KULTURA

Wizje z Black Mirror, które się urzeczywistniają

13.04.2020Wojciech Szczot

Wizje z Black Mirror, które się urzeczywistniają
Fot. Materiały prasowe

W 2020 roku w Chinach w życie wejdzie projekt Citizen Score. Projekt polega na zbieraniu informacji oraz ocen na temat danego użytkownika. Dla przykładu „karta” danej osoby zawierać będzie informacje o mandatach, o płatnościach, edukacji oraz o tak prozaicznych rzeczach jak zachowanie podczas zakupów w sklepie. Zebrane dane posłużą później jako karta przetargowa przy ubieganiu się o kredyt albo przy staraniu się o miejsce w przedszkolu dla dziecka. W tym momencie projekt jest w fazie testów, natomiast za dwa lata do uczestnictwa w nim zmuszeni będą wszyscy obywatele Chin. Na fali premiery 5. sezonu Black Mirror przypomina nam się jeden z wcześniejszych odcinków serialu, w którym dostęp do określonych usług uzależniony był od ocen otrzymanych od spotkanych na ulicy ludzi. Czyżby wizje z serialu "Black Mirror” urzeczywistniały się? Sprawdzamy, jakie jeszcze pomysły brytyjskich producentów mają swoje realne przełożenie na to co dzieje się tu i teraz.  

 Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Swipe left, swipe right

Chyba wszyscy dobrze wiemy o co chodzi? Tinder uruchomił swoją aplikację dokładnie w 2012 roku i zrewolucjonizował rynek randkowy. Zwykłe czaty przeszły dosłownie do lamusa, najważniejsze stało się ocenianie. Zanim w ogóle doszło do konwersacji, najpierw musieliśmy zadecydować, czy ktoś nam odpowiada wizualnie. To rodzi problem perfekcyjnych, wyretuszowanych zdjęć niemających za wiele wspólnego z rzeczywistością, a co za tym idzie niesie konsekwencje związane z wiecznym rozczarowaniem. Na podobnym schemacie bazuje Instagram. Powstała w 2010 roku aplikacja miała być odpowiedzią na ultrapopularnego Facebook’a, na którym użytkownicy publikowali zdjęcia w idealnych stylizacjach i pozach. Instagram miał rozluźnić nieco tę atmosferę i zachęcać ludzi do wrzucania zdjęć „sprzed chwili”. Mimo że na początku rzeczywiście tak było, bardzo szybko okazało się, że Instagram to najlepsze pole do tworzenia pozorów idealnego życia, wkrótce stał się również poważnym narzędziem biznesowym, na którym duża część użytkowników, jak i również marek mogły zarabiać.  

W odpowiedzi na coraz powszechniejsze kreowanie perfekcyjnego życia w social mediach, Black Mirror wyprodukował odcinek zatytułowany „Nosedive”. Jest to antyutopijna wizja świata, w którym szczęście, dobra materialne i wolność zależą od oceny, którą ludzie przyznają sobie nawzajem w aplikacji, używanie jej notabene jest wymogiem państwowym i egzekwowanym prawnie. Jak możemy się domyślić prowadzi to do dramatycznego finału. Choć pomysł wydaje się makabryczny i radykalny, wcale nie jest taki nierealny. Citizen Score - projekt, który zostanie wprowadzony w życie w Chinach, w 2020 roku, bazuje właśnie na schematach zaprezentowanych we wspomnianym odcinku „Black Mirror”. Obywatele Chin będą się wzajemnie oceniać; ekspedientki w sklepie wystawią ocenę kupującemu, który nie uśmiechnął się do sprzedawcy; sąsiedzi nagradzać będą za każde „dzień dobry” rzucone w ich kierunku, a banki punktować będą regularność spłaty kredytów. Wystawione oceny wpływać będą na to, czy dany obywatel będzie mógł uzyskać kredyt na mieszkanie, czy jego dziecko zakwalifikuje się do przedszkola, a nawet czy zdobędzie wymarzoną pracę. Projekt od roku jest już testowany przez niektórych Chińczyków, za 2 lata będzie obowiązywał jednak wszystkich.  

 Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Kontrola przede wszystkim

Jodie Foster w 4. sezonie „Black Mirror” wyreżyserowała odcinek pt. „ArkAngel”. Dla wielu, szczególnie dla rodziców jest on synonimem koszmaru. Bohaterka, po porodzie decyduje się na wszczepienie swojej córeczce specjalnego chipu, który ma ją uchronić przed złem znajdującym się w jej otoczeniu. W istocie, jest to eksperymentalna metoda usuwająca z mózgu poczucie zagrozenia. Nie zobaczy więc szczekającego na nią psa, filmów pornograficznych czy scen mordu - zamiast tego ukążą jej się rozpikselizowane obrazy. To nie wszystko. Chip połączony jest z iPadem, a dzięki specjalnej aplikacji rodzic jest w stanie zobaczyć to, na co aktualnie patrzy dziecko. Jego oczy są więc czymś na kształt kamery. Już sam pomysł w teorii wydaje się być bardzo kontrowersyjny, w końcu mówimy tutaj nie tylko o pełnej kontroli, ale i o ubezwłasnowolnieniu.  

Tak naprawdę sam pomysł nie jest czymś absolutnie abstrakcyjnym. Spójrzmy na „kontrolę rodzicielską” - specjalny filtr nałożony na przeglądarkę, który przesiewa prezentowane treści, dzięki czemu dziecko nie zobaczy materiałów przeznaczonych dla dorosłych lub takich, które mogą u niego wzbudzić niepożądane emocje. Choć w serialu, „kontrola rodzicielska” przedstawiona jest w zwyrodniałej formie, to jednak nie możemy bagatelizować tego w jaki sposób ochrona dzieci przed złem postępuje.  
 

 Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Virtual reality vs reality

W serialu „Black mirror” temat wirtualnej rzeczywistości pojawia się co chwilę, nie bez przyczyny. W końcu to jeden z najszybciej postępujących trendów w technologiach. Obraz telewizyjny jest coraz lepszy, lada moment wszystko oglądać będziemy w 3D, urządzenia z wirtualną rzeczywistością coraz tańsze, a filmów do niej dostosowanych coraz więcej. Ostatnie badania przeprowadzone przez amerykańskich analityków dowiodły, że trend virtual reality postępuje nie tylko w branży gier i szeroko pojętej rozrywki, ale również w przemyśle porno. To z kolei budzi niepokój, bo co z relacjami międzyludzkimi? Wszystko wskazuje na to, że niebawem całe nasze życie toczyć się będzie w virtual reality. Black Mirror pokazuje blaski i cienie tej wizji.  

Nagrodzony dwoma statuetkami Emmy odcinek „San Junipero” podbił serca fanów Black Mirror. Oprócz kolorowej estetyki lat 80., fantastycznej ścieżki dźwiękowej i romansu dwóch młodych dziewczyn odcinek zawiera koszmarną wizję dotyczącą śmierci i „życia po śmierci”. Główne bohaterki decydują się na wejście do symulacji, wirtualnej rzeczywistości, w której mają po 20 pare lat, nie muszą pracować, a życie jest zabawą. W rzeczywistości obie są już w sędziwym wieku, jedna z nich od 21 roku życia jest sparaliżowana. Symulacja jest dla nich ratunkiem w walce z mijającym czasem i chorobą. W kolejnym odcinku „USS Callister” zakompleksiony, wyśmiewany przez współpracowników programista tworzy specjalną grę, w której znajdują się jego koledzy i koleżanki z pracy. Tak naprawdę są to tylko ich hologramy zbudowane na bazie sklonowanego DNA. Niestety, tak jak ich żyjące pierwowzory, czują i myślą, co prowadzi do ich wewnętrznego bólu związanego z wirtualną pułapką i pragnienia uwolnienia się z matni. 

 Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Bezpieczeństwo > wolność osobista? 

Pamiętacie „Zbrodnię i karę” Dostojewskiego? Jeden z odcinków 4. sezonu „Black Mirror” - „Krokodyl” bazuje właśnie na tych samych schematach. Najpierw pojawia się zbrodnia, przez wiele lat zapomniana, ale przez wyrzuty sumienia wraca jak bumerang. Potem pojawia się strach przed karą, a co za tym idzie kolejne zbrodnie. Historia, mimo że wystarczająco wciągająca i ciekawa nie byłaby może tak interesująca bez wątku technologiczno-społecznego. Za koszmarny wymysł przyszłości wprowadzono tutaj specjalne chipy wszczepione pod skórę każdego obywatela. Dzięki nim można wyciągnąć absolutnie każde wspomnienie, które pojawi się na komputerze niczym scena z przejmującego filmu. W ten sposób specjalne służby mają za zadanie przecwdziałać terroryzmowi i od razu reagować na nawet najmniej podejrzane sytuacje (akcja odcinka odgrywa się w Norwegii, która aktualnie testuje najróżniste sposoby walki z terroryzmem). Jak możemy się domyślać, pomysł, który w teorii wydaje się słuszny, w praktyce niesie za sobą dramatyczne konsekwencje. Pojawia się przede wszystkim pytanie, czy za cenę wolności od terroryzmu możemy sprzedać swoją wolność osobistą? Producenci „Black Mirror” uwielbiają stawiać nas przed niełatwymi wyborami: co jest lepsze? co mniej ryzykowne? co przyniesie korzyści? co nie przyniesie strat? Wizja przedstawiona w „Krokodylu” może ze względu na swoją przejaskrawioną radykalność nigdy się nie ziścić (bynajmniej nie w tej formie), ale nie zapominajmy, że, by odbierać nam wolność wcale nie potrzebujemy chipów. Jeszcze nie tak dawno społeczne poruszenie w Polsce wywołała dyskusja ws. ACTA. Nowa regulacja miała raz na zawsze zwalczać obrót towarami podrabianymi. W istocie niosła za sobą o wiele większe niebezpieczeństwo, dane absolutnie każdego użytkownika internetu, który wzbudza jakiekolwiek podejrzenia miałyby być odtajnione i przekazane odpowiednim służbom. Oznacza to w istocie nie tylko kontrolę, brak anonimowości ale też zarządzanie, a może i handel danymi.  

 Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
Czytaj dalej