Ania Jagodzińska: „Zawsze daję z siebie 110 procent!”

Z jedną z najpiękniejszych i najsłynniejszych polskich top modelek, Anią Jagodzińską, spotykam się na jej ulubionej Saskiej Kępie tuż przed premierą nowej kampanii dla Mohito. Siedząc wygodnie w biurze jednej ze stylowych kamienic przy Francuskiej, rozmawiamy m.in. o polskiej modzie, o tym czy eko to trend czy styl życia oraz o tym, dlaczego świece i bielizna przegrały z sokiem z Think Love Juices.

Gdybyś miała wybrać najpiękniejszy moment w swojej karierze, na co byś postawiła?
Mam wiele takich momentów i myślę, że niesprawiedliwym byłoby wybrać tylko jeden. One się kumulują i razem tworzą niezwykłe przeżycia. Jednak pamiętam wyjątkową sesję w Kapsztadzie, która wyszła nieco spontanicznie, bo nasze pierwotne plany popsuł deszcz. Koniec końców chodziłam w szpilkach po skałach (śmiech). Niezapomnianym przeżyciem była również sesja na pustyni ze Stevenem Meiselem.

Praca z ikonami takimi jak Meisel sama w sobie jest pewnie niezwykłym przeżyciem?
Steven jest jednym z moich ulubionych fotografów, z którymi miałam przyjemność współpracować. Ale przecież niezwykli też są Peter Lindbergh czy Craig McDean – każdy z nich jest po prostu artystą, ma swoją własną wizję. Modelka musi się wczuć w ich klimat, jednocześnie zachowując cząstkę siebie. Właśnie to połączenie tworzy „it girl”. Każdy z tych fotografów ma inny sposób pracy – jeden robi sesję przez całą noc, drugi kończy punkt piąta. Doceniam ich za różnorodność.

Idąc tropem najlepszych momentów, te gorsze też się zdarzają?
Hm, podróże bywają męczące i czasem przypominają walkę o przetrwanie. Kilkanaście godzin lotu i prosto z lotniska na sesję – to może dać się we znaki. Fittingi o godzinie 3 w nocy podczas intensywnego okresu tygodni mody. Jednak wszystkie takie momenty przez lata ukształtowały mnie i nauczyły doceniać te dobre chwile.

No właśnie, podróże to twoje drugie ja? Na co dzień mieszkasz w Nowym Jorku, często wpadasz jednak do Warszawy doglądać Think Love Juices?
Jestem trochę tu, trochę tam – pół na pół. W Nowym Jorku mieszkam 12 lat, tam mam dom, przyjaciół. Jednak mój biznes Think Love Juices jest nowy, więc wymaga poświęcenia mu czasu. Bywa ciężko, jednak jako profesjonalistka przyzwyczajona do ciągłych podróży przez te wszystkie lata w modelingu, nie mam problemu z wsiadaniem do samolotu kiedy tylko jest taka potrzeba.

Częstsze wizyty w Polsce oznaczają więcej krajowych kampanii, takich jak ostatnio Slava i najnowsza dla Mohito.
Tak, z Gosią, moją agentką wybieramy projekty oryginalne i prestiżowe. Slava Ani Szydłowskiej jest projektem niszowym, ale ze świetnym produktem i bardzo ciekawą filozofią, która mi się podoba. Wiedziałam też, że wizerunek stworzony przez Zuzę Krajewską, będzie świetny.

Mohito jest rozpoznawalną marką i bez wątpienia Polska może się nią pochwalić. Do tej pory współpracowali ze wspaniałymi dziewczynami i mają świetny image, więc bardzo mi miło, że mogę być częścią ich nowego projektu.

A co sama sądzisz o polskiej modzie?
Nigdy jej jakoś specjalnie nie obserwowałam. Dość szybko wyjechałam z kraju do pracy w modelingu. W zasadzie zrobiłam tu jedynie kilka pokazów i okładek. Jednak uważam, że dzieje się sporo, zwłaszcza wśród młodych projektantów. Dzięki Instagramowi (którego muszę przyznać, nie jestem wielką fanką) wiele osób ma dużo większe szanse na wybicie się. W łatwy sposób mogą pokazać się światu.

Pamiętasz swoje pierwsze krajowe pokazy?
Właściwie jednym pokazem, który zrobiłam, był pokaz Macieja Zienia.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Mohito. Jak wspominasz pracę nad tym projektem?
Świetnie! Sesję z Mateuszem Stankiewiczem robiliśmy w studiu w Warszawie. Za scenografię posłużyły dziesiątki róż ułożonych w taki sposób, że tworzyły dwie ściany ogrodu. To mocna, silna kampania, ale jednocześnie bardzo kobieca. Dominują w niej romantyczne pastele, ale nie zabraknie elementów z pazurem. Dzięki talentowi Mateusza całość zdecydowanie nabiera charakteru. Muszę przyznać, że do tej pory widziałam jedynie mały fragment, więc tym bardziej nie mogę się doczekać całości.

A skąd pomysł na własny gastrobiznes, Think Love Juices?
Mam mieszkanie na Saskiej Kępie. Wiem, że mieszkają tu ludzie otwarci na nowe trendy i eksperymentowanie.

Rozumiem, że eko jest trendy i jest z Nowego Jorku?
Tak, choć w Nowym Jorku to nie trend, to styl bycia. Chciałabym, żeby u nas też tak było. Żeby ludzie byli przekonani, że warto pić zdrowe soki i dobrze się odżywiać. Zamiast coli sok, zamiast mięsa czasem jednak danie roślinne. Nie chciałam jednak otwierać jakiegoś miejsca, bo jest trendy, tu chodzi o coś innego. Chciałabym, żeby ludzie dokonywali świadomych wyborów i może Think Love Juices im w tym pomoże.

Zatrzymując się na chwilę przy NYC, jak wygląda regularny dzień Ani Jagodzińskej w tym mieście?
Uwielbiam dni kiedy z Europy wracam do NYC, bo zazwyczaj mam wtedy cały dzień dla siebie plus jet lag, więc wstaję wcześnie rano. A takie wczesne pobudki bez budzika uwielbiam! Zazwyczaj robię sobie sok lub kupuję go na mieście, idę na paznokcie czy masaż. Płacę też rachunki i załatwiam zaległe sprawy. Nie wspominając o spotkaniach z przyjaciółmi, zajrzeniu do ulubionej knajpki czy pójściu do kina. Taki bardzo normalny dzień.

A w Warszawie?
Zajmuję się Think Love Juices. W zasadzie jestem w kontakcie z nimi 24 godziny na dobę, choć kiedy przyjeżdżam do Warszawy znajduje czas na inne sprawy. Tutaj mam rodziców, brata, ukochanego psa. Często wpada do mnie w odwiedziny mama, albo ja jeżdżę do nich przynajmniej na przysłowiową chwilę. Mam też dużo spotkań biznesowych, także z moją agentką, Gosią.

Prowadzenie własnego biznesu to wyzwanie?
Zawsze myślałam, że chcę mieć coś więcej poza modelingiem. Poza tym, jestem osobą, która potrzebuje w życiu stymulacji i zmian. Ciężko było mi znaleźć coś swojego, były rozmowy o biżuterii, bieliźnie, świecach…

Magazynie?
Nie, jakoś niespecjalnie. Pewnego dnia wpadłam na soki, albo one wpadły na mnie i wszystko potoczyło się bardzo szybko. Odpowiednia lokalizacja, praca nad logo, nazwą, menu z naszą dietetyk i szefem kuchni.

Ciężko jest chyba znaleźć dobrą ekipę?
Ja się przywiązuję do ludzi, ciężko jest znaleźć ludzi, którym można zaufać. Ja miałam jednak szczęście. Pracując od 15.roku życia przekonałam się nieraz, że trzeba dawać z siebie 110% i że takimi ludźmi się chcę otaczać. Muszą mieć pasję, energię.

Energia bije także z tygodni mody i odbywających się tam pokazów. Czy są jakieś pokazy, które wspominasz szczególnie dobrze?
Wszystkie pokazy Chanel zapadają w pamięć, tak samo jak Johna Galliano. To jak branie udziału w sztuce na Broadway’u.

Poznałaś słynnego Karla i nie ustępującego mu kreatywnie Johna Galliano?
Tak, pracowałam z nimi. To są artyści, a ja poznałam ich przy pracy. W artystycznym amoku i pod wpływam dużej dawki adrenaliny. Zrobili na mnie ogromne wrażenie. Zawsze mnie fascynowało to co i w jaki sposób tworzą.

A co sądzisz o wielkich zmianach w branży? Zmianie sezonów na tylko i wyłącznie te główne?
Projektanci to artyści. Potrzebują czasu na pracę nad kolekcją. Obecnie jest presja czasu jest ogromna. Ci ludzie nie mają czasu dla siebie, pracują non stop, żeby nadążyć za wszystkimi śród sezonami, głównymi sezonami, resortami… Kończą jedną kolekcję i zaczynają drugą. Dla projektantów takie rozwiązanie może być zbawienne. Dla modelki nie ma to większego znaczenia, osobiście robiłam zazwyczaj tylko dwa sezony, nigdy nie stawiałam na couture czy Resort.

Co powinna zrobić początkująca modelka, aby tak jak Ty, trafić na listę top modelek models.com?
Skupić się na pracy, często ciężkiej i wymagającej i zaufać swoim agentom. Otaczać się właściwymi, mądrymi ludźmi, którzy popchną ich karierę do przodu. Potrzeba też odrobiny szczęścia (śmiech).

ZobaczSchowaj komentarze

VASINA MAĆKOWIAK: „Uczę się cały czas, przy każdym projekcie” [WYWIAD]

Bezkompromisowa, prawdziwa, z niesamowitym poczuciem humoru. Te cechy swojej osobowości Vasina Maćkowiak – stylistka i kostiumografka, przelewa na oryginalne projekty. Lubi iść pod prąd. Dlatego zamiast podążać ślepo za trendami, wykreowała swój własny, niepowtarzalny styl oparty na geometrycznych kształtach, pięknych printach i wyjątkowych kolorach. Vasina łączy to, co pozornie do siebie nie pasuje i wychodzi jej to doskonale. Od 15 lat stylizuje Monikę Brodkę i inne polskie gwiazdy, ale teraz jej uwaga skupia się głównie na własnej markce Vasina Studio. Nam zdradza jak radzi sobie z Instagramem, czego nauczyła ją babcia i dlaczego nie może zacząć dnia bez jogi. Odpowiedzi są, podobnie jak ich autorka, zupełnie niespodziewane.

Od czego zaczynasz swój dzień?

Od Jogi. Uspokaja mnie, pozwala mi się wyciszyć. Po ćwiczeniach biorę głęboki oddech i staram się podchodzić do wszystkiego ze spokojem, co nie jest dla mnie łatwe, bo z natury jestem cholerykiem.

Ćwiczysz sama w domu?

Nie, chodzę na zajęcia. Inaczej nie umiałabym się zmobilizować. Zrobiłabym to raz i na tym, by się skończyło.

O której zaczynasz zajęcia?    

6:30!

Jesteś moją bohaterką!

Nietypowa z ciebie projektantka, nie powielasz tego co już jest na rynku, nie podążasz za trendami, tworzysz zupełnie nową jakość. Co cię inspiruje?

Ja chyba nie szukam inspiracji. Niektóre rzeczy po prostu chodzą mi po głowie, pojawiają się nagle i nie opuszczają moich myśli. Nawet, jeśli w danej chwili nie mam na nie wystarczającej ilości czasu, to zapamiętuję je i później rozwijam. Teraz marzy mi się pokaz. Pomysł, jak ma wyglądać mam już w głowie od dawna. Dojrzewa i czeka na swój moment. Nie mam jeszcze gotowych rozwiązań na każdą z sylwetek, ale samą inspirację już tak. Chodzą mi po głowie wrażenia, figury (bardzo często geometryczne) i na ich bazie buduję konkretne ubrania. Jak wygląda proces tworzenia?

Muszę znaleźć kolorystykę. Do tego potrzebuję ciszy, spokoju, bo rozwiązań szukam w mojej głowie. Próbuję wyobrazić sobie kobiety w moich ubraniach. Rozwiązania i pomysły na ich konstrukcję rodzą się podczas szycia. Nie rozrysowuje dokładnie każdej sylwetki, tworzę jedynie plan, a później to już praca z tkaniną, krawcową, z konstruktorem. Trzeba mądrze zbudować kolekcję. Cierpię na nadmiar pomysłów, a przy pokazie trzeba dokonać wyboru i zbudować z tego sensowną historię bazującą na jednej, dwóch maksymalnie trzech sylwetkach. Nie może być ich za dużo. Najlepiej zapamiętywane są te pokazy, które bazują na jednym, głównym motywie.

Tak wygląda praca przy pokazowych kolekcjach. A jak przekłada się to na ubrania, które twoje klientki będą nosić na codzień?

Tak buduję kolekcję, żeby każda kobieta, która przychodzi do mnie, miała możliwość wybrania i poskładania tych wybranych ubrań, w jedną spójną całość. Nie może być tak, że każda rzecz z osobna jest piękna, ale nijak się ma do pozostałej części kolekcji. Bardzo często moje klientki chcą mieć od razu ,,z głowy” całą sylwetkę np. podoba im się marynarka i pierwsze pytanie jakie się pojawia to ,,Ale co co ja do niej założę? Jakie spodnie? Jaką spódnicę?”. Prawdopodobnie jest to związane z brakiem czasu. Kobieta chce mieć gotowe rozwiązanie, żeby konkretny ,,ciuch” mógł od razu wyjść na ulicę.

Który etap lubisz najbardziej? Wymyślanie, projektowanie, pracę z materiałem?  

Każdy z tych etapów ma swoje plusy i minusy. Ale zdecydowanie bardziej wolę etap twórczy. Gorzej ze stroną czysto techniczną, jeżdżeniem po hurtowaniach, szukaniem właściwego materiału, czekaniem kiedy przyjdzie i czy w ogóle. Sam proces twórczy, czyli praca z materiałem, jak już go mam, jest bardzo przyjemny.

Jak długo powstaje jedna sylwetka?  

To zależy. Czasami, kiedy projektuję i szyję, wszystko pięknie się układa, a czasami jeden projekt zmieniam trzy razy, bo okazuje się, że coś co wymyśliłam nie jest w ogóle funkcjonalne. A szczególnie zależy mi, by moje rzeczy były funkcjonalne, wygodne, żeby były komfortowe w noszeniu i ogólnym użytkowaniu.

Które materiały i kroje należą do twoich ulubionych?  

Geometryczne. Nie przepadam za zwiewnościami, może dlatego, że po prostu gorzej sobie z nimi radzę. Czasami podejmuję trudne dla mnie wyzwania np. sukienka dla Moniki Brodki z koronki. Nie dlatego, żebym była niezadowolona z efektu, ale dlatego, że to zupełnie nie mój materiał. Chciałam się z nim zmierzyć, może jeszcze kiedyś wrócę do koronki. Nie pracowałam nigdy z szyfonem czy z tiulami, zwiewnościami i romantycznymi materiałami, chociaż nie wykluczam, że kiedy będę miała na nie pomysł to na pewno ich użyję. Co nosisz najczęściej? Czego masz najwięcej w szafie?

W szafie mam śmietnik (śmiech). Może dlatego, że nie umiem nic wyrzucać. Jestem typem zbieracza, trzymam wszystko, niczego nie wyrzucam, chyba że coś przez przypadek przypalę albo kot zadrapie. Rzecz musi być już naprawdę bardzo zniszczona, żebym potrafiła się z nią pożegnać. Porządki robię innym, np. moim klientkom. Wyżywam się wtedy i sprawia mi to ogromną przyjemność.

To ile lat ma najstarsza rzecz w twojej szafie?

Mam jeszcze kilka rzeczy z podstawówki, w które się o dziwo mieszczę! Ale są też takie, w które się nie mieszczę, ale i tak nadal je trzymam. Zawsze wmawiam sobie, że te rzeczy przerobię, albo będzie dla dziecka… Oczywiście tak się nie dzieje, bo prucie, przycinanie to syzyfowa praca. Ale chodzi mi po głowie zrobienie kolekcji wyłącznie z rzeczy z recyclingu. Jaki jest Twój stosunek do Social Mediów, popularnego Instagrama? Teraz kiedy masz sklep internetowy widzisz zależność? Jak sprawa się ma z Twoim Instagramem?

Uczę się go, bo próbuję nie zostać w tyle. Nie mam 20 lat, gdybym tyle miała to ogarnęłabym Social Media w 100%. Staram się nie walczyć z nowymi technologiami, staram się raczej je oswoić, zaprzyjaźnić z nimi. Idzie mi to może wolniej niż innym, bo nie jestem mocna w nowinkach technologicznych, ale rozumiem, że świat idzie do przodu. Można próbować to oceniać, ale to strata czasu. Na razie swoje konto prowadzę sama. Pewnie są tego plusy i minusy. Korzyści są takie, że przywiązuję dużą wagę do estetyki, uwielbiam wybierać zdjęcia, dopasowywać itp. Z drugiej strony przypuszczam, że gdyby zajmował się tym ktoś inny, bardziej profesjonalny, to robiłby to lepiej i skuteczniej niż ja. Mam też świadomość, że sklep internetowy trzeba zareklamować. Jeśli nie masz inwestora lub nie masz odłożonych sporych oszczędności na reklamę, to trzeba to robić za pomocą innych narzędzi. Jednymi z nich są właśnie Instagram czy Facebook.

Takie portfolio projektanta…

Tak, ale ktoś musi jeszcze go znaleźć! (śmiech)

Dlatego tu dzisiaj siedzimy i rozmawiamy (śmiech). Jaka jest twoja estetyka, jakbyś ją opisała? 

Nie jestem dobra w teorii. Najbliższe są mi kolory i konstrukcje. Kocham prace z nimi. Sama bardzo słabo szyję, nie mam do tego cierpliwości, ale widzę przestrzennie i kiedy projektuję, jestem w stanie zobaczyć ciuch dosłownie od środka. Spędziłam pół życia w zakładzie krawieckim, bo moja babcia szyła gorsety przed wojną, w trakcie i tuż po niej. Miała swój własny zakład i atelier na rynku w Krakowie. Tam wśród maszyn do szycia spędziłam całe dzieciństwo, ale babcia nie miała cierpliwości, żeby dawać mi  jakieś skrawki materiału i uczyć mnie szyć. Wielka szkoda… Myślę, że babcia byłaby dumna, że zajęłam się projektowaniem. Nie dożyła niestety czasów, kiedy zaczęłam się tym zajmować… Choć sama, jak wspomniałam, nie najlepiej szyję to uwielbiam odgłos maszyny. Bardzo dobrze się czuję w szwalni, uwielbiam przesiadywać u mojej krawcowej. Bo w tym całym anturażu, wśród ścinków mogę poczuć się znów jak w dzieciństwie.

Jakie cechy w takim razie powinien mieć Twoim zdaniem, projektant?

Są tacy, którzy kończą super szkoły i tacy, którzy są samoukami. Ciężko powiedzieć.

A Ty do której grupy należysz?

Ja skończyłam szkołę. Przez cztery lata studiowała projektowanie. Uczęszczałam do studium technik teatralnych, gdzie m.in. miałam zajęcia z charakteryzacji, perukarstwo i wszystkie około modowe historie. Ja chyba jestem takim pół samoukiem, pół profesjonalistą. Robię to z wielkiej pasji, cały czas się uczę i pewnie do końca życia będę, może dlatego, że nie mam bardzo solidnych podstaw.

To piękne co mówisz. Rzadko projektant ma odwagę powiedzieć, że się uczy przez całe życie…

Uczę się cały czas, przy każdym projekcie. Jeszcze wrócę do estetyki, bo bardzo mnie zainteresowała poruszona przez Ciebie kwestia koloru. Sama zazwyczaj jesteś ubrana w ciemne barwy?  

Tylko zimą, bo poruszam się na rowerze. Kolor czarny jest po prostu bezpieczny podczas polskiej zimy, jesieni i wczesnej wiosny. Natomiast latem jestem „kolorowa”. Bardzo podobają mi się osoby ubrane całe na czarno. Jest to niezmiennie dla mnie fascynujące, ale brakuje mi bardzo koloru na polskich ulicach.

Masz swoje ulubione kolory?

Nie, nie mam. Jak widać są i czarne zestawy w mojej kolekcji, około czarne, ale i też bardzo mocne, wyszukane zestawienia kolorystyczne. Jestem w tym dobra. Potrafię z pamięci odtworzyć idealnie kolor.

Co kolor daje ubraniom?          

Sam kolor nic. Trzeba dobrać go do osoby. Odcień, który mamy blisko twarzy, tak samo jak podkład, powinien idealnie pasować. Osobiście wolę zimne kolory (może dlatego, że źle wyglądam w ciepłych), ale jako projektantka nie mam ulubionego. Zdarza mi się powiedzieć, że nie lubię jakiegoś koloru, a 5 minut później widzę go gdzieś zestawiony z inną barwą i myślę ,,Boże, jakie to jest piękne!”. Poza tym kolory, których generalnie nie lubię, okazują się być świetnym tłem do nadruków. Granat np. ze wszystkim dobrze wygląda, ale są kolory, które ja nazywam ciężkimi – piękne z założenia, ale później się okazuje, że do niczego nie pasują.

Jakie masz plany na rozwój marki? Jak widzisz ją za 5 lat?

To bardzo trudne pytanie. Nie mam jeszcze marketingowego podejścia do projektowania i myślę, że 5 lat to dla mnie teraz zbyt odległa przyszłość. Na pewno chciałabym rozwinąć sklep internetowy, mieć stałą sprzedaż, regularnie sezonowo robić kolekcje i wprowadzać nowe produkty. Chciałabym sprzedawać również za granicą. Miałam już zamówienie zza granicy i  dążę do tego, żeby za pół roku strona działała też dla klientów z Europy, a może i poza nią. Jeśli chodzi o linię limitowaną (Vasina Studio) to oczywiście będę pracować z moimi obecnymi klientkami. Marzy mi się pokaz po wakacjach. Nie wiem czy się uda, ale jestem dobrej myśli – jak zawsze.

Odkąd masz sklep, dzielisz projekty na te sceniczne, „galowe”, które zakładają gwiazdy i takie na codzień? Czy mają wspólny mianownik?

Oczywiście, ale rzeczywiście mam linię podzieloną na Vasina i Vasina Studio. Vasina Studio to droższa linia szyta na zamówienie, a Vasina – tańsza. Tu znajdują się te casualowe ubrania i te głównie sprzedaję przez sklep on-line. Ma pełną rozmiarówkę, którą oczywiście można też kupić w moim showroomie (ul. Nowogrodzka 18/10a w Warszawie, na spotkanie najlepiej umówić się wcześniej mailowo shop@vasinastudio.com). Mam też kolekcję limitowaną, którą odszywam na zamówienie i konkretny wymiar, bo nie wszystkie rzeczy da się sprzedać przez internet. Dla mnie marynarki czy garnitury nie są rzeczami do kupowania przez Internet. Trzeba je zmierzyć i dopasować do sylwetki.

ZobaczSchowaj komentarze

Najmodniejszy owoc sezonu? Wiśnia! Upewnij się, że nie zabraknie jej w Twojej szafie

Anya Hindmarch

Breloczek
ok. 600 zł

Aquazzura

Sandałki
ok. 800 zł

Essentiel Antwerp

Bluzka
567 zł

Essentiel Antwerp

Spodnie
724 zł

Furla

Torebka
1442 zł

Gucci

Buty
3800 zł
Modę tworzą ludzie. Jest to zjawisko społeczne, które dotyczy każdego w mniejszym lub większym stopniu. To rozpędzony mechanizm, napędzany energią stylistów, projektantów, modelek, bloggerów, trendsetterów. Odkrywamy tajemnice największych osobowości branży. W inspirujących wywiadach opowiadają o bodźcach, które stymulują ich do działania, o własnym stylu, o otaczającym ich środowisku. Rozmowy z osobowościami świata mody zawierają ciekawe prognostyki i poruszają zjawiska angażujące uwagę. Mówiąc o ludziach pragniemy pokazać nie tylko mainstream. Odważnie demonstrujemy stylizacje osób śledzących trendy i zachowujących własny, niepowtarzalny styl. Przekazujemy krótkie newsy oparte na fotografiach. Chętnie prezentujemy szyk prosto z ulic światowych stolic mody.
Drogi użytkowniku/użytkowniczko!
Dziękujemy za zaufanie i zainteresowanie serwisem fashionpost.pl :)

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji o ochronie danych osobowych (RODO) prosimy o akceptację subskrypcji.

Po naszej stronie leży ciągłe dbanie o Twoje zadowolenie z użytkowania serwisu. Jeżeli otrzymujesz od nas informację, to oznacza, że nadal nie będziemy wysyłać SPAMu ani udostępniać Twoich danych innym podmiotom (poza tymi, z których usług korzystamy do realizacji procesu wysyłki naszego Newslettera).
Możesz w dowolnym momencie zrezygnować z naszego Newslettera, usunąć konto i zablokować wiadomości od nas. Mamy jednak nadzieję że chcesz zostać z nami!

O zmianach związanych z RODO – kto, co i dlaczego?

Potwierdzając swój adres e-mail za pomocą poniższego przycisku (linku) wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez administratora serwisu fashionpost.pl w celach: marketingu bezpośredniego dotyczącego własnych produktów i usług. Osoba, której dane dotyczą, ma prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody przed jej cofnięciem. Dane w tym celu przetwarzane będą na podstawie art. 6 ust. 1 lit. a) Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO). Dane będą przechowywane do momentu wycofania zgodny na ich przetwarzanie.

W celu realizacji uprawnień, prosimy wysłać wiadomośc e-mail pod adres kontakt@fashionpost.pl

Twoje dane (imię/pseudonim i adres e-mail) mogą być przekazywane do podmiotów zewnętrznych, również mających siedzibę poza terytorium Unii Europejskiej w celu realizacji usług (np. wysyłka Newslettera).
W każdej chwili możesz wypisać się z listy klikając w link rezygnacji.

EU General Data Protection Regulation
25 maja 2018 wchodzi w życie RODO, czyli General Data Protection Regulation (GDPR).
Szczegółowe informacje na ten temat znajdziesz tutaj

Potrzebujemy Twojej zgody, jeśli chcesz korzystać z naszego serwisu również po 25 maja 2018 roku.
Wyraź zgodę, klikając przycisk poniżej

Instalowanie plików cookies na Twoich urządzeniach i dostęp do tych plików

Serwis fashionpost.pl wykorzystuje technologie plików cookies, które służą do zbierania i przetwarzania danych osobowych oraz danych eksploatacyjnych. Dzięki temu jesteśmy w stanie personalizować udostępniane treści i reklamy oraz analizować ruch na naszym serwisie.
Dzięki plikom cookie stale poprawiamy jakość naszych treści. Zapewniamy Ci także lepszą obsługę, ponieważ widzisz tylko to, co leży w kręgu Twoich zainteresowań.
Nam natomiast pliki cookies umożliwiają złożone badania i analizę zainteresowania publikowanymi przez nas materiałami, przez co jesteśmy w stanie stale zapewniać wszystkim użytkownikom najwyższą jakość.

Zobacz naszą politykę prywatności