Jerzy Antkowiak

Najsłynniejszy projektant mody epoki PRL do mody trafił przypadkiem. Ale odnalazł się tam znakomicie. Charyzmatyczny szef artystyczny Mody Polskiej, postać warszawskiej bohemy. W sprawie mody jest już na emeryturze, w życiu towarzyskim – nie do pokonania.

Do znajdowania się w dobrym miejscu i czasie, Jerzy Antkowiak ma szczęście od dzieciństwa. Przyszedł na świat w dniu pogrzebu marszałka Józefa Piłsudskiego, co załatwiło mu sprawę historycznej daty urodzenia. Dorastał w Wolsztynie. Mama prowadziła sklep z kapeluszami, ojciec był notariuszem. Podobno już jako kilkulatek dobierał woalki klientkom matki.

Studiował ceramikę we wrocławskiej ASP i wtedy na dobre wciągnęło go życie artystyczne. Znał się z aktorami, fascynował go teatr – od sceny i od zaplecza. Gdy przyszło do wyboru zawodu, padło na teatr mody. Przypadkowo. Pod koniec lat 50. Zamieszkał z żoną farmaceutką w podwarszawskim Komorowie. Jesienią 1960 roku poszedł na wystawę Instytutu Wzornictwa Przemysłowego do Pałacu Kultury. Traf chciał, że odbywał się tam pokaz Mody Polskiej. Zaplątał się tam przypadkowo i doznał olśnienia: piękne modelki, eleganckie stroje, publiczność klaszcze. Podszedł do Jadwigi Grabowskiej, szefowej Mody i wyznał, że chciałby dla niej pracować. Dodał nawet, choć pomysł był przecież świeży, że zawsze marzył, żeby projektować modę.

„Przynieś rysunki”, powiedziała Grabowska zadowolona ponoć, że młodzieniec jest ceramikiem, bo w Modzie brakowało filiżanek.

Antkowiak szkicuje, szkice lekko wygniata, trochę plami kawą, by wyglądały na owoc lat pracy, zanosi do biura Mody przy Wareckiej. Dostaje tę pracę. Jak się okaże – na całe życie.

W tworzącym się wówczas dziale wzorniczym od początku wyróżniał się. A z pewnością Jadwiga Grabowska wyróżniała jego. Zawsze jego projekty były najlepsze, zawsze trochę więcej mógł, jego wreszcie, a nie żadną z koleżanek, zabrała w 1965 roku do Paryża. Pokaz Pierre’a Cardina w siedzibie firmy przy Faubourg Saint-Honoré ma w pamięci do dziś. Z bliska zobaczył znakomite, nowoczesne ubrania – Cardin był wówczas w czołówce rewolucjonistów mody – i parę sławnych osób, w pierwszym rzędzie siedziała Jeanne Moreau.

Był zachwycony, ale jednak uciskała go rola wiecznego asystenta mistrzyni. Po powrocie z Paryża w tajemnicy przed szefową, zrobił z Tulą Popławską – kolekcję karnawałową. Była awantura, ale jak zwykle jemu – wszystko uszło na sucho. Kiedy w 1967 roku Jadwigę Grabowską wysłano na emeryturę, szefową artystyczną Mody została Halina Kłobukowska. Jednak – jak głoszą opowieści – prowodyrem zespołu projektantek był właśnie on. Zastępcą dyrektora ds. artystycznych został w 1979 roku. Wspomina to jako koszmar. „Nagle znalazłem się w świecie narad i posiedzeń. Organizacja planu, otwieranie nowych salonów, zmiany stawek dla krawców, tysiące tego rodzaju tematów. Trwał już kryzys, więc szukano oszczędności. „Po co wam jedwabie, skoro jest kremplina, kobiety przecież kochają kremplinę” – mówili sekretarze i dyrektorzy, a w tym wszystkim pobrzmiewała pretensja, że w ogóle istnieje wzorcownia. „Nigdy nie chodzę na te wasze pokazy, to marnowanie pieniędzy” – przechwalali się”, mówił w jednym z wywiadów.

Jednak ciągle udawało się robić pokazy z fasonem i fasony niemal jak w Paryżu. Niemal, bo kiedy wybuchł stan wojenny, nie było naprawdę nic – ani żurnali, ani materiałów. Wtedy powstała kolekcja z płótna namiotowego. Moda Polska, warto to przypomnieć, odgrywała w PRL rolę wyjątkową. Była instytucją wzorniczą, czyli to kolekcje Mody – po inspiracje projektanci jeździli na pokazy do Paryża – miały być inspiracją dla zakładów odzieżowych, które szyły ubrania na masową skalę. W praktyce wyglądało to różnie, natomiast pokazy Mody były jedną z największych atrakcji ówczesnej Warszawy. A sklepy ze słynną jaskółką projektu Jerzego Treutlera – synonimem luksusu. Nie docierały tam wprawdzie rzeczy z pokazów, bywały jedynie kolekcje handlowe i rzeczy z eksportu. Ale i tak ustawiały się kolejki. Władzom Moda Polska była potrzebna, by móc pokazywać za granicą, że w Polsce żyje się normalnie – jej pokazy cieszyły się wielkim powodzeniem w demoludach.

Jerzy Antkowiak nie był zatem nigdy dyktatorem mody – cały ten skomplikowany system sprawiał, że nie miał szans, by ubierać ulice, ale był rozpoznawalną postacią. Brylował w rozmaitych towarzystwach, pokazywał się w telewizji, w gazetach opowiadał nie tylko o kolekcjach, ale też o tym, co jada na obiad. Zwykle w zamaszystym płaszczu, zawsze w kolorowych szalach. Przyjacielski, ale wymagający. Do modelek mówił po imieniu, ale one do niego na pan. Gdy ich inne prace zaczęły kolidować z próbami pokazu, wyrzucił z pracy trzon zespołu. Bywał chimeryczny. Dzięki jednej z takich chimer dostał służbowe mieszkanie, w którym pomieszkiwał (i dobrze się bawił) aż do upadku Mody Polskiej w 1998 roku.

Czar Mody Polskiej przygasł wraz z transformacją ustrojową w 1989 roku. Przestała być niedostępna i wyjątkowa, co więcej – była polska, a wtedy wszyscy chcieli nosić rzeczy z zagranicy. Poupadały fabryki, z których pochodziły tkaniny, w czasach liberalnej gospodarki państwowe przedsiębiorstwo nie dało rady. Jerzy Antkowiak próbował biznesowej działalności, ale nadawał się do tego jeszcze mniej niż państwowe przedsiębiorstwo.

W 1993 ukazała się książka „Sekrety modnych pań”, którą napisał wraz z Barbarą Żmijewską. W 2002 roku ukazał się film dokumentalny o jego życiu, natomiast w 2016 biografia projektanta – „Antkowiak. Niegrzeczny chłopiec polskiej mody”.

Prowadzi dziś życie pogodnego emeryta. Wciąż bywa na pokazach, od czasu do czasu uświetnia uroczystości, czasem zamyka się w domu w Komorowie, gdzie wciąż mieszka z żoną, z którą przyjechał tu ponad 50 lat temu. Podobno pracuje nad autobiografią.

TEKST Aleksandra Boćkowska
ZDJĘCIE East News

Ciekawostki

  1. W 1990 roku otrzymał „Czarną Panterę” – nagrodę ufundowaną przez firmę Lalique dla najlepszego projektanta z Europy Wschodniej.
  2. Projektantem, którego „modę ma na ołtarzu” jest dla niego Yves Saint Laurent. Niemal rówieśnicy (Antkowiak – o rok starszy) startowali w modzie niemal równocześnie. Jednak na tym, przestrzega Antkowiak, porównania się kończą.
  3. Jest czułym dziadkiem dla pięciorga wnucząt (w wieku 2–33 lata) i trojga prawnucząt.

Najpiękniejsze perfumy na wiosnę

Giorgio Armani

Acqua di Gioia Sky
239 zł

Yves Saint Laurent

Mon Paris
269 zł

Salvatore Ferragamo

Signorina in Fiore
219 zł

Tom Ford

Neroli Portofino Acqua
500 zł


DKNY

Be Tempted Eau So Blush
od 189 zł
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.