Polacy konsumują na pokaz

O zjawisku „fast fashion”, błędnym kole polskiego rynku oraz o stosunku do luksusu statystycznego Kowalskiego opowiada dr hab. Tomasz Sikora, wieloletni wykładowca SGH w Warszawie, specjalista od marketingu dóbr luksusowych i jeden z prelegentów spotkania „Sztuka sprzedawania dóbr luksusowych”, które odbędzie się już 25 marca w Warszawie.

Skąd bierze się luksus?
Według historyków luksus, czyli produkty będące odzwierciedleniem bogactwa i symbolami statusu społecznego, był ściśle związany już z prehistoryczną konsumpcją na pokaz. Jak twierdził Thorstein Veblen, w czasach rozpadu wspólnoty pierwotnej wraz z własnością prywatną pojawiło się również bogactwo jako wyznacznik prestiżu. Wcześniej prestiż i pozycja w grupie była zawdzięczana sile, osiągnięciom łowieckim, czy osiągnięciom w walce, ale w pewnym momencie, w trakcie rozwoju ludzkości, pojawiło się bogactwo jako czynnik prestiżu. Można więc powiedzieć, że luksus towarzyszy nam od tysiącleci. Przedmioty luksusowe służyły przede wszystkim władcom i innym członkom elit społecznych – ich przykłady można znaleźć w każdej bardziej rozwiniętej cywilizacji starożytnej.

Jaki jest stosunek do luksusu przeciętnego Kowalskiego?
Przeciętny Kowalski w swoim świecie luksusu, obok powszechnie znanych marek, takich jak Mercedes, Audi, Dior i Chanel umieszcza silne marki z górnej półki, np. Adidas, Avon, Oriflame, Nivea czy L’Oreal oraz np. Finlandia, Martini, Sony, Samsung, Panasonic itp. (wynika to z badań przeprowadzonych przeze mnie w 2009 r. i przez firmę ARC Rynek i Opinia w 2012 r.). Kowalski na pewno nie kupuje marek luksusowych. Gdy badano odsetek konsumentów kupujących dobra „rzeczywiście” luksusowe, to okazało się, że są to pojedyncze procenty, w porywach do 1-2% (oraz do ok. 5% w przypadku wymienionych marek samochodów, w większości przypadków z rynku wtórnego). I oczywiście badacze powinni się przeciętnym Kowalskim interesować, ale on ma niewiele wspólnego z markami luksusowymi, a jego opinie są dla tych marek mało znaczące, gdyż nie jest nabywcą.

A co z zamożniejszym Kowalskim?
To już inna historia. Choć nadal możemy powiedzieć, że postrzeganie luksusu przez zamożniejszych Polaków nadal odbiega od tego, co mamy w krajach wysoko rozwiniętych. A to m.in. dlatego, że w naszym kraju znajomość prawdziwego luksusu jest niewielka. W zależności od źródła danych mamy odrębne obrazy tej sytuacji. Na przykład raporty firmy KPMG powstają na podstawie analizy wspomaganej świadomości marek. Czyli w sytuacji, w której prezentujemy respondentom listę marek i prosimy o wskazanie tych, które znają. Wtedy okazuje się, że rzeczywiście, większość z tych marek respondenci zamożni i bogaci znają. Natomiast jeśli pytamy respondenta o luksus badając świadomość spontaniczną nazw marek, czyli prosimy go o wymienienie marek luksusowych bez podpowiedzi, to wtedy okazuje się, że nawet wśród elit znajomość luksusu światowego jest stosunkowo niewielka. Rzadko kiedy wymieniana jest marka Hermes, czyli jedna z pierwszych marek luksusu światowego, z kolei spontaniczna świadomość marki Louis Vuitton w badaniu przeprowadzonym wśród polskich elit w 2009 r. przez IQS Quant Group dla firmy „Golf Properties” – była jednocyfrowa: 2,1% (!). Czyli nawet osoby bardzo zamożne o dochodach powyżej 7 tysięcy złotych netto – to próg dla gospodarstw jednoosobowych – nie znają luksusu tak, jak ma to miejsce w krajach Europy Zachodniej, Japonii, czy w Stanach Zjednoczonych.

W V edycji raportu KPMG otwarcie mówi się o niskiej dojrzałości dóbr luksusowych w Polsce.
Zakupy dokonywane przez Polaków mają niewielkie znaczenie na tle globalnego rynku luksusu. Wartość światowego rynku produktów luksusowych konsumpcyjnych (bez mebli, jachtów, samochodów itp.) w 2014 r. według danych firmy Euromonitor (wykorzystywanych przez KPMG) wynosiła dokładnie 247,6 mld euro. Wartość zakupów tych produktów w Polsce w 2014 r. wyniosła 862,5 mln euro – to nie jest nawet miliard euro – i jest to 0,35% rynku światowego, tylko 1/3 procenta! W związku z powyższym większości menedżerów marek luksusowych po prostu na Polsce nie zależy. Ich produkty są w perfumeriach, jednak w przypadku innych branż, zwłaszcza odzieży, marki luksusowe są wręcz do Polski „ściągane” przez polskich dystrybutorów i „łaskawie” wkraczają na nasz rynek. Ponadto, z jednej strony mamy niską siłę nabywczą i stosunkowo niewielki rynek, z drugiej strony niektórzy Polacy, zwłaszcza zamożni, mają zwyczaj kupować zagranicą, jak wskazują na to badania przeprowadzone przez KPMG. Co tu dużo mówić, finalnie menedżerowie marek luksusowych zdają się nie odczuwać dyskomfortu, że ich produktów nie ma w Polsce.

Czyli błędne koło.
Tak, tej dość patowej sytuacji nie pomaga fakt, że liczne marki luksusowe są sprzedawane w Polsce w sklepach wielomarkowych. Pełna magia wizerunków tych marek, czyli ich „aura” nie może zostać tam rozwinięta. Na dodatek aktywność reklamowa marek luksusowych w Polsce jest niewielka. Skutkuje to tym, że zamożny Kowalski, również w sferze promocji, z markami luksusowymi ma niewiele do czynienia, jego wiedza o tych markach się nie wzbogaca, a magia wizerunku nie działa. Fakt nieznajomości większości marek luksusowych przez nawet dość zamożne warstwy społeczeństwa powoduje, że nie pragnie się ich w ogóle. A już przeciętnie zamożna Polka czy Polak kupują marki z górnej półki jako te luksusowe: Adidas, Nike, H&M, Avon, L’Oreal czy Vichy, Bols, Finlandię itp. i czują się zadowoleni z posiadania produktów luksusowych.

Czy jest jakieś wyjście z tej patowej sytuacji?
Wyjściem byłby znacznie szybszy wzrost gospodarczy w Polsce, od tego, który mamy od kilku lat – na co się raczej nie zanosi. Proszę zwrócić uwagę na to, że marki luksusowe są obecne w krajach mocno peryferyjnych, na przykład w Mongolii. To właśnie tam otwarto butik Louis Vuitton. Dlaczego? Dlatego, że w Mongolii są duże i łatwo zarobione pieniądze, które mogą być szybko i lekko wydane. W Polsce takiej sytuacji nie ma i już nie będzie.

Co jeszcze nas dzieli od innych rynków?
Przede wszystkim, jak wspomniałem wcześniej, znacznie niższa świadomość prawdziwego luksusu. W przypadku osób w wieku dojrzałym i starszych swoje zrobiły też lata izolacji za „żelazną kurtyną” – kiedy to nie można było swobodnie wyjechać do większości krajów świata – i niedoborów związanych z gospodarką nierynkową (centralnie planowaną).

A jeśli Polak już kupuje, to co?
Według danych (rozbieżnych) KPMG – przede wszystkim używane samochody marek luksusowych, a następnie – raport z 2014 r. podaje, że (malejąco) – odzież i dodatki, usługi hotelarskie i spa, nieruchomości, meble, alkohole i cygara, kosmetyki i perfumy oraz biżuterię i zegarki. Czyli dużo luksusu niematerialnego oraz związanego z modą. Jednak w raporcie z 2011 r. można zobaczyć, że biżuteria i zegarki stanowią zdecydowanie największą kategorię wśród konsumpcyjnych dóbr luksusowych – 34%, a odzież i obuwie – tylko 18%, więc należy dokładniej przyjrzeć się metodyce zbierania danych. Nawet w raporcie z 2014 r. zwraca się uwagę na niewielkie wydatki per capita na odzież i dodatki.

Czy zatem luksusowa odzież to ekstrawagancja?
Na Zachodzie istniała pewna sekwencja. Marki fast fashion, np. Zara czy H&M, pojawiły się tam później, gdy już ludzie mieli pewne wyobrażenie w odniesieniu do luksusu i – jeśli chcieli być modni – to byli „skazani” na kupowanie odzieży i dodatków marek luksusowych. Natomiast w Polsce marki „Fast fashion” właściwie weszły na rynek relatywnie wcześniej, tzn. mniej więcej w tym samym czasie, co „pionierskie” marki luksusowe. I wtedy wielu konsumentów, a zwłaszcza konsumentek stanęło przed dylematem – czy warto za wszelką cenę być luksusową, jeśli można być modną za niższą cenę? Szczególnie, gdy w „sieciówce” pojawia się kolekcja od projektanta i za niewielkie pieniądze możemy kupić rzeczy z metką Lagerfeld, Margiela lub Versace.

Czy ta tendencja „fast fashion” zamiast „luksus” będzie zachodzić również w innych krajach, niekoniecznie europejskich?
Trudno powiedzieć. Na przykład zamożni Chińczycy polubili marki prawdziwie luksusowe. Tam, w odróżnieniu do naszego błędnego koła nastąpił mechanizm samonapędzający się. Marki luksusowe potraktowały rynek chiński jako priorytetowy: zainwestowały duże pieniądze w otwarcie butików monomarkowych, działalność reklamową i inne formy promocji, takie jak wystawy, spotkania czy wernisaże. Dzięki temu zamożni Chińczycy rzeczywiście przyzwyczaili się do kupowania marek luksusowych.

U nas brakuje potencjału.
Myślę, że w Polsce sprawą do zbadania są nasze rodzime marki luksusowe, które jakimś cudem umykają statystykom. Właściwie jedyne badanie postrzegania przez Polaków „polskiego luksusu” omówiłem w mojej książce „Zachowanie nabywców produktów luksusowych”. Marki, zwłaszcza tzw. „młodych projektantów” same o sobie niewiele mówią. A można wskazać konkretne sukcesy będące wyrazem uznania za granicą: na przykład marka Dr Irena Eris należy do elitarnego, francuskiego stowarzyszenia Comité Colbert. Silną pozycję na rynkach zagranicznych mają polskie marki jachtów, np. Delphia Yachts.

Ponoć poprzez sposób postrzegania luksusu można określić charakter danego społeczeństwa. Pokusiłby się pan o taką analizę w odniesieniu do naszego kraju?
Christopher J. Berry wskazał na luksus jako jedną z podstawowych kategorii analizy społeczeństw. Jest to temat dość szeroki, jednak u nas zwróciłbym uwagę na bardzo pozytywne postawy wobec „swojego” luksusu i zdecydowanie mniej pozytywne wobec luksusu sąsiada oraz widoczną skłonność do konsumpcji na pokaz, czyli „szpanowania”, o czym świadczy np. prosperująca branża „klepania”, szpachlowania i „uzupełniania tekturą” starych i powypadkowych samochodów marek luksusowych. Ponadto wpływ inteligenckiego systemu wartości nakazuje „właściwą” konsumpcję produktów luksusowych (przy przestrzeganiu norm, zasad podawania, czyli otoczki kulturowej towarzyszącej konsumpcji), a nowobogacka przesada jest ośmieszana i potępiana, tak jak w „starych” krajach wysoko rozwiniętych, czego brak w licznych krajach leżących na wschód od Polski.

A jakie są tendencje na rynku dóbr luksusowych w Polsce i na świecie?
W Polsce niestety nie ma badań dotyczących tendencji. Szczególnie w sektorze mody – odzieży i dodatków – trudno znaleźć analizy, które wykazywałyby zbieżność albo odmienność od trendów światowych.

Z kolei na świecie obserwuje się: jeśli chodzi o strukturę branżową – stały wzrost udziału kategorii „dodatki” (galanteria skórzana, buty itp.) kosztem kolekcji odzieżowych. W odniesieniu do struktury geograficznej – dynamiczny wzrost (aż do ubiegłego roku) udziału klientów z Chin, przy analizie struktury dystrybucji według kanałów i ogniw dystrybucji, zauważa się dynamiczny wzrost sprzedaży produktów luksusowych przez Internet, pojawienie się „niekonwencjonalnych” form konsumpcji produktów luksusowych (wypożyczalnie i współwłasność, czyli „fractional ownership” dla dóbr innych niż nieruchomości), a także coraz większą obecność marek w mediach społecznościowych.

To ostatnie zjawisko nastąpiło dopiero w 2011 roku, gdy marki zdecydowanym krokiem weszły w erę social media, wcześniej rozmyślnie ignorując tę sferę. Uzupełniając tendencje w sferze dystrybucji, można zaobserwować stopniowe zastępowanie dystrybucji selektywnej, czyli w sklepach multimarkowych, przez dystrybucję ekskluzywną, czyli butiki i sklepy „flagowe”, monomarkowe.

Wykład „Sztuka sprzedawania dóbr luksusowych” z cyklu Speaking of Fashion odbędzie się w środę, 25 marca.
Więcej informacji TU.

 

ZobaczSchowaj komentarze

Magda Jasek: nie mam obsesji na punkcie mody [WYWIAD]

Jest polską modelką, która chodziła w pokazach marek takich jak Prada, Max Mara, Jean Paul Gaultier, Delpozo, Giambattista Valli, Nina Ricci, Carven, Maison Margiela oraz Salvatore Ferragamo. W Polsce najbardziej znana jest z kampanii dla Bohoboco, w której wystąpiła u boku aktorki, Heleny Norowicz. Magda Jasek ma już ponad 8 lat doświadczenia w modelingu i tylko nam zwierzyła się jakie lekcje wyniosła z tego niezwykle wymagającego zawodu.

Bardzo dojrzałaś i wydoroślałaś przez ostatnie 8 lat pracy w zawodzie modelki.  W pierwszych wywiadach wspominałaś jednak, że na początku kariery brakowało ci pewności siebie. Jak czujesz się teraz?
Zaczęłam pracować już w wieku 13 lat. Sama dziwiłam się, że ktoś widział we mnie potencjał na przyszłą modelkę. Z czasem ta opinia zmieniała się, ale moja pewność siebie rzeczywiście wzrosła dopiero w momencie, kiedy duże domu mody zechciały ze mną współpracować. Wtedy zrozumiałam, że jednak mam wielkie szanse. Na pewno modeling bardzo mnie zmienił, ale w przeciągu ostatnich trzech lat rozwijałam się także na innych płaszczyznach, stąd pewnie wzrosła moja pewność siebie. Po latach usłyszałam od koleżanki z gimnazjum, że moja kariera jest wielkim zaskoczeniem, bo mój wgląd nie wskazywał, że tak się stanie.

Jak bardzo się zmieniłaś?
Zaczęłam podchodzić do pracy modelki z coraz większym dystansem. Jeśli ktoś mnie nie zatrudni, to wiem, że świat się nie zawali. Kiedyś zdarzało mi się płakać i mieć przysłowiowego „doła”, bo jakiś tydzień mody poszedł mi gorzej. Teraz doszłam do wniosku, że to jest naturalna kolej rzeczy. Do zawodu wkraczają kolejne dziewczyny, a na wybiegu pojawiają się nowe twarze, wiec nie mogę oczekiwać, że będę zatrudniana cały czas przez te same domy mody.

Magda (pierwsza z lewej w górnym rzędzie) w kampani domu mody Prada wiosna-lato 2014

Czy uważasz, że zdobywanie wykształcenia jest ważne w życiu modelki? Czy jest to raczej plan B, do zrealizowania po zakończeniu kariery?
Dla samej pracy to nie ma wielkiego znaczenia. Oczywiście, jeśli dziewczyna jest inteligentna, to każdy chętniej z nią przebywa, a co za tym idzie, częściej dostaje zlecenia, bo ludzie ją zapamiętują i chcą z nią pracować. Nie rezygnuję z modelingu, bo wiem, że jeszcze mogę zrobić wiele ciekawych projektów, dlatego będę łączyć pracę z zaocznymi studiami w Warszawie, które planuję zacząć od października. Poza tym zawsze byłam typem kujona i jeszcze do połowy gimnazjum nie mogłam się doczekać powrotu do szkoły po wakacjach i robienia zadań z matematyki. Później mi to przeszło (śmiech).

Wiem, że na początku pracy w modelingu, sama moda niespecjalnie Cię pociągała. A jaką rolę obecnie odgrywa ona w twoim życiu?
Na pewno obecnie jest mi o wiele bliższa, ale nie śledzę pokazów na bieżąco, a kiedy już jestem na wakacjach, nie sprawdzam żadnych newsów z nią związanych. Już jako modelka jestem w wystarczającym stopniu otoczona modą. Natomiast dzięki niej ubieram się o wiele lepiej niż kilka lat temu. Nie mam żadnej obsesji na punkcie mody, ale zdecydowanie doceniam pracę wszystkich ludzi związanych z tą branżą, bo widziałam na własne oczy ile wysiłku to kosztuje. Kiedyś postrzegałam świat mody jako bardzo próżny, a dziś widzę go jako miejsce, w którym wiele osób rozwija swoje pasje i tworzy niesamowite projekty, momentami wręcz sztukę.  

A jeśli chcesz zrobić wrażenie, to co zakładasz?
Zazwyczaj wybieram prostotę w postaci czarnej sukienki albo nawet garnituru, który założyłam niedawno na dużą galę. Na co dzień nigdy się nie maluję, więc wystarczy, że lekko podkreślę oczy i wszyscy natychmiast pytają, co takiego zrobiłam.

Sesja dla tureckiego „Harpers Bazaar” czerwiec 2015

Masz bardzo zdystansowane podejście do mody, więc czy prowadzenie profili w mediach społecznościowych jest dla ciebie bardzo ważne?
Teraz przykładam się bardziej do tego w jaki sposób prowadzę Instagrama, ale uważam, że dalej średnio mi to wychodzi. Wiem, że regularnie prowadzony ma znaczenie w pracy modelki, której często podczas castingu zadaje się pytanie o ilość obserwatorów. Jednak wychodzę z założenia, że nie będę prowadziła emocjonalnego ekshibicjonizmu, ani dzieliła się każdą minutą mojego życia z tysiącem obcych osób. Zamiast tego staram się to jakoś balansować widokami czy zdjęciami znajomych. Bardzo cenię sobie swoją prywatność, więc osobiste rzeczy wrzucam raczej na Facebooka, którego mam zarezerwowanego jedynie dla znajomych. Z kolei na Instagrama wstawiam zdjęcia, które każdy może zobaczyć.

Czy masz jakiś pomysł na to, jak kreować swój wizerunek w sieci?
Moja nowojorska agencja co tydzień wysyła mi newsletter z informacjami jakich hashtagów używać albo jakie zdjęcia opublikować, co zawsze trochę mnie bawi. W Nowym Jorku, w branży mody, kładzie się szczególny nacisk na media społecznościowe, bo ilość followersów wpływa na otrzymywane zlecenia. Czasami ich maile podsuwają mi różne pomysły, jednak zazwyczaj po prostu wrzucam to, na co mam ochotę, bez głębszej analizy, na kogo chciałabym się kreować w sieci.

Czy w związku z tym ciężko ci utrzymać się na topie? Czujesz presję albo duże oczekiwania innych wobec ciebie?
Zawsze staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak mogę, ale nie wszystko zależy ode mnie. Dbam o swoją sylwetkę, ale także stawiam granice, których nie przekraczam. Wolę nie być w 50. najlepszych modelek, jeśli to oznacza, że muszę robić cokolwiek wbrew sobie. Mam swoje cele w życiu, a bycie sławną na pewno nie jest jednym z nich. Modeling jest super przygodą, która dała mi większą pewność siebie i szansę na rozwój, ale w tej chwili wolę czasami mówić stop i podążać swoją ścieżką, niż nie być sobą. W tym zawodzie dziewczyny zawsze będą spotykać się z dużymi oczekiwaniami im stawianymi.

Pokaz Valentino jesień-zima 2014

Mimo wszystko postanowiłaś zainwestować w swoją sylwetkę? Ćwiczysz z trenerem personalnym i bardziej dbasz o formę.
To są dwie kwestie. Po pierwsze teraz wszędzie panuje moda na bycie „fit”. Kiedyś wystarczyło, że modelka jest chuda, a obecnie okazuje się, że ma mieć też super ciało i wyrzeźbiony brzuch. Po drugie chcę być zdrowsza. Kiedyś przechodziłam przez różne perypetie związane z dietami. Długo o tym nie mówiłam, ale teraz przyznaję się do tego otwarcie. Przez pół roku jadłam wyłącznie 300-400 kalorii dziennie, w wyniku czego bardzo schudłam i byłam na krawędzi utraty zdrowia. Mam wrażenie, że prawie każda dziewczyna z branży ma podobne doświadczenia, ponieważ bardzo często mówi się nam, że jesteśmy za grube. Jestem perfekcjonistką, dlatego jak ktoś zarzucał mi, że mam złe wymiary, to brałam to sobie do serca i robiłam wszystko, aby to zmienić.

Jak się wtedy czułaś?
Byłam cały czas sfrustrowana, ponieważ nic nie jadłam. Agencje nagle zaczęły mi mówić, że jestem za chuda i traciłam pracę. Przychodziłam na sesje, robili mi jedno zdjęcie i twierdzili, że mnie nie chcą, bo nie zamierzają promować anoreksji. Byłam wtedy w liceum i nie zdawałam sobie sprawy, że mam za małe wsparcie ze strony agencji, która skupiła się tylko na tym, że jestem za gruba. Nie wysłano mnie do dietetyka, ani do trenera. Kiedy jest się 17-letnią dziewczyną, myśli się, że jak się schudnie, to trafi się do kampanii Diora. Wiele dziewczyn jest w stanie zagłodzić się, aby zdobyć takie zlecenie.

Skąd przyszła pomoc?
Wszystko zaczęło się od interwencji z zewnątrz. Utracone sesje zdjęciowe, uwagi zmartwionych rodziców, reakcja ze strony szkoły – wszystko to dało mi wiele do myślenia. Szkoła wezwała moich rodziców i wysłała mnie na testy psychologiczne, które wykazały, że nie mam anoreksji, ale sam fakt, że musiała je wypełnić, dał mi wiele do myślenia i uświadomił, że muszę coś zmienić. Nauczyłam się, że nie muszę się głodzić, ponieważ dobrze rozplanowana dieta i ćwiczenia są tym, czego mi brakowało. Niestety mój metabolizm został zaburzony i do dziś muszę bardzo dbać o siebie. Odkąd zaczęłam regularnie ćwiczyć i trzymam się zbilansowanej diety, ułożonej przez profesjonalistę, czuje ogromną zmianę na lepsze. W pracy modelki sprzyja mi także trend na zdrowy styl życia. Jednak nie ukrywam, że szykowanie się na siłownię nie przychodzi mi to łatwo. Jestem typem domownika, który zamiast sportu woli posiedzieć w domu z książką i kotem (śmiech). Bardzo pomógł mi w tym mój trener, Tadeusz Gauer, który regularnie wyciąga mnie na treningi i motywuje do działania.

Kampania Bohoboco wiosna-lato 2015

Przyjaźnisz się też z wieloma modelkami, czy to jest częste zjawisko ?
Tak, przyjaźń w grupie modelek zdarza się bardzo często. Nie mogę narzekać na swoje życie, ale z drugiej czasami każdy potrzebuje się wygadać, a my jako modelki jesteśmy w tym zawodzie razem i doskonale rozumiemy jak to jest spędzić kilka godzin na przymiarkach czy biegać po castingach.

Wróćmy do twojej pracy. Czy są takie zlecenia, które uważasz, że już nie są dla ciebie i na tym etapie rozwoju nie przyjęłabyś ich?
Zawsze wychodzę z założenia, że mój agent wie najlepiej, co jest dla mnie dobre, choćby z racji swojego doświadczenia. Jeżeli on twierdzi, że powinnam coś zrobić, to podejmuję wyzwanie.

Czy istnieją takie zlecenia, które mogłyby być dla ciebie ogromnym sukcesem, i o które chciałabyś zabiegać?
Ciężko powiedzieć czy w tym zawodzie można o coś zabiegać. Agent może coś zasugerować, ale tak naprawdę to niewiele ode mnie zależy. Marka Victoria’s Secret może być takim kolejnym krokiem w kierunku atrakcyjnych zarobkowo i komercyjnych zleceń, tym bardziej, że od dawna nie było na ich wybiegu rudych modelek.

To twój znak rozpoznawczy, więc czy jest ktoś w stanie namówić cię na radykalną zmianę włosów? Może właśnie jakieś wymarzone zlecenie byłoby w stanie cię przekonać?
Teraz jestem o wiele bardziej otwarta na zmiany niż kiedyś. Myślę, że dla Louis Vuitton byłabym w stanie zrobić wiele, bo mam do tej marki pewien sentyment. Właśnie dla nich zrobiłam swoją pierwsza kampanię. Kiedy Nicolas Ghesquiere był jeszcze dyrektorem kreatywnym w Balenciadze, to chciał mi ściąć włosy, ale wpadłam w panikę i odmówiłam. Później, kiedy przeszedł do Louis Vuitton, to ponowił propozycję, tym razem było to skrócenie tylko do obojczyków i wtedy się zgodziłam. Dla niego byłabym nawet gotowa je utlenić. Nie wiem jak by to wyglądało, ale raz miałam perukę do kampanii Bohoboco i efekt był ciekawy.

Magda na okładce ukraińskiego „Vogue’a” listopad 2015

Czy okładka amerykańskiego „Vogue” wciąż jest najbardziej prestiżowym zleceniem, czy to osiągniecie jest już tak ważne? A jeśli nie ta okładka, to co innego?
Moim zdaniem amerykański „Vogue” stał się pismem bardzo komercyjnym, sądząc po osobach, które pojawiały się ostatnio na ich okładce. Obecnie, aby „wylądować” na okładce tego magazynu należy być celebrytą, aktorem lub mieć milion followersów na Instagramie. Dlatego wydaje mi się, że w tej chwili bardziej prestiżowe są „Vogue Italia”, „Vogue Paris” oraz niezależne magazyny takie jak „i-D”.

A co jest największym plusem i minusem tego zawodu?
Plusem jest z pewnością możliwość podróżowania, zyskanie poczucia pewności siebie, poznawanie inspirujących ludzi, których nigdy indziej bym nie poznała, gdyby nie ta praca. Prawdą jest, że tylko kilka razy wyjechałam za granicę w celach nie związanych z modelingiem. Dzięki wyjazdom nauczyłam się języków obcych, choć wcześniej angielski nie był moją najmocniejszą stroną. Moi znajomi dopiero kończą studia, szukają pracy, a ja już jestem zupełnie samodzielna i mam mieszkanie w Warszawie. Mogę się rozwijać i zastanawiać nad dalszą karierą zawodową. Modeling dał mi bardzo dużo możliwości, dlatego gdybym miała jeszcze raz wybrać między studiami a modelingiem, to zrobiłabym to samo. Minusów też jest sporo. Głównym jest  brak możliwości planowania życia osobistego oraz minimalna kontrola nad tym, gdzie będzie się pracować. Jest to też bardzo „samotny” zawód – moi znajomi albo zostali w Polsce albo także podróżują po świecie tak jak ja, więc przez większość czasu jesteśmy daleko od siebie, co na dłuższą metę jest bardzo odczuwalne. Do tego dochodzi konieczność pilnowania swojej sylwetki przez cały czas, co wiąże się z dużą ilością wyrzeczeń. Jednak plusy przeważają nad minusami i staram się o tym pamiętać na każdym kroku. Aktualnie mam poczucie, że przez długi pobyt w Stanach i ciągłe czekanie na zlecenia w pewien sposób straciłam kontrolę nad swoim życiem, jednak zabrałam się za jej odzyskiwanie, a swoją przyszłość na pewno planuję w Polsce.

 

ZobaczSchowaj komentarze

Kosmetyki w kolorach złotej, polskiej jesieni!

AA

PODKŁAD LONG STAY COVER FOUNDATION
28,96 zł

Micheal Kors

Woda perfumowana Sexy Ruby
od 229 zł

Ministerstwo Dobrego Mydła

Naturalne mydło
21 zł

Tom Ford

Olejek do ciała
359 zł

Bourjois

Rouge Velvet The lipstick
56,99 zł

Rimmel

Scandaleyes Reloaded
20,38 zł
Dzielimy się osobistymi przemyśleniami na temat mody, drobnych potknięć i wielkich gaf, małych sukcesów i spektakularnych zwycięstw osobistości tworzących świat wybiegów. Przedstawiamy własne opinie. Dajemy komentarz do aktualnych sytuacji. Poszukujemy ciekawych tematów, śledząc z uwagą bieżące wydarzenia i mając w pamięci historie ze świata mody. Nie pozostajemy obojętni wobec zmian. Bogaci w doświadczenie branżowe, tworzymy treści jakościowe z interesujących wątków. Prezentujemy nasz punkt widzenia, ale też skłaniamy do refleksji. Nigdy nie zamykamy tematu w sposób oczywisty. Zabiegamy o zachowanie marginesu wolności w treściach, gdyż cenimy różnorodność opinii i świadome, indywidualne postrzeganie mody.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.