MODA

Mój własny Fashion Week – wywiad z Joanną Horodyńską

01.10.2020 Maja Handke

Mój własny Fashion Week – wywiad z Joanną Horodyńską
Fot. Maciej Nowak

W popandemicznym świecie tygodnie mody nie są już takie jak dawniej. Kiedyś Joanna Horodyńska przygotowywała na każdy wyjazd kilkanaście dopracowanych stylizacji – na tyle odważnych, by przyciągnąć uwagę ulicznych fotografów w Paryżu i Mediolanie. Tych, którym pozuje się potem nonszalancko i niby od niechcenia… W tym roku pokazów jest niewiele, nasza bohaterka wybiera się na nie z jedną walizką zamiast czterech. A kreacje, których nie zobaczy świat, prezentuje na naszych łamach. I szczerze opowiada o wielkiej modzie i całkiem przyziemnych zakupach.

Rozmawiała: Maja Handke
Zdjęcia: Maciej Nowak
Stylizacja: Joanna Horodyńska | Konrad Sławiński

Maja Handke Fashion Magazine: Czy zdarza ci się zakochać w ubraniu?

Joanna Horodyńska: Niezupełnie. Ja w modzie kocham zmiany. Zachwycam się nimi. Ktoś mi kiedyś powiedział, że styl polega na niezmienności pewnych elementów. Ale ja się z tym nie zgadzam. Dla mnie styl łączy się ze zmiennością.

Jaki rodzaj zmienności cię ostatnio zachwycił?

Po dłuższym czasie noszenia bieli i czerni znalazłam się pod urokiem obłędnie kolorowej kamizelki Miu Miu, którą kupiłam w Wiedniu. Zdarza mi się, że coś sobie wymyślę i to potem znajduję. Zachwycają mnie także brzydkie rzeczy. W brzydocie dostrzegam piękno. Takie jak gumowce Bottega Veneta. Nikt nie powie, że to są ładne buty, ale ludzie się zatrzymują, jak je widzą.

Wywoływanie zdziwienia to efekt uboczny twoich modowych nabytków?

Przyzwyczaiłam się do tego, że ludzie się dziwią. Czasem nie wiedzą, jak się zachować. Z drugiej strony na przykład instagramową publiczność przyzwyczaiłam do moich dziwnych wyborów. Do tego stopnia, że kiedy ostatnio wrzucałam raczej spokojne zdjęcia, ludzie reagowali, dopominając się o więcej szalonych stylizacji. Bardzo przyjaźnie zresztą. Bo ja na szczęście na moim koncie nie spotykam się z hejtem. Mój feed (strumień zdjęć na Instagramie) odpowiada moim nastrojom, czasem mam ochotę na coś spokojnego.

Ale wiesz doskonale, że pewnie wielu followersów właśnie z powodu twojej oryginalności śledzi twoje konto. To twój znak rozpoznawczy. Od początku tak było?

Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy zaczęłam świadomie się ubierać. Projektant Tomek Ossoliński zna mnie od szesnastego roku życia i twierdzi, że zawsze taka byłam. Nie lubiłam mieć tego, co mają inni. A czasem tak jest. Przykładem są sandały Chanel o sportowym fasonie na rzepy. Drażni mnie, że widzę je na bardzo wielu osobach. Ale cóż – nie mogę mieć wyłączności.

Podziwiam, że jesteś w stanie nosić rzeczy, które zachwycają, ale też są trudne dla sylwetki. Wiele osób nigdy by ich nie założyło.

Mam klasyczną urodę i uważam, że warto ją przełamać. Stawiam sobie za zadanie złamanie jej monotonii. Dlatego wybieram rzeczy, które bywają trudne, dziwne, zdekonstruowane i – powiedzmy to sobie szczerze – w oczach wielu po prostu brzydkie. Nie idę na łatwiznę.

Czy ty się w tych ubraniach i w butach czasem męczysz?

Zdarza się. Choć kiedyś byłam gotowa do znoszenia większej niewygody. Dziś przede wszystkim o wiele rzadziej noszę szpilki. Dawniej potrafiłam pójść w nich na zakupy, a potem jeszcze na pokaz. I przejść pół miasta.

Wiele gwiazd mówi w wywiadach, że mają swoje ulubione wygodne szpilki.

Nie wierzę już w wygodne szpilki. Po paru godzinach każde stają się narzędziem tortur i tyle. A ja mam wrażliwe stopy i duszę! Teraz chodzę głównie na płaskim. Uważam też, że buty na płaskim obcasie – na przykład mokasyny ze skarpetkami czy sandały na rzepy – wyglądają lepiej do krótszych spodni i spódnic. Taka stylizacja jest mniej dosłowna.

Joanna ma na sobie na zdjęciu: 
Kapelusz Miu Miu 
Płaszcz i marynarka MMC Studio 
Cekinowa sukienka Reserved
Gumowce Bottega Veneta | vitkac.com

Cały wywiad przeczytacie w jesiennym wydaniu Fashion Magazine >>