STYL ŻYCIA

Agnieszka Holland: rozbijając szklany sufit

15.02.2021 Kamila Banak

Agnieszka Holland: rozbijając szklany sufit
Fot. East News

Reżyserka, artystka, intelektualistka. Jest jedną z najważniejszych osób kina europejskiego, została pierwszą prezeską Europejskiej Akademii Filmowej i w widowiskowy sposób rozbiła szklany sufit filmowego świata, mimo iż – jak twierdzi – dalej go nad sobą czuje. Zawsze odważnie zabiera głos w dyskusjach publicznych, deklaruje się jako feministka, a w swoje filmy nierzadko wplata wątki o właśnie takim charakterze. Kim jest Agnieszka Holland i jak wygląda jej osobista walka o prawa kobiet?

Urodziła się w 1948 roku w Warszawie, studiowała na Wydziale Filmowym i Telewizyjnym Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze. Karierę rozpoczęła asystując Krzysztofowi Zanussiemu i Andrzejowi Wajdzie, współpracowała również z Krzysztofem Kieślowskim. Dzięki swojemu talentowi i nieustępliwości zaczynała podpatrując przy pracy największe sławy polskiej kinematografii – tylko po to, aby wkrótce samej się tą sławą stać. Nakręciła m.in. „Plac Waszyngtona”, „Janosika. Prawdziwą historię”, „Gorejący krzew” oraz „Pokot” według powieści Olgi Tokarczuk. Została laureatką nagrody krytyków w Cannes za swoich debiutanckich „Aktorów prowincjonalnych”, a do Oscara została nominowana za filmy: „Gorzkie żniwa”, „Europa, Europa”, „W ciemności”. Osoby z którymi pracuje opisują ją jako żywiołową i bardzo zdecydowaną, o silnym charakterze. Z tych słów można wysnuć wniosek, że Agnieszka Holland jest urodzoną przywódczynią.

Agnieszka Holland ma określoną wizję Europejskiej Akademii Filmowej na której czele stoi. Organizacja filmowa, którą kieruje Polka, wielokrotnie stawała na przykład w obronie artystów, ich wolności słowa oraz twórczości, a także jawnie sprzeciwiała się wszelkiej nietolerancji, na przykład wobec osób należących do społeczności LGBT. Prywatnie reżyserka często gości na paradach równości, a w swoich filmach często przedstawia walki z systemem i opresją, nie tylko tą polityczną. Sama również nie boi się wprost skrytykować obecnego rządu w Polsce.

Została laureatką X Kongresu Kobiet, który odbywał się w Łodzi. Laudację wygłosiła wówczas Olga Tokarczuk, również uhonorowana na Kongresie. „Zawsze po stronie tych, których dotyka jakiś rodzaj wykluczenia i niesprawiedliwości. Mówi, co myśli. Bez owijania w bawełnę” – powiedziała wtedy o niej. Dodała również, że reżyserka jest „zdolna, utalentowana na wielu poziomach, pracuje intuicją, zawsze mając w obiektywie człowieka”.

Prawicowe media bardzo często przytaczają wypowiedzi reżyserki, próbując zdyskredytować Agnieszkę oraz jej twórczość, która zahacza nie tylko o tematy ściśle polityczne, feministyczne, ale również antysemickie, co zdecydowanie nie podoba się niektórym środowiskom – szczególnie tym, które historię Polski chciałyby widzieć jedynie w wersji bohaterskiej martyrologii. Są to oczywiście działania podejmowane na próżno, zwłaszcza, że dzieła artystki i jej sukcesy przecież doskonale bronią się same. W wywiadzie, który dla Wysokich Obcasów przeprowadziła z Holland Magdalena Środa, reżyserka powiedziała, że “kobiety są wtłaczane w tak zwane tradycyjne role, że są przymuszane do rodzenia – to ze strachu. Tego samego, który był jednym z motywów głosowania na Trumpa” i tym przykładem poparła siłę emancypacji. Stwierdziła również, że Polska zmienia się, gdyż dawniej, zwłaszcza po transformacji i w latach 90, kobiety nie deklarowały się jako feministyki, raczej posłusznie budowały państwo na modłę, którą usilnie kreował kościół. “Teraz feminizm jest inny” – podsumowuje.