Napis „Hollywood” zmienił się w „Hollyweed”. Poznajcie niezwykłą historię symbolu Ameryki

Noworoczny psikus podmienienia liter w napisie „HOLLYWOOD” wywołał ogólnoświatowe rozbawienie, lecz policja w Los Angeles traktuje sprawę poważnie i wszczęła śledztwo o wandalizm. Dlaczego ktoś tak serio traktuje wyraźnie dowcipny wybryk? Ponieważ ten napis to symbol potęgi Ameryki.

To już drugi raz, gdy napis „HOLLYWOOD” na wzgórzach Santa Monica zamienia się w „HOLLYWEED”. Pierwszy raz miało to miejsce 44 lata temu, gdy Kalifornia zliberalizowała swoją politykę wobec marihuany. Teraz, przy okazji wyboru Donalda Trumpa na prezydenta, mieszkańcy tego stanu zostali zapytani czy chcą dalszej liberalizacji. Gremialnie odpowiedzieli, że tak, więc w 2018 roku prawo ulegnie zmianie. A tymczasem rok wcześniej zmiana ta została przyklepana przez żartownisiów, którzy postanowili zmienić na chwilę ten charakterystyczny znak.

Na początku był on naprawdę niepozorny. Zaprojektowany przez Thomasa Fiska Goffa, a postawiony w 1923 roku, był niczym więcej, jak reklamą budowanego niedaleko osiedla mieszkaniowego „HOLLYWOODLAND” – i taki też był pierwotnie napis umieszczony w Hollywood Hills. Napis mrugał czteroma tysiącami żarówek w kolejności: najpierw „HOLLY”, później „WOOD” i na końcu „LAND”. To robiło wrażenie – zwłaszcza, że były to czasy, w których Las Vegas nie było jeszcze międzynarodowym symbolem neonów.

Początkowo napis miał istnieć półtora roku, lecz szybko zaczął być symbolem nie osiedla mieszkaniowego, a wielkiej machinerii filmowej, złotych czasów wytwórni i życia w iście amerykańskim stylu: najlepszego, najdroższego, najbardziej wytwornego. Napis ma w swojej historii także ciemne karty – w 1932 litera „H” stała się miejscem samobójstwa zaledwie 24-letniej aktorki Peg Entwistle, która przez liczne problemy osobiste nie potrafiła poradzić sobie z presją narzucaną przez wytwórnię. Dziewczyna skoczyła więc z symbolu tego świata, co poruszyło całą Amerykę. Niedługo po jej śmierci powstała fundacja imienia Peg, która pomaga ludziom myślącym o samobójstwie.

To tragiczne wydarzenie, o ironio, tylko umocniło pozycję i znaczenie napisu. II wojnę światową symbol przeżył bez większych turbulencji. Te nadeszły w 1949 roku, gdy zdewastowany znak zaczął zwyczajnie chylić się ku upadkowi, by w końcu runęła litera „H”. Napis w końcu został wyczyszczony, umocniony i usunięto końcówkę „LAND”. Od tej pory istnieje napis, który tak dobrze znamy z filmów czy fotografii. Czyste „HOLLYWOOD”.

W 1973 roku napis zyskał oficjalny statut zabytku stanu Kalifornia (zabytek nr 111). Lata 70. nie były jednak dobre dla symbolu. „HOLLYWOOD” znów zaczęło się rozpadać. Spadły w kolejności górna część „D” oraz trzecie „O”, a pod drugie „L” ktoś podłożył ogień. Znak przetrwał jednak próbę czasu, a w 1987 roku, gdy papież Jan Paweł II odwiedził Kalifornię, na chwilę pozbyto się jednego „L”, co dało napis adekwatny do dzisiejszego świętego, a więc „HOLYWOOD”.

Lata 90. to ponowny rozkwit zabytku. Dzięki odpowiednim zabiegom prawnym został wyznaczony fundusz na opiekę i odnawianie „HOLLYWOOD”. W 1995 roku zrobiono lifting napisu, a skoro lifting, to nie mogło zabraknąć aktorki, która była nazywana „królową liftingów”, czyli 79-letniej wtedy Phyllis Diller, która współprowadziła nowe otwarcie symbolu.

Ostatniego dnia 1999 roku znak dostał wyjątkowe wyróżnienie – obok Wieży Eiffla, Wielkiej Piramidy w Egipcie i New York Times Square z okazji wejścia w nowe milenium rozbłysnął tysiącami światełek. Tym samym ugruntował swoją pozycję nieśmiertelnego symbolu zachodniej popkultury.

W pierwszej dekadzie nowego tysiąclecia zainwestowano w profesjonalny system zabezpieczeń, alarmów przeciwpożarowych i antywłamaniowych. W 2010 roku pojawiły się plany zburzenia napisu na wzgórzu Hollywood i sprzedania terenu pod budowę luksusowych osiedli mieszkalnych. Ostatecznie gwiazdy, m.in. Arnold Schwarzenegger, Tom Hanks, Steven Spielberg, Hugh Hefner, zebrały 12,5 miliona dolarów i wykupiły teren należący do spółki z Chicago.

Jak pokazuje ostatni żart, nazywany nad wyraz „aktem wandalizmu”, wciąż jednak znajdują się tacy, dla których obejście skomplikowanych zabezpieczeń nie stanowi problemu. Nic dziwnego, że tak jest – każdy bowiem chciałby dziś napisać choć zdanie w historii jednego z największych symboli Ameryki.

ZobaczSchowaj komentarze

Gadka Szmatka 40: Marilyn Monroe przemówiła zza grobu, a masturbacja to (ponoć) grzech

Gadka Szmatka ma już czterdziestkę, ale bądźcie spokojni – nie dopadł jej kryzys wieku średniego. Ten jednak udziela się non stop naszym sławnym milusińskim, a my – nie ukrywajmy tego – uwielbiamy o tym czytać, komentować i pastwić się nad nimi. A więc igrzyska czas zacząć!

Brytyjskie media grzmią wszem i wobec, że księżna Kate jest rozrzutna. Tabloidy doliczyły się bowiem, że w pierwszym kwartale tego roku wydała już około 300 tysięcy złotych. Kaśka chyba trochę wpadła w schemat, w który wrzuciły ją same media, a więc sympatycznej i pięknie prezentującej się kobiety. Uwielbiając pisać o jej świetnym stylu mają jednocześnie problem, że wydaje pieniądze na ubrania. Być może jest tu jakaś rozrzutność, ale z pewnością nie intelektualna państwa redaktorów.

Relacje Hani Lis i Kingi Rusi nie są dla nikogo tajemnicą – panie wręcz nie znoszą się. O ile Kinga publicznie nie wypowiada się na temat nowej żony jej starego męża, o tyle Hania postanowiła ostatnio skomentować tę znajomość. – Żadna „przyjaciółka”, a tym bardziej „najlepsza” – napisała niegdyś dziennikarka, a dziś celebrytka w komentarzu na swoim Instagramie. Chciałbym napisać, że powiało grozą, ale raczej starym sandałem.

Skoro już jesteśmy przy byłych pracownicach TVP, to warto wspomnieć o ostatnim popisie mediaworkerów tam pracujących. W jednym z ich opiniotwórczych programów zaprezentowali sondę, w której wypowiedziało się 143% społeczeństwa. Tak to jest, gdy chodzi się na religię, a nie na matematykę.

Powstanie reboot słynnego filmu „Labirynt” z 1986 roku, w którym David Bowie wcielił się w rolę króla goblinów. Szczegóły nie są jeszcze znane, wiadomo jedynie, że za projekt odpowiada Nicole Perlman, współtwórca „Strażników Galaktyki”. Kto nie oglądał oryginału, to właśnie ma co robić w weekend.

Piątkowy „Fakt” powstawał w – co przecież szczerze uwielbiam – oparach prawdziwego absurdu. Otóż Michał Bajor w rozmowie z tabloidem przyznaje, że w snach rozmawia z Marilyn Monroe. Na serio. – Mam sny, które powtarzają mi się od wczesnej młodości. Są to spotkania z gwiazdami Hollywood, które mówią do mnie po polsku. Rozmawiam z Sofią Loren, Marlonem Brando, który mówi głosem Tadeusza Łomnickiego. Śniła mi się też Marylin Monroe, która pięknym głosem mówiła mi, żebym bardziej uważał na to co czytam, bo połowa co o niej piszą to nieprawda. Ja te sny spisuję – zdradził artysta. Trudno coś tu dodać, choć mam dobrą specjalistkę w tym zakresie. Polecam się, Michał!

Lil Uzi Vert, amerykański raper, zaprezentował ostatnio wspaniały bling bling marki Ben Baller. To wszystko nie jest jednak istotne, istotne jest, kto znajduje się na tej błyskotce. Ja jestem zakochany. Zarówno w Mansonie, jak i jego podobiźnie.

Trwa drugi weekend Coachelli, najdziwniejszego festiwalu na świecie. Ponoć muzyczny, choć większość uczestników skupia się raczej na strzelaniu sobie selfie wśród pięknej scenerii. A gdzieś tam pomiędzy Lady Gaga zaprezentowała nową piosenkę, która jest naprawdę niezła!

Pamiętacie jeszcze Renatę Kaczoruk, bardziej znaną jako Renulka lub dziecko dziewczyna Kuby Wojewódzkiego? Otóż jej kompanka z programu „Azja Express” postanowiła wreszcie szerzej skomentować zachowanie modelki w programie. Okazuje się, że wyprawa gwiazd wcale nie była taka wyczerpująca, a między Kaczoruk a Weroniką Budziło nie ma żadnej przyjaźni. – Dostaję informację dwa tygodnie przed wyjazdem, że moja przyjaciółka, która miała jechać z Renatą, wycofuje się, bo ma zerwanie więzadła w kostce. Renata prawdopodobnie nie miała zbyt wielu osób, którym mogłaby zaproponować wyjazd, wiec padło na mnie – zastąpiłam moją przyjaciółkę (…) Czas wolny był tylko przy transferach, czyli przekraczaniu granic. Wtedy też mieliśmy jeden dzień wolny, aby uprać ubrania, zasymilować się i ruszaliśmy dalej. Dostawaliśmy na ten czas swoje portfele, mogliśmy iść do knajpy i najeść się do woli. Nasza para brała udział w dwóch transferach – wyznała dziewczyna w wywiadzie dla Timteller.pl. Ktoś jest zdziwiony?

Już niebawem nowy film z Amy Schumer oraz… Goldie Hawn, która po latach wraca na wielki ekran. To może być mieszkanka czysto wybuchowa. Czekam na „Snatched” z wypiekami, a tymczasem polecam fragment.

Donald Trump po tym, jak jako pierwsza pomarańczowa osoba zdobył tak ważny urząd, postanowił najwyraźniej wspiąć się jeszcze wyżej. I to dosłownie, bo jego żenujące pomysły napędziły grupę aktywistów, którzy zorganizowali pierwszą manifestację w… przestrzeni kosmicznej. Dodajmy, że to dopiero początek jego prezydentury.

Widzieliście kiedyś nagiego Elmo z „Ulicy Sezamkowej”? Pewnie nie. Nie jest to miły widok, ale nie chcę być z tym sam, także oglądajcie.

 

Tymczasem w wielkim świecie żon Hollywood prawdziwy przełom – jedna z nich nauczyła się już pisać i czytać! Na razie powoli, ale liczy się w końcu progres.

Chyba czas na seksowny gif z Zackiem Efronem, prawda?

Rafał Maślak, który lubi się chwalić swoim ciałem oraz rozprawiać o swoim (ponoć) gigantycznym penisie ogłosił, że masturbacja jest mu obca. – Uważam, że jestem normalny. Są ode mnie przystojniejsi, znalazłem się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Nie byłem często na wybiegu. Dziś rano dostałem propozycje matrymonialną. Masturbacja? Oczywiście, że nie! To grzech! – wyznał były mister Polski w rozmowie z Pudelkiem. Jak uprawia się samozachwyt na Instagramie, to może rzeczywiście wtedy jest zbędna?

Na koniec prawdziwy smaczek: Richard Gere w rozmowie z „Variety” zdradził kulisy powstawania filmu „Pretty Woman”. Okazuje się, że pierwotnie film miał mieć tytuł „3000” i odnosić się do kwoty, jaką prostytutka – w tej roli niezapomniana Julia Roberts – otrzymała za luksusowy tydzień u boku amanta. Co lepsze – opowieść miała nie mieć happy endu. W trakcie powstawania kultowej dziś komedii twórcy postanowili wprowadzić kilka zmian. I to chyba była prawdziwa dobra zmiana.

Na koniec pamiętajcie, żeby się nawadniać.

Przybywajcie też w najbliższy piątek na imprezę Vogule Poland. Potańczymy, będzie ekstra!

ZobaczSchowaj komentarze

Instagramowe influencerki w jesiennej kampanii & Other Stories

&OTHER STORIES

SUKIENKA
ok. 280 zł

&OTHER STORIES

KURTKA
ok. 580 zł

&OTHER STORIES

SPÓDNICA
ok. 280 zł

&OTHER STORIES

SPODNIE
ok. 320 zł

&OTHER STORIES

SPÓDNICA
ok. 800 zł

&OTHER STORIES

PŁASZCZ
ok. 800 zł
Tworzymy własną mapę modnych miejsc. Podpowiadamy, dokąd warto się udać będąc w Londynie, Paryżu, czy Lublinie. Odkrywamy przestrzenie znane i nieznane mieszkańcom oraz obieżyświatom. Docieramy do miejskich zakątków tętniących życiem towarzyskim i kulturalnym. Przybliżamy ich charakter. Niekiedy są to strefy bardzo prywatne, przytulne, gdzie w powietrzu unosi się atmosfera przyjaźni. Innym razem to przestrzenie doniosłe, o monumentalnym charakterze, prezentujące sztukę wysoką. Bazując na własnym doświadczeniu tworzymy specyficzne przewodniki po miastach Polski i świata. Zamieszczamy w nich informacje, gdzie można smacznie zjeść, gdzie udać się na zakupy, gdzie zatrzymać się na nocleg. Subiektywnie opowiadamy o miejscach, których próżno szukać w topowych przewodnikach.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.