS określamy po polsku – kojarzył się głównie ze spontaniczną akcją następującą po imprezie, koncercie czy innego rodzaju towarzyskim spotkaniu, którym często towarzyszyło rozluźnienie pod wpływem alkoholu. Dziś łączy się go przede wszystkim z internetem. Rozwój portali randkowych ułatwił poszukiwania i komunikację. Swoje zrobiła liberalizacja obyczajów i upadek tabu, za jaki niegdyś uchodził seks bez uczucia. Niestety nadal kobiety poszukujące kontaktów seksualnych na jeden raz oceniane są inaczej niż mężczyźni. Jej bez zastanowienia przylepia się łatkę puszczalskiej, jego traktuje się jak zdobywcę. Czy w dobie aplikacji jest lepiej? O tym zaraz. Z pewnością jest częściej i łatwiej. Tinder stworzono w 2012 roku – początkowo z myślą o amerykańskich uniwersytetach. Aplikacja zrobiła jednak światową karierę i zrewolucjonizowała rynek randek internetowych. W 2016 roku zaczęła cieszyć się popularnością, której nie dorównały inne apki, takie jak na przykład Badoo. Użytkownicy polubili łatwość wyszukiwania par i komunikacji. To niem znaczy, że seksu nie można szukać na innych portalach – Tinder jednak wygrywa w rankigach. O wrażeniach z tinderowych randek na raz najlepiej rozmawiać z użytkownikami aplikacji. Większość moich rozmówców jest zgodna co do jednego – ONS znaleźć łatwo. Część przyznaje, że w pewnym okresie życia właśnie tego szukała. „Kiedy rozwiodłam się po czterdziestce, byłam przez jakiś czas sama. W końcu zdecydowałam się na umawianie się na seks przez  internet. To było wyzwalające, bo odbudowałam swoje poczucie atrakcyjności. Bywało fantastycznie, a czasem bardzo średnio, ale przechodziłam nad tym do porządku dziennego. Jedna z takich randek okazała się w końcu początkiem dłuższej relacji” – opowiada Iwona. „Nie nastawiaj się na nic, bo seksrandka jest jak kinderniespodzianka” – radzi Magda, która od czasu do czasu ma ochotę na przygodę. „Wolę szybko się umówić i bezproblemowo rozstać się po. Unikam pisania z kimś tygodniami, bo wtedy zaczynam się do tej osoby za bardzo zbliżać.

Cały artykuł przeczytacie w nowym letnim wydaniu Fashion Magazine >>