Zuza Bijoch o „Azji Express”: To był ciągły pęd [WYWIAD]

Zuza i Julia Bijoch, siostry, prowadzą zupełnie odmienny styl życia. Decydując się więc na wspólny udział w „Azji Express” ryzykowały nie tylko ośmieszenie się przed milionami widzów i przegraną, ale też nadwyrężenie siostrzanej miłości. Na szczęście ta pozostała niezagrożona. A z czym jeszcze zmagały się uczestniczki, które dla wielu są teraz faworytkami w telewizyjnym wyścigu?

Patryk Chilewicz: Co was najbardziej zaskoczyło w całym programie „Azja Express”?

Zuza Bijoch: Zaskoczyło nas to, że wszystko działo się tam naprawdę bez udawania. Uczestnicy pierwszej edycji mówili: „Oj dziewczyny, przygotujcie się, bo łatwo nie będzie”. Przed wylotem do Azji miałam jeszcze myśli, że skoro jest to tak duża produkcja, to jej scenariusz musi być już z góry ustalony. To było złudzenie. Podczas programu nie możesz się nawet zapytać kogoś z boku gdzie masz biec, nic! Jesteś sam i jeśli pomyliłeś trasę, poruszasz się w całkowicie innym kierunku przez cały dzień, to nikt ci tego nie powie. Zorientujesz się najprawdopodobniej pod wieczór, gdy reszta uczestników będzie już dawno na mecie odcinka.

Julia Bijoch: Tak, każdy uczestnik mógł liczyć tylko na siebie i swojego partnera.

Zuza: Dla mnie niesamowite było też to, że w momencie, kiedy zaczyna się program i Agnieszka mówi, że za 300 km w innym mieście będzie flaga, to myślisz sobie: jestem na Sri Lance w mieście x, nie wiem gdzie jadę, jakaś flaga przy jakimś sklepie, przecież w życiu tego nie znajdę… A później, po czterech godzinach, dojeżdżasz do tego punktu i okazuje się, że niemożliwe staje się możliwe.

Obie macie swoje światy i tak naprawdę znalezienie się w samym środku tego zamieszania musiało być trochę traumatyczne. Miałyście w trakcie nagrywania taką myśl „nie, to był błąd, trzeba było nie brać tej propozycji”?

Julia: Pierwszego dnia tak miałyśmy. Początkowo, nie było łatwo odnaleźć się w całkiem nowej sytuacji. Były chwile zwątpienia, myśli, że to nie jest program dla nas, że co my najlepszego zrobiłyśmy, że na pewno będziemy ostatnie na mecie. Jednak z biegiem czasu się rozkręciłyśmy. (śmiech)

Zuza: Początkowe dni wyścigu były szokiem. Tak jak wcześniej mówiłam, my nigdy nie jeździłyśmy na wycieczki z plecakiem, kempingi, wspinaczki, nawet obozy szkolne często omijałyśmy. Sytuacja, gdzie mamy świadomość, że jeśli nie znajdziemy szybko jakiegoś domu to będziemy spać pod namiotem, była dla nas czymś zupełnie nowym. My nawet nie wiedziałybyśmy jak ten namiot się rozkłada! Było ciężko, ale na szczęście nie musiałyśmy go nigdy użyć. (śmiech)

With my crazy unicorn @juliabijoch 💕

A post shared by Zuzanna Bijoch (@bijochzuzanna) on

Jesteście siostrami i już w pierwszym odcinku mówicie, że łączy was niezwykła więź, ale wiem, że tak czasami jest, że nawet jak ludzie się kochają i są rodziną to mimo wszystko gdy spędzają ze sobą dużo czasu to gdzieś te napięcia się pojawiają. U was były momenty „kocham cię, ale cię zabiję”?

Julia: Myślałyśmy o tym przed wyjazdem. Wiedziałyśmy, że albo będzie super albo pożremy się tak, że będziemy mieć siebie dosyć już po drugim dniu.

Zuza: I żałować, że pojechałyśmy.

Julia: To była trochę ruletka, bo tak naprawdę człowiek nigdy nie wie jak zachowa się w ekstremalnych warunkach. Można mieć wizję tego oglądając to na kanapie, a jednak jak się jest już w samym środku tej całej wichury to reaguje się zupełnie inaczej.

Czego wam najbardziej brakowało podczas wyjazdu?

Zuza: Przed pójściem spać brakowało mi czegoś w stylu miłego resetu i odpoczynku. To był ciągły pęd, nie było momentu żeby zrobić cokolwiek innego niż związanego z amuletem, checkpointem, wyścigiem… Wszystko było sfokusowane na grze.

Julia: Wchodzi się do zupełnie innej rzeczywistości. Nagle najważniejszym punktem dnia jest to, czy zdobędzie się amulet, czy uda się złapać samochód…

Zuza: I immunitet.

Julia: I immunitet, to były aspekty, które nagle przybierały rangę najważniejszych.

Zuza: Pamiętam, że pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po powrocie do Polski było sprawdzenie wszystkich maili, rachunków… To był powrót do rzeczywistości. Uświadamiasz sobie, że przez cały czas, kiedy uczestniczyłeś w niezwykłej grze, życie toczyło się dalej.

Kochani już dzisiaj kolejny etap wyścigu!📍👭🎒 Godzina 21:30 @tvn.pl @azjaexpresstvn

A post shared by Julia Bijoch (@juliabijoch) on

Co po programie? Obie nie uczestniczycie w takim stricte życiu show-biznesowym w Polsce. Na pewno wasza popularność po „Azji Express” wzrośnie i pojawią się różne propozycje. Myślicie o swoich dalszych planach związanych z polskimi czerwonymi dywanami?

Zuza: Prowadzimy bardzo intensywne życie. Każda z nas działa w innej branży. Julia właśnie skończyła studia stomatologiczne. Przez kolejne pół roku pewnie będzie można częściej zobaczyć nas razem. To jest fajnie, bo dla mnie jest to zawsze okazja żeby spotkać się z siostrą i spędzić z nią cały dzień, dwa, trzy… tydzień, miesiąc, ile ze mną wytrzyma! (śmiech)

Our team😄💃🏻💃🏻today @azjaexpresstvn #pressday

A post shared by Julia Bijoch (@juliabijoch) on

ZobaczSchowaj komentarze

Gabi Drzewiecka: Lubię pozytywnie nakręcać ludzi [WYWIAD]

Dziennikarka muzyczna w tym sezonie zaskoczyła nieco swoją nową rolą prowadzącej programu „Mistrzowskie cięcie” w stacji TVN Style. Jak czuje się w otoczeniu adeptów sztuki fryzjerskiej? Czy bolą ją plotki na jej temat? Który z jej dotychczasowych rozmówców był najtrudniejszy? Między innymi o tym Gabi Drzewiecka opowiedziała w wywiadzie dla Fashion Post.

Patryk Chilewicz: Na wstępie nieco bezczelnie: co robisz w tym projekcie? Dotąd kojarzyliśmy cię przede wszystkim z muzyką.

Gabi Drzewiecka: Wciąż jestem przede wszystkim dziennikarzem muzycznym, ale gdy dostałam taką propozycję przyznaję szczerze, że od początku bardzo mi się to spodobała. Traktuję to jako oddzielny projekt, zabawę, ale też fajne wyzwanie żeby sprawdzić się w czymś innym niż w muzyce, w której na co dzień czuję się super dobrze.

Ciężko wejść w świat urody? To zupełnie inne klimaty.

Tak, ale z drugiej strony też jest trochę tak, że jak robisz wywiad z muzykiem to chcesz być empatyczny i do niego dotrzeć. Tak samo jest z uczestnikami „Mistrzowskiego cięcia”. Oni też mają swoje problemy, płaczą, cieszą się, a po konkurencjach różnie bywa – jeden się raduje, drugi nie, są między nimi różne ekscesy. Moja praca polega na tym, że mam z nimi porozmawiać, pocieszyć, więc czułam się dobrze w swojej roli. Lubię nakręcać ludzi na pozytywne działania, nie lubię negatywnych emocji, więc starałam się im wyjaśniać, że jeżeli odpadłaś z programu to nie patrz na to jak na porażkę, bo w końcu się do tego programu dostałaś z masy innych ludzi. Cieszę się, że przypadła mi taka rola przypadła.

Od momentu kiedy zaczęłaś współpracować z TVN zaczęłaś być porównywana i opisywana jak rasowa celebrytka. Podobno chciałaś wygryźć Anię Wendzikowską, jesteś podobna do Cheryl Cole… Śmieszy, martwi, bawi Cię to?

Jak się widzi to z zewnątrz i czyta o obcych ludziach to czasami człowiek się zastanawia ile jest w tym prawdy. Jak dotyczy to mnie to zastanawiam się kto to w ogóle wymyśla. Porównanie mnie do Ani Wendzikowskiej jest całkiem logiczne, bo obie przeprowadzamy anglojęzyczne wywiady, natomiast Ania zajmuje się filmem, na którym ja się nie znam, a ja zajmuję się muzyką, która Ani pewnie nie fascynuje tak jak film. My sobie w drogę nigdy nie wchodziłyśmy, nigdy nie miałam intencji zabierania się za filmowe wywiady i Ania nie garnęła się do robienia moich muzycznych wywiadów, więc kosy tutaj nigdy nie było i nigdy nie będzie, bo mnie jej działka nie interesuje, a jej moja.

Który wywiad był najtrudniejszy?

Bryan Adams.

Dlaczego?

Bardzo ciężki rozmówca, krótko odpowiadał na pytania i dużo rzeczy odbierał jako atak, mimo tego, że miała być to pozytywna zaczepka. Pierwszy raz spotkałam się z tym żeby człowiek był tak sztywny. Zastanawiam się z czego to wynikało, czy z tego, że on sam nie lubi udzielać wywiadów i czuje się skrępowany w takiej sytuacji, bo też tak może być. To było dla mnie trudne, napociłam się i namęczyłam w trakcie tej rozmowy.

ZobaczSchowaj komentarze

Trendy jesień-zima 2017: na niebiesko

TOPSHOP BOUTIQUE

KOSZULA
OK. 350 ZŁ

TOPSHOP

SWETER
OK. 2000 ZŁ

TOPSHOP

SUKIENKA
OK. 250 ZŁ

TOPSHOP

PŁASZCZ
ok. 400 zł

ISABEL MARANT

BUTY
OK. 1600 ZŁ

H&M

SPODNIE
199,90 ZŁ
Zajmujemy się wszystkim, co w kulturze związane jest z modą. Interesują nas film, teatr, książki, muzyka, sztuka, fotografia... Opisujemy najważniejsze wystawy w Polsce i za granicą. Analizujemy kostiumy w ciekawych filmach – tych sprzed lat i premier. Nie zapominamy też o serialach, które są teraz równie popularne, co kino. Zaglądamy za kulisy sztuk teatralnych. Rozmawiamy z kostiumografami. Czytamy nowości książkowe, oglądamy albumy fotograficzne i te wydane przez wielkie domy mody. Zadajemy cykliczne „5 pytań do…” ciekawym osobom, które w jakiś sposób należą do świata mody. Zwiedzamy miasta w kraju i na świecie, żeby tworzyć przewodniki po nietypowych miejscach. Analizujemy modę uliczną przez pryzmat sesji zdjęciowych dobrych fotografów. Przeglądamy Instagram, żeby polecać dobre kanały.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.